Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rendirme En Tu Amor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rendirme En Tu Amor. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 kwietnia 2016

Rendirme En Tu Amor - Epilog

6 miesięcy później:
Moje życie teraz się zmieniło, już nie jest tak jak kiedyś. Straciłam kontakt z Anahi, Uckerem, ze wszystkimi którzy byli dla mnie ważni. Całymi dniami siedzę w pokoju, jedyne co od czasu do czasu zjem coś, i to tylko ze względu na błagania Eli. Nie mam po co żyć, nie mam dla kogo żyć. Pewnie teraz wszyscy zastanawiacie się, czemu wyjechałam, czemu siedzę na jakimś pieprzonym zadupiu? Już wam tłumaczę, po powrocie do domu mój ojciec oznajmił mi, że wyjeżdżamy. Okazało się, że dowiedział się o moim romansie, bo chyba tak to można nazwać z Uckerem. Ostatni raz widziałam go na sprawię w sądzie, którą wniósł mój ojciec. Na szczęście Christopher nie dostał, żadnej kary, oprócz tego, że ma zakaz wykonywania zawodu. Udało mu się tylko, dlatego że zeznawałam. Mówiłam, że wszystkie te rzeczy wynikły z mojej inicjatywy, wzięłam całą winę na siebie. Oczywiście mi nic nie zrobili, ale tylko prawnie. Mój ojciec, skarał mnie gorzej niż sąd by mógł to zrobić. Przeprowadziliśmy się prawie pół świata od Meksyku. Zabrał mi telefon, laptopa, cały dostęp do świata. Zapisał mnie do nowej szkoły, do której po prostu nie chodzę, za co ciągle zbieram ochrzan. Nie obchdzi mnie to za wiele, pogada i przestanie. Tęsknie za Anahi, jedyna osoba która mnie rozumiała, pocieszała, była. A Ucker on na zawsze pozostanie w moim sercu, ta rana po stracie jego jest niezaleczalna.



Witam ! :) 
Jest już epilog, tak to koniec tej historii. Pewnie wiele z was ma teraz ochotę delikatnie mówiąc mnie zabić, ale nie wyobrażałam sobie innego zakończenia. Nie każda historia jest tą szczęśliwą, tak jak i w tym przypadku. Mam nadzieję, że to fanfiction spełniło wasze oczekiwania i było znośne.
Teraz co do nowego. Więc nie jestem pewna kiedy zacznę je dodawać, tak jak mówiłam chce mieć 10 rozdziałów, a jak na razie mam 4,5 także no :) Piszę teraz dwa opowiadania przez co nie jest to takie proste jak wcześniej. Postaram się trochę spiąć, więc możliwe, że nowe zacznę wstawiać jeszcze w tym miesiącu :) 
Dziękuje za wszystkie wyświetlenia, bo jest już ich ponad 100tysięcy ! <3

sobota, 9 kwietnia 2016

Rendirme En Tu Amor - 24

-Żartujesz ? - spytałam stojąc pod drzwiami, w ręku już miałam ręcznik dla niego. Jednak jakoś nie mogłam tam wejść.
-Zmoczyłaś cały mój ręcznik, czymś się wytrzeć muszę - weszłam z zamkniętymi oczami. Dosłownie szłam po omacku, a jak dotarłam? Poprowadził mnie szum wody, bo ten idiota się jeszcze mył. Ja się pytam po co mu ręcznik, jak jeszcze nie wyszedł spod prysznica? Po omacku doszłam do kabiny, wymacałam dosłownie jego rękę , chciałam mu podać ręcznik, ale on złapał mnie za rękę i dosłownie wciągnął pod prysznic.
-Co Ty robisz?! - krzyknęłam otwierając oczy, no i w sumie to był mój błąd. On stał przede mną zupełnie nagi, wiem że już byłam z nim w takim stanie, ale no wiecie, moja przyzwoitość.
-Trzeba Cię umyć - powiedział puszczając więcej wody.
-Myłam się, wypuść mnie - strumienie wody zalały mnie doszczętnie, a żeby było weselej przez te jego cholerną białą bluzkę, zaczęły mi prześwitywać piersi. On wiedział co ma położyć na wierzchu szafki, to było wcześniej zaplanowane, jak nic.
-Zimno mi - wtedy przywarł do mnie swoimi ustami, oparł mnie o kafelki, nie miałam nawet milimetra odstępu od niego. Obsypywał mnie pocałunkami, leciały jak z automatu. Już nie miałam nawet zamiaru mu uciekać, też chciałam, pragnęłam jego bliskości. On dla mnie był jak mój prywatny naroktyk. Teraz już obydwoje całowaliśmy się, dotykaliśmy. Nawet nie wiem kiedy, a również ja zostałam całkowicie pozbawiona resztek ubrań. Dosyć szybko połączyliśmy się w jedność, nasze ciała jeszcze nigdy tak ze sobą nie współgrały, jak teraz. To był zdecydowanie nasz moment. Gdy oboje poczuliśmy spełnienie spojrzałam na Uckera. Przytulał mnie, a strugi ciepłej wody, oblewały nasze ciała.
-Cieplej Ci skarbie? - spytał cicho wprost do mojego ucha.
-Mhm, ale w co ja się teraz ubiorę ? - spojrzałam w jego słodkie oczy.
-Znajdziemy coś, a ostatecznie możesz spać bez ubrań - uśmiechnął się, a ja zrobiłam się cała czerwona. Staliśmy pod tym prysznicem jeszcze z dobre 20 minut, w końcu wyszliśmy. Znalazły się ubrania i dla mnie. Wzięłam jakieś dresy Uckera, oczywiście były o 10 rozmiarów za duże, jednak i z tym sobie poradziłam. Po prostu ścisnęłam je takim sznureczkiem co przy nich był, do tego wzięłam kolejną bluzkę, tym razem czarną. Zawiązałam ją sobie tak, że widać było brzuch. Ucker był jeszcze w łazience, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek.
-Dulce to kolacja, na stole masz pieniądze, otwórz - leniwie podniosłam się z łóżka, zgarnęłam kasę i poszłam do drzwi. Otworzyłam, a moim oczom ukazało się prawdziwie ciasteczko, przystojny dostawca pizzy. Tego jeszcze nie było. Miał blond włosy i takie śliczne niebieskie oczka. Uśmiechnęłam się na sam jego widok. Ten przystojniaczek zmierzył mnie od góry do dołu, i również obdarował mnie prze słodkim uśmiechem. Podałam mu pieniądze, a on mi dał pizze. Ale Ucker oryginalny z tym jedzeniem.
-Masz może jakiś numer telefonu? - zapytał, już chciałam mu odpowiedzieć, co by się równało z tym, że dałabym mu ten numer, ale oczywiście ktoś musiał mi przerwać. Bo jak inaczej.
-Ma, jest zapisany w moim telefonie - uśmiechnął się i przytulił mnie z tyłu.
-Tak jak widzisz, nic z tego kochaniutki - powiedział i zamknął drzwi.
-Flirtujesz z dostawcą pizzy? - spytał z udawaną złością, myślałam że zaraz wybuchnę śmiechem, ale z całych sił się powstrzymywałam.
-Jestem singlem, wolno mi - wytknęłam mu język. Usiadłam przy stoliku i wzięłam się za jedzenie. Byłam niesamowicie głodna.
-A Ty się będziesz tak patrzył czy zjesz? - spytałam z buzią pełną pizzy.
-Będę się patrzył.
-No jak wolisz - zjadłam, a on ciągle mi się przyglądał, ale co tam mnie to w ogóle nie krępowało, chce to niech się patrzy.
-A teraz idziemy spać - pociągnął mnie do sypialni, oczywiście zanim zasnęliśmy to ponownie powtórzyło się to co, powtórzyć się nie powinno. Wszyscy wiemy o co chodzi. Zmęczona już dzisiejszym dniem zasnęłam.
Rano wstałam pierwsza Ucker jeszcze słodko spał, nic dziwnego wczoraj się chłopak namęczył ze mną, nie myślcie, że ponowne zbliżenie się do mojej osoby przyszło mu łatwo. Cicho zgarnęłam swoje ciuchy z łazienki, ubrałam się w salonie. Zostawiłam mu karteczkę, że muszę wyjść. Jak najszybciej pognałam do domu, jakby nie patrzeć było już po 12. Mój ojciec dziś nie pracował, więc mógł się czegoś domyślić, a tego bym nie chciała. Weszłam do domu, wszędzie stały pudła, nie miałam pojęcia co się dzieję. Ojciec stał w kuchni i rozmawiał przez telefon, gdy mnie zobaczył podszedł do mnie i stało się to czego najmniej się spodziewałam. Uderzył mnie w twarz, z moich oczu poleciały łzy. Spojrzałam na niego, zapłakanymi oczami, a w nich malowało się pytanie ,,Dlaczego?"
-Wyjeżdżamy, pakuj się ! - krzyknął zły, jeszcze przed wyjściem z kuchni wyrwał mi telefon, który kurczowo trzymałam w ręku.


niedziela, 27 marca 2016

Rendirme En Tu Amor - 23

-Po prostu lubię kontrolować pewne osoby, a Ty do takich należysz, taka odpowiedź musi Ci wystarczyć - spojrzał na mnie i pociągnął. Szliśmy jakąś ciemną uliczką i wtedy zorientowałam, się że nawet nie wiem gdzie jestem i dokąd idę.
-To chyba nie jest droga do mojego domu - powiedziałam dokładnie analizując drogę do mnie.
-Nie, to jest droga do mojego domu. No chyba, że chcesz wrócić do siebie taka pijana, i powiedzieć tatusiowi, że się spiłaś tak po prostu - uśmiechnął się do mnie. Analizując wszystkie za i przeciw, stwierdziłam, że na prawdę lepiej będzie jak pójdę z nim. Po dłuższym spacerze w śmiertelnej ciszy, dotarliśmy. Weszliśmy do domu i jakoś tak nie dobrze mi się zrobiło, jego mieszkanie nie kojarzy mi się zbyt dobrze. Co prawda byłam tutaj tylko raz, ale był to bardzo nie miły raz.
-Dobra to Ty zrób mi jakieś kanapki i herbatę, a ja wykonam bardzo ważny telefon - powiedziałam Uckerowi, a on spojrzał na mnie jak na jakąś idiotkę.
-Żartujesz sobie ze mnie?
-Mówię śmiertelnie poważnie, ja muszę zadzwonić do Anahi, żeby mnie kryła. No chyba, że chcesz żeby za godzinę szukała mnie cała policja stanu, wiesz wtedy znajdą mnie w twoim domu, a wtedy... - niestety nie było dane, skończyć mi mojej jakże barwnej historii.
-Dobra już, już idź - uśmiechnęłam się i udałam do jego sypialni. Jeszcze nigdy tu nie byłam, ale muszę przyznać, że strasznie mi się podoba. Ciemne kawowe ściany, duże łóżko, puchaty czarny dywan, i wszędzie porozstawiane świece. Co prawda, nie zapalone, ale ja to zaraz zmienię. Jednak wpierw muszę zająć się rzeczą ważniejszą. Zadzwoniłam do Ann, oczywiście jej powiedziałam całą prawdę, jej reakcja była natychmiastowa.
-Popierdoliło Cię, jesteś sama w domu tego popaprańca i jeszcze mam Cię kryć? - hohoho takich słów z ust Anki jeszcze nie słyszałam, cud !
-Proszę Cię jestem podpita, wolę tu zostać. Pomyśl, że wracam do domu łapię mnie jakiś zboczeniec i...
-Dobra już nie kończ, ok załatwione - ja nie wiem czy dziś jest jakiś światowy dzień przerywania mi, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że dwie osoby przerywają mi wpół zdania ? To chore, poważnie ! Zobaczyłam uchylone drzwi, i jak to na Dule przystało poszłam sprawdzić co za nimi się kryję. Była to łazienka, duża wanna i prysznic. Od razu odechciało mi się jeść. Wychyliłam głowę zza drzwi sypialni.
-To ja jeszcze wezmę prysznic - podeszłam wcześniej do szafki, wyciągnęłam z niej dużą białą koszulkę i udałam się do łazienki. Oczywiście za sobą zamknęłam, żeby ten erotoman, po raz kolejny nie wpierdzielił mi się do łazienki.
-Hmmm prysznic czy wanna? - spytałam sama siebie, w końcu stałam przed tak ważnym wyborem. Po dłuższym rozmyśleniach wybrałam prysznic ! Szybko i orzeźwiająco. Rozebrałam się i weszłam do kabiny, odkręciłam wodę, a na moje ciało leciały strumienie ciepłej wody. Nie wiem ile tam siedziałam, ale stosunkowo nie długo. Wyszłam i szukałam czegoś na wytarcie się, na wieszaku wisiał słodki niebieski ręcznik, od razu po niego sięgnęłam. Tak cudownie pachniał, to chyba jego żel pod prysznic, ale no śliczny jest. W końcu jak już się nawąchałam (jak to brzmi hah), wytarłam się. Założyłam dół od mojej bielizny, a na górę zarzuciłam tylko bluzkę. Wyszłam i położyłam się na łóżku. Po chwili wszedł do pokoju Ucker, i nieco się zdziwił, że aż tak się rozgościłam.
-Wygodnie tu, a gdzieś spać muszę - odpowiedziałam, uprzedzając jego pytanie.
-Dobra idę się umyć - wszedł do łazienki. Leżałam troszeczkę się nudząc, ale tylko trochę. Pogrzebałam mu trochę w szafkach, ale nic nadzwyczajnego nie znalazłam. Jednak pobawiłam się troszkę w majsterkowicza i dekoratora wnętrz. Wzięłam jakiś patyczek i jakimś cudem, udało mi się delikatnie odkręcić mu półkę. To jest tylko kwestia czasu jak ona spadnie, mam nadzieję że przytnie mu palec, albo chociaż nabije siniaka. A jeśli chodzi o część artystyczną, to ja Dulce wzięłam jakiś kremik i pokolorowałam Uckerowi ubrania, wydaję mi się że tak będą wyglądały ładniej, w cętki - modnie.
-Dulce przynieś mi ręcznik - nie no ja to się chyba przesłyszałam, przetarłam oczy. W ogóle co się oczy mają do słuchu? Brawo Dulinko !
-Słucham ?
-Przynieś mi ręcznik, bo mój jest cały mokry - krzyknął. W sumie nawet nie wiem czy zły, ale taki trochę inny.



Hejo ! :) 
Przychodzę z niewymuszonym rozdziałem, ale nie ma co się przyzwyczajać. Dodaje, bo są święta i to jest taki mały prezencik ode mnie dla was szkraby :3 
Z okazji tych wyjątkowych Świąt życzę Wam dużo, dużo zdrowia, szczęścia, spełnienia najskrytszych marzeń, prawdziwych przyjaciół, miłości, żebyście wszyscy byli w ten czas uśmiechnięci, żebyście spędzili Święta w miłej, cieplutkiej i rodzinnej atmosferze. Życzę wam smacznego jajka, mokrego dyngusa. Nie będę się rozpisywać, bo uważam że to co najważniejsze w życiu już tu zawarłam. Także buziaki !
FELIZ PASCUA :3

środa, 23 marca 2016

Rendirme En Tu Amor - 22

Szarpnął mnie i odwrócił w swoją stronę. Uniosłam głowę i z zaciętym spojrzeniem patrzyłam wprost w jego oczy.
-Czego Ty ode mnie właściwie chcesz? - spytałam z udawaną złością.
-Słucham? Zachowujesz się gorzej od dziecka, pyskujesz, upokarzasz mnie przed całą klasą, powinnaś za to dostać po mordzie - nie wierzyłam w to co usłyszałam na samym końcu.
-Jesteś ostro pieprznięty, a teraz wybacz ale wybieram się do domu - wyminęłam go i wyszłam. Byłam w wielkim szoku, że w ogóle mnie wypuścił. Ale jednak nie cieszmy się za szybko. Od razu po szkole udałam się do baru, jakoś nie chciałam wracać do domu, a miałam ochotę się napić, zabawić. Podeszłam do baru.
-Whisky z lodem, albo lepiej zostaw od razu całą butelkę, a ja sobie podolewam.
-Bardzo chętnie to zrobię jak tylko pokażesz mi dowodzik - uśmiechnął się do mnie.
-Wracam prosto z pracy, zwolnili mnie, czy Ty myślisz, że mam przy sobie dowód ? - standardowa gadka Duli, zawsze musiałam coś wymyślić.
-Jestem w pracy, nadal pracuje, czy Ty myślisz że chce aby mnie zwolnili ? - nie no cham, jakich mało na tym świecie. Ale nie tak to inaczej.
-Czy ja Ci wyglądam na niepełnoletnią? - opuściłam nieco niżej, bluzkę. Odsłaniając fragment mojego czerwonego stanika.
-Albo kochaniutka pokażesz mi dowód, albo wyjdziesz i jak z nim wrócisz to dam Ci whisky - uśmiechnął się, jeszcze nigdy nie trafiłam na takiego pustaka. Albo był ślepy, albo głupi. Jedno z dwóch.
Wyszłam z tej speluny, wyjęłam z torebki papierosy i szukałam zapalniczki.
-Kurwa - krzyknęłam, gdy się okazało, że jej nie mam. Wtedy jakiś uprzejmy człowiek podpalił, mi papierosa, którego miałam w buzi.
-Dziękuje - uniosłam wzrok i ujrzałam Leo. Trochę się przestraszyłam, ale w sumie już było mi wszystko jedno.
-Może skoczymy się czegoś napić ? - spytał bardzo kusząco, a że miałam ochotę to się zgodziłam. Wróciliśmy do tego baru, Leo bezproblemowo załatwił whisky.
-Dziękuje - powiedziałam upijając łyk. Siedziałam z nim już na prawdę długo, było sympatycznie co było strasznie dziwne. Wstawiłam się i to bardzo, okazało się, że wieczorami w tym barze gra muzyka na żywo. Jakiś zespół wyszedł na scenę i zaczął śpiewać, nawet nie głupie kawałki. Pociągnęłam Leo za rękę i wyszłam z nim na parkiet, tańczyłam co chwila ocierając się o niego, wyginałam się, kręciłam biodrami, generalnie mój taniec był dosyć wulgarny.
-Może pójdziemy do mnie? - spytał uśmiechnięty od ucha do ucha, nie wiem czy to przez ilość wypitego alkoholu, ale od razu się zgodziłam.
-Jasne - śmiałam się jak głupia, nie wiadomo czemu i po co.
-Ona nigdzie z Tobą kolego nie idzie - usłyszałam głos, wyłaniający się z tłumu. Średnio wiedziałam kto to, jakoś nie mogłam skojarzyć.
-A Pan to chyba jest jej wychowawcą jak się nie mylę, powinieneś interesować się Dulce w godzinach szkolnych, a nie po nich - tak ! To był Christopher, ale co on tu robi. Przecież ostatni raz widziałam go w szkole, nie mógł wyjść za mną, bo miał jeszcze z dobre 2 godziny zajęć.
-A Ciebie ona nie powinna interesować w ogóle - po jego słowach wybuchnęłam błogim śmiechem, jaki on opiekuńczy od kiedy? Słyszałam jak kłóci się z Leo, nie wiem jak i kiedy to się stało, ale złapał mnie za rękę, a ja jak nie na mnie przystało, grzecznie za nim poszłam. Staliśmy na dworze, wyjęłam z kieszeni pogiętego papierosa i włożyłam do buzi.
-Masz może ogień? - zapytałam w wyśmienitym humorze. Jednak jemu chyba nie było tak do śmiechu jak mi. Wyjął z mojej buzi jeszcze nie podpalonego papierosa, rzucił na ziemie i zdeptał. Zastanawiałam się czemu, w końcu nie był jeszcze podpalony, ale po dłuższym rozmyślaniu, stwierdziłam, że to po to, żebym go przypadkiem nie podniosła i nie szukała ognia w innym miejscu.
-Wisisz mi szluga - spojrzałam z bólem serca na mojego biednego papieroska.
-Jak Ty się zachowujesz? Nie masz jeszcze 18 lat, a tak marnujesz sobie życie - spojrzał z litością na mnie.
-A Ty jesteś moim ojcem? Jak na razie jedyną rzeczą, która rujnuje mi życie jesteś Ty - przeniosłam swój wzrok z ziemi wprost na niego. Najwidoczniej był zdziwiony moją odpowiedzią, bo przez chwilę nic się nie odzywał.
-Wytrzeźwij porozmawiamy - jedyne co potrafił odpowiedzieć. Jestem pijana nie chce rozmawiać, jestem trzeźwa też nie - człowieku zastanów się w końcu.
-A w ogóle jak Ty się zawsze znajdujesz tam, gdzie ja co? Zawsze jesteś w tych samych miejscach, może mnie śledzisz co? Albo namierzasz za pomocą jakiegoś naukowego gówna? - spytałam wpatrując się wprost w jego zmieszane spojrzenie.

Witam ! 
Rozdział z zaskoczenia, Pelasiuk długo biedna nie wierzyła że dodaje. A tu proszę jaka dobra ja. No, ale muszę was zmartwić.. Tak czas na te smutniejszą część. To opowiadanie powoli dobiega końca, kolejnego mam 3 rozdziały, a nie zacznę go dodawać dopóki nie będę miała minimum 10. Generalnie piszę 2 blogi, więc was serdecznie zapraszam na bloga z opowiadaniami o Demi i Joe : 
remember-you-and-me.blogspot.com 

sobota, 19 marca 2016

Rendirme En Tu Amor - 21

-Znaczy ja, ja... - biedna Eli miotała się, ona ma tak zawsze. Kłamstwo nie jest jej najmocniejszą stroną, dlatego ja genialna Dulce postanowiłam wyratować ją  z tych kłopotów.
-Eli zna mojego wychowawcę, ponieważ kiedyś opowiadałam jej jak to go nie cierpię - uśmiechnęłam się ironicznie do Uckera, czekając na reakcję mojego przykładnego ojca. Chociaż szczerze muszę przyznać, że odkąd spotkał się parę razy z mamą Anahi staję się coraz bardziej do zniesienia, i nawet tak bardzo się nie czepia. Ta kobieta to po prostu skarb dla mnie.
-Dulce zachowuj się, bardzo Pana przepraszam - mówił mój ojciec odprowadzając tego gada do drzwi. Jeszcze jak by on wiedział co ja z nim robiłam jakieś pięć minut temu.


Rano wstałam, ledwo co. Szczerze dziś miałam takiego lenia, jak jeszcze chyba nigdy. Zczołgałam się z łóżka, wpełzłam do łazienki i zaczęłam myć zęby, chociaż nie przypominało to raczej tej czynności. Po skończonym wyczynie, ubrałam się. Dziś postawiłam na elegancje, co jest dla mnie rzadkością. Założyłam czarne leginsy i białą koszulę, zapinaną na plecach. Oczywiście w tym wszystkim musiało być trochę Dulowego stylu, dlatego też pod koszulę założyłam czerwony stanik. Zeszłam na dół, gdzie była Eli.
-Tu masz śniadanie - wskazała na talerzyk z kolorowymi kanapkami.
-Eli co Ty taka nie w humorze? - ugryzłam jedną z kanapek i wzięłam łyka soku.
-Sypiasz ze swoim wychowawcą? - tym pytaniem wbiła mnie w krzesło i to dosłownie. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
-Nie! Skąd Ci to przyszło do głowy? - za swoją grę aktorską powinnam dostać 6.
-Wiesz co uciekam, bo się spóźnię - wybiegłam jak najszybciej z domu. Im więcej pytań, tym większe prawdopodobieństwo, że się dowie prawdy. Czego wiadomo nikt nie chce. Weszłam do szkoły o dziwo nie spóźniona, jeszcze nawet miałam sporo czasu w zapasie.
-Hej - krzyknęła Anahi odchodząc od grupy swoich podwładnych.
-Oni na pewno sobie poradzą - wskazałam na grupkę, podśmiewając się z nich.
-Nie przesadzaj, oni nie są tacy źli - uśmiechnęła się. Jak zawsze widzi w każdym dobro.
-No, no jak tak dalej pójdzie to zostaniemy siostrami. Wiesz twoja mama i mój tatuś nie wrócili na noc - poruszyłam znacząco brwiami, po czym wybuchnęłam błogim śmiechem.
-Dulce! - krzyknęła i również zaczęła się śmiać. Poszłyśmy na lekcję. Pierwsze były na prawdę spokojnie, z nikim się nie pokłóciłam, no właśnie pierwsze lekcje. Moja dobra passa trwała tylko dopóki nie przyszedł czas na lekcję z Uckerem. Wziął do tablicy tego szczura Valerie. Oczywiście ona tak się wyuczyła, że wszystko wyrecytowała mu jak z nut.
-Dobrze w takim razie wybierzemy jeszcze jednego ochotnika - spojrzał na listę.
-Z tego co wiem ochotnik zgłasza się sam, nie trzeba go wybierać - po prostu musiałam coś powiedzieć, cały dzień mnie nosiło, a że padło teraz akurat na te nieszczęsną lekcję, nic na to nie poradzę.
-Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Mamy ochotnika, zapraszam pod tablice - o nie, nie ze mną takie numery teraz to mu pokażę !
-Nie umiem, jakoś wczoraj nie mogłam się skupić na lekcjach, było strasznie ciepło - na mojej twarzy zagościł słodki uśmieszek.
-Dlaczego Ty chociaż raz nie możesz się nauczyć, tak jak Valeria - on zignorował to co mówiłam wcześniej, tak się nie robi !
-Jak ta zdzira Ci tak dobrze odpowiada, to weź ją pod tablicę i zerżnij, może w tym też się sprawdzi lepiej od......- zacięłam się już miałam dokończyć, ale przemyślałam i skończyłam - od reszty - krzyknęłam wściekła. Cała klasa zamarła, nie wiedzieli jak się zachować. Jednak ja wiem, przegięłam. Znaczy ja tak nie uważam, ale Ucker zrobił się cały czerwony, nerwowo odpiął jeden guzik z koszuli. Wstał i podszedł do mnie.
-Zróbcie zadania ze stron 129, a Ty idziesz ze mną - powiedział stojąc nad moją ławką.
-Nie przepraszam, jednak muszę zająć się zadaniami, bo jeszcze dostanę kolejną jedynkę - powiedziałam śmiertelnie poważnie, jednak gdzieś tam w środku rozrywało mnie ze śmiechu.
-Wstań - wycedził przez zęby, to oznaczało tylko jedno - jest wściekły.
-Nie ! - powiedziałam nieco głośniej, miałam pewne obawy, że może ze względu na wiek jego słuch zaczyna szwankować.
-Wstań i wyjdź - powtórzył, nerwowo nabierając powietrza w płuca.
-Nie, bo jak wyjdę to będę miała nieobecność - wtedy chyba jego cierpliwość do mnie uległa wykończeniu, złapał mnie za rękę i szarpnął co spowodowało, że wstałam w przeciągu sekundy. Dosłownie wypchnął mnie z klasy, nie zważając na innych zasiadających w klasie.
-Co Ty kurwa wyprawiasz!!? - wydarł się tak, że dziwie się, że nikt go nie usłyszał. Uśmiechnęłam się i odwróciłam plecami do niego, wiem dziecinne zachowanie, no ale jakby nie patrzeć jestem jeszcze dzieckiem.






Witam ! 
Jak widzicie rozdziały pojawiają się już regularnie, nie robię przerw. Ten rozdział dodaje dobrowolnie, bez żadnych próśb Pelasi, co jest dziwne. Po prostu mam już 2,5 rozdziału nowego opowiadania więc mówię kurde czemu nie dodać wam czegoś nowego. Dobra nie rozpisuję się już więcej. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba i zapraszam was kochani do komentowania:)

5 komentarzy = rozdział pojawi się szybciej :)

niedziela, 13 marca 2016

Rendirme En Tu Amor - 20

-Chyba sobie żartujesz - jednak nie dał mi skończyć, bo odpiął guziki mojej koszuli. Pff odpiął zerwał, a guziki rozprysnęły się po całym łóżku. Zaczął całować mój dekolt, gdy zszedł na brzuch, wszystkie mięśnie się spięły, a ja wypuściłam dużą ilość powietrza z płuc. Zaczęłam się wić pod wpływem jego pocałunków.
-Zo..Zo...Zostaw mnie - wydyszałam, w sumie wbrew własnej woli. Jednak nie będę jego panienką, gdy ma potrzebę.
-Przecież oboje wiemy, że tego chcesz. Ale masz rację przyszedłem Cię tu uczyć, więc siadaj do biurka - wstał, i usiadł na biurku.
-Chyba nie myślisz, że będziesz mnie uczył gdy jestem w sumie w samym staniku ?
-Dokładnie tak myślę, a teraz siadaj - tak jak kazał usiadłam przy biurku. Swoją drogą on jest niesamowicie bystry, usiadł na biurku, bo ma idealny widok na mój biust. Zaczęliśmy powtarzać te niesamowicie nudną gramatykę, a później jakieś równania. Myślałam, że przysnę.
-Ty to wszystko umiesz - powiedział zdziwiony, gdy oddałam mu pracę kontrolną, którą kazał mi napisać.
-Jaki Ty spostrzegawczy - uśmiechnęłam się ironicznie.
-Kiedy miałaś zamiar mi o tym powiedzieć ?
-Może w ogóle nie miałam takiego zamiaru? - oparłam się o krzesło, wyjęłam spod biurka resztkę trunku, który sobie przyniosłam. Już miałam odkręcić korek, kiedy ktoś, wiadomo kto mi wyrwał ją z ręki.
-Nie będziesz piła, teraz idź się wykąpać, i spać, rano masz być w szkole - wyszedł. A ja nie wiem czemu, ale posłuchałam się go. Od razu po jego wyjściu udałam się do łazienki. Weszłam do wanny i zaczęłam lać sobie wodę, wycisnęłam też brzoskwiniowy żel do kąpieli. Położyłam głowę na brzegu wanny i zaczęłam się relaksować, wtedy drzwi od łazienki się otworzyły, a stanął w nich nie kto inny jak Ucker. Od razu zaczęłam zakrywać się pianą, no jak on tak mógł. Przecież to bezczelne.
-Zamknij oczy i wyjdź - krzyknęłam.
-Wybacz, ale gdy zamknę oczy to nie dam rady wyjść - uśmiechnął się podchodząc do wanny.
-Wyjdź natychmiast.
-Już wieczór więc najwyższy czas na kąpiel - powiedział zdejmując podkoszulkę i rozpinając spodnie.
-Ubierz się w tej chwili ! - krzyczałam zakrywając oczy.
-To wyjdź i mi pomóż - uśmiechnął się, nie przerywając wcześniejszej czynności. Bezczelny. Miałam do wyboru wyjść i uciec, albo bezczynnie siedzieć. Spojrzałam na ręcznik, który wisiał na haczyku nie daleko wanny. Jeżeli dobrze pobiegnę to spokojnie zdążę go złapać.
-1...2....3 - wyskoczyłam z wanny jak poparzona, może i by mi się to udało, gdybym przewidziała że przecież on tam stoi. Złapał mnie więc aktualna sytuacja nie była dla mnie zbyt korzystna. Stałam dosłownie naga w jego ramionach. On miał na sobie jeszcze bieliznę.
-Puść mnie zboczeńcu - waliłam go moimi ,,wielkimi" piąstkami po klatce, jednak na niewiele mi się to zdało.
-To co seks w wannie, prysznicu, biurko, czy może stawiamy na tradycję i łóżko ? - na jego propozycje zrobiło mi się, aż gorąco.
-Żartujesz sobie ze mnie ? - spytałam próbując się wyrwać, oczywiście bezskutecznie.
-Masz rację wpierw łóżko, a później jak zapragniesz więcej to wybierzesz sobie miejsce - nie wiedziałam czy ja śnię, jak on tak może? Przecież to jest już poniżej granic krytyki. Podniósł mnie i położył na łóżku, po czym usiadł na mnie okrakiem.
-Zejdź ze mnie, Christopher to już pod gwałt podchodzi - wiłam się pod nim, tylko po to żeby się wydostać. Co możecie mi wierzyć lub nie, wcale nie było łatwe. Jego ręka zaczęła ocierać się o wewnętrzną część mojego uda. Nagle ktoś szarpnął za klamkę pokoju, jednak drzwi były zamknięte.
-Dulce! Dulce wszystko w porządku ? - to była Eli. Miałam teraz do wyboru, albo krzyknąć o pomoc albo siedzieć cicho. Wtedy poczułam jego palec we mnie, cicho jęknęłam.
-Dulce ! Bo zaraz wrócę z zapasowym kluczem - krzyczała Eli, zawzięcie szarpiąc za klamkę.
-Zostajesz ze mną, czy tchórzysz ? - wyszeptał mi do ucha, przygryzając lekko jego płatek.
-Eli wszystko w porządku, kończymy już zadania - wydyszałam jak najbardziej spokojnie.
-Na pewno ?
-Tak, nie długo zejdziemy.
-Grzeczna dziewczynka - odwrócił mnie szybkim ruchem tak, że leżałam do niego tyłem. Poczułam na swoim pośladku trzy mocne uderzenia, jednak nie zdążyłam wydać z siebie żadnego dźwięku, bo leżałam już przekręcona w jego stronę, a usta miałam zatkane jego wargami. Po nie długiej chwili poczułam jak mocno i bardzo agresywnie we mnie wchodzi. To było bolesne, jednak po chwili zaczynało być przyjemne. Ucker jeszcze nigdy taki nie był, nie wiedziałam nawet co się dzieję. Nie było to ważne, bo na prawdę nie trwało to długo, a oboje doznaliśmy spełnienia. Leżeliśmy w ciszy, ale to była ta jedna z niezręcznych cisz. Nikt z nas nie wiedział co powiedzieć, jak należy się teraz zachować. Nie lubię takich sytuacji, a trzeba pamiętać że jak nawet ja się nie odzywam to znaczy, że sytuacja jest na prawdę niezręczna.
-Cóż chyba powinniśmy zejść - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem. Wzięłam kołdrę i zakryłam się nią, podeszłam do szafki i wyjęłam z niej czerwoną koronkową bieliznę. I nie myślcie sobie, nie zrobiłam tego wcale celowo. Po prostu taka leżała na wierzchu. Wpierw ubrałam dolną część, już założyłam stanik i miałam go założyć, gdy poczułam ręce na moich piersiach.
-Dużo lepiej Ci bez niego - pocałował mnie w szyję, odruchowo odchyliłam głowę, ale za chwilę się za to skarciłam. Wróciłam do żywych.
-Odsuń się i ubierz - odepchnęłam go od siebie zapinając stanik. Włożyłam krótkie spodenki i czarny top. Dosyć normalne ubranie, ale ja i tak uważam, że wyglądam w nim zabójczo.
-Idziemy - powiedziałam jak do psa, otworzyłam pokój i wyszłam. On oczywiście jak na dobrego burka przystało, podążył za mną. Zeszliśmy na dół, gdzie była Eli i mój tata.
-O Dulce nareszcie, myślałam że coś się stało, ale dobrze że był z Tobą Christopher - ocho to zapowiada nie małe kłopoty, przecież Eli myśli, że ten parszywiec jest moich chłopakiem.
-Elizabeth skąd znasz wychowawcę Dulce, Pana Uckermanna? - mój ojciec podniósł się z sofy, przeszył tym jednym ze swoich złowrogich wspomnień biedną Eli, a ona spoglądała raz na mnie, raz na Uckera, a później wracała do mojego ojca i tak w kółko. W duchu modliłam, się żeby ogarnęła o co chodzi.










Witam!
Jak widzicie nowy post pojawił się zaskakująco szybko, a to wszystko dzięki takiej malutkiej osóbce, tak tak Pelasiu, już tak dawno nie wspominałam o Tobie pod rozdziałami, więc masz swoje 5 minut. Także, no mam nadzieję, że podoba się, a następny pojawi się hmmm zapewne jak napiszę jakiś rozdział, bo w końcu nie będę miała co wstawiać, mam chyba z 10 wprzód, a jak na mnie to naprawdę mało. Także, dziękuje za wszystkie komentarze, i za to że tutaj jesteście ze mną <3

czwartek, 10 marca 2016

Rendirme En Tu Amor - 19

-Nie masz się o co martwić, te kamery rejestrują tylko obraz, mogę się drzeć do woli i one Ci nie pomogą - no jak zawsze Pan Uckermann musiał znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie sytuacji - A teraz czego chcesz ?
-Pani zrzędliwa kazała mi wrócić z wychowawcą - zamrugałam rzęsami, spoglądając na niego.
-Pani zrzędliwa czyli kto ?
-Nie wiem, jak ona się nazywa. Nie bardzo interesuje mnie tożsamość nauczycieli - zjechałam lewą ręką wzdłuż jego klatki piersiowej, ale spokojnie zadbałam o to, aby te jego ,,kamery" nie ujęły tego gestu.
-Przesadzasz - wycedził prze zęby, jakże mnie to bawiło.
-Mam chemię, więc lepiej chodź, mamy się tam wstawić po dzwonku - odsunął się ode mnie. Wrócił do klasy, pewnie chciał powiedzieć tym tłumokom co mają robić. Przyszedł do mnie, i razem udaliśmy się pod salę, w której miałam lekcje. Siedzieliśmy w ciszy, wyczekując  dzwonka. Gdy w końcu się doczekaliśmy, z sali zaczęły wychodzić osoby z mojej klasy. Pokazałam Anahi oczami, żeby czekała na mnie na korytarzu, gdy już cała klasa została opróżniona wparowałam tam pierwsza, a za mną podążył mój ukochany wychowawca.
-Przyszła tak jak sobie życzyłaś - nie wiem czemu, ale ja notorycznie zwracam się do ludzi na Ty.
-Nie przeszliśmy na Ty, widzi Pan jak się ona zachowuje - stwierdziła z oburzeniem, moim zdaniem ta kobieta stanowczo przesadza.
-Jak się zachowuje? Normalnie, to Ty masz do mnie wieczny problem - krzyknęłam z równym oburzeniem.
-Dulce jak Ty się odzywasz ! - tym razem uaktywnił się też nasz geniusz.
-Normalnie, to wy wszyscy macie jakiś problem, odkąd tylko się tu pojawiłam !
-Uspokój się !
-Jasne, a nawet zrobię wam większą przysługę. Wyjdę, a i jeszcze taka życiowa rada od doktor Dulce, Ty jesteś zdesperowana, on niewyżyty dopełnijcie się, oboje będzie zaspokojeni i zadowoleni - uśmiechnęłam się podchodząc do drzwi.
-Zejdź mi z oczu - krzyknął Ucker, o już tak szybko chcąc zostać sami.
-Właśnie taki miałam zamiar - wyszłam trzaskając drzwiami. Od razu podeszłam do Anahi.
-Słuchaj ja idę do domu, nie mam zamiaru psuć sobie nerwów, widzimy się jakoś później - cmoknęłam ją w policzek i nie dając jej dojść do słowa, wyszłam ze szkoły. Po drodze wstąpiłam do pierwszego lepszego sklepu i kupiłam sobie piwo, dokładnie tak najzwyklejsze piwo. Udałam się do domu, weszłam do pokoju. Spędziłam tam resztkę dnia, o godzinie 17 drzwi od mojego pokoju się otworzyły i w drzwiach stanął mój najdroższy tatuś. Nie był taki radosny jak zawsze w jego oczach była złość, połączona z politowaniem. Spojrzałam na niego wzrokiem, typu co się stało.
-Musimy porozmawiać ! - powiedział podniesionym tonem głosu, co wywołało u mnie nie małe zdziwienie, a nawet zdenerwowanie.
-O czym ?
-Wiesz, że dziś było zebranie w szkole - o kurwa totalnie zapomniałam, ale zaraz zaraz skoro ja zapomniałam, to skąd on o tym wie?
-Coś mi się obiło o uszy.
-Chciałabyś może coś powiedzieć?
-Niekoniecznie - założyłam ręce, coś w stylu obrażonej dziewczynki.
-A to, że każesz nauczycielom kopulować? I to łagodnie powiedziane. Nie przychodzisz na lekcję, a raczej wybierasz sobie godziny, na których przesiadujesz. To, że masz same jedynki z hiszpańskiego i matematyki ? Nagany z zachowania. Mam dalej wymieniać?
-Trochę się tego nazbierało, ale nie przesadzajmy mogło być gorzej, cóż zdarza się najlepszym - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach, w sumie ja nie widzę nic złego w swoim zachowaniu.
-Dobrze, że twój wychowawca jest tak dobrym człowiekiem i powiedział, że da Ci korepetycje po lekcjach - po tych słowach zakrztusiłam się własną śliną, ja się chyba przesłyszałam.
-Żartujesz sobie ze mnie?
-Mówię całkiem poważnie, a pierwsza lekcja już dziś. Szykuj się bo Pan Uckermann przyjedzie na 19 - nawet nie dał mi skończyć, a już wyszedł z pokoju. Zostałam sama niestety trzeźwa i ze świadomością, iż za jakieś nie całe 2 godziny pojawi się tu ta gnida. Cóż na trzeźwo tego nie przeboleje, zeszłam na dół i udałam się wprost do złotego miejsca, a mianowicie do barku mojego tatusia. Jak zawsze bogato zastawiony, po prostu nie wiadomo co wybrać. No, ale złapałam za pierwszą lepszą butelkę i pobiegłam do siebie, nie chciałam żeby ojciec mnie zauważył, czy Eli. Ona nigdy nie popiera mojego picia. Tak się zaprawiłam, że nawet nie wiem kiedy, a usłyszałam pukanie do drzwi. Tak dla psikusa wcale nie miałam zamiaru krzyknąć proszę, no bo w sumie jak się nie zaprosi kogoś do środka, to jeśli jest kulturalny to nie wejdzie prawda? No, ale jak widać ta osoba kultury osobistej nie posiada, bo od razu wparowała się do pokoju. Pierwsze co zamknął drzwi, na kluczyk znajdujący się w zamku.
-Teraz sobie porozmawiamy - spojrzałam na jego poważną minę i wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
-Z czego się śmiejesz? Na twoim miejscu wcale bym się tak nie cieszył - podszedł do mnie i szarpnął mnie za rękę, co spowodowało, że podniosłam się do pozycji stojącej. Uniosłam głowę i z zaciętym spojrzeniem, wpatrywałam się w oczy Uckera, które były całkowicie pozbawione jakich kolwiek uczuć.
-Co uderzysz mnie? Nie dość, że oszust to jeszcze damski bokser, ma Pan bardzo ciekawą kartotekę - pierwszy raz powiedziałam do niego na Pan, w sumie sama nie wiem czemu, ale czułam się dzięki temu taka bardziej poważna. Wtedy poczułam jak jego dłoń, z całą siłą ląduje na moim pośladku? Nie miałam pojęcia czemu to zrobił, ale z mojego gardła wydobył się krzyk.
-Kurwa to bolało - odepchnęłam go od siebie i spojrzałam na niego, już mniej pewnym wzrokiem.
-Miało boleć, a teraz mnie posłuchasz - pchnął mnie na łóżko, i usiadł na mnie okrakiem. Chyba chciał poczuć się ważniejszy, albo chciał poczuć jakąś władzę.
-To, że sobie pogadasz to nic nie zmieni. Więc daruj sobie i idź się pieprzyć z jakąś tanią dziwką - chciałam go zepchnąć, ale to średnio wychodziło. Jestem dumna z siebie, że mimo sporej ilości wypitego alkoholu, jestem tak trzeźwa.
-Jak chcesz to mogę zaraz pieprzyć....Ciebie - moje oczy zrobiły się wielkości pięciozłotówek, w ustach zaschło, zaczęłam łapczywie łapać powietrze.

-----------------------------------------------------------------------------
                                                              WITAM!
Po bardzo długiej przerwie, za którą was bardzo przepraszam wróciłam i to na dobre ! To opowiadanie mam już skończone do końca, więc nie ma problemu z dodawaniem. Już piszę kolejne więc zobaczymy co da się zrobić, z częstością dodawania tego. Oczywiście nie będzie już żadnych tak długich przerw. Przepraszam wszystkich za tak długie oczekiwanie i dziękuje wszystkim którzy zostali :))

czwartek, 24 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 18

W drzwiach stał oczywiście Ucker, ale jakiś taki inny niż zawsze, taki wyjątkowo wyjątkowy. Ubrany był w czarny, idealnie dopasowany garnitur, a w ręku trzymał bukiet róż. Tak na oko było ich z 50, ale w sumie to sama nie wiem. Brawo Duli, przychodzi do Ciebie taki mężczyzna z takimi rzeczami, a Ty się doliczasz ilości róż.
-Dobrze wejdź, miejmy to już za sobą - przepuściłam go w drzwiach, totalnie ignorując cały nastrój który chciał stworzyć. Zaprowadziłam go do mojego pokoju, nie chciałam żeby ktoś nam przeszkodził, a znając moje szczęście zostając w salonie tak by się stało. Usiadłam na łóżku i stało się to czego nienawidzę, nastała grobowa cisza. No i jak to ja musiałam ją przerwać, bo dostawałam już białej gorączki.
-Mam 20 minut, pospiesz się - wzięłam jakieś modowe pisemko i zaczęłam bezmyślnie je przeglądać. Wyrwał mi je z ręki, rzucając gdzieś na bok.
-Porozmawiamy normalnie, to dla Ciebie - wręczył mi kwiatki, a ja beznamiętnie położyłam je na łóżku, patrząc na niego.
-Daruj sobie uprzejmości, przejdźmy do rzeczy.
-Nie jestem z Amandą już od ponad roku, nie masz o co się martwić skarbie - patrzyłam w podłogę, a on ukląkł, złapał mnie za ręke i spojrzał w oczy.
-Na prawdę - powtórzył.
-Ucker jeszcze nie dawno mówiłeś do mnie Panno Dawson, a teraz mówisz do mnie skarbie? Tak nie może się dziać, to chore. Jesteś moim nauczycielem, a ja się w Tobie zakochałam - z moich oczu popłynęły pierwsze łzy. Moje słowa musiały nim nieźle wstrząsnąć, bo przez chwilę zastygł w bezruchu.
-Co Ty w ogóle mówisz? - spytał w końcu.
-Prawdę, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać to wyjdź - wskazałam na drzwi.
-To nie o to chodzi, że ja o tym nie chce rozmawiać. Chodzi raczej o to, że Ty po prostu nie możesz się we mnie zakochać, rozumiesz? - jaki on błyskotliwy, mógł o tym pomyśleć zanim mnie zaliczył parę razy.
-Nie moja wina, a teraz wyjdź już. Wyjaśniliśmy sobie wszystko do końca, chce zostać sama, muszę odrobić lekcje - podeszłam do drzwi otwierając je, to taka mała wskazówka co powinien teraz uczynić. Gdzieś w głębi marzyłam o tym, żeby został jednak czas wrócić do realiów i faktu, że jego już nie było. Wyszedł, tak po prostu. Czego ja się mogłam spodziewać, do oczu cisnęły mi się łzy, jednak nie róbmy jakiś melodramatów zacisnęłam zęby i nie pozwoliłam, żadnej nawet najmniejszej kropelce wypłynąć. Usiadłam przy biurku i otworzyłam zeszyt od tego pierdolonego hiszpańskiego. No tak jak zawsze, wstukałam w internet polecenie, i przepisałam wszystko żywcem z jakiejś strony.  Zamknęłam zeszyty, nie miałam ochoty już na jaką kolwiek edukacje. Więc byłam już jednego pewna i to w ponad 100 procentach, jutro czeka mnie kłótnia - kłótnia z moim wychowawcą.
Było już późno, a ja nadal siedziałam osamotniona w domu, ojca nie było - chyba ostro zabawił się z mamą Anahi, Eli gdzieś wybyła. Sięgnęłam po telefon i odruchowo wykręciłam numer do Anahi.
-Hej Any co robisz?
-Siedzę w domu, zakuwam do matematyki jutro sprawdzian - o kurwa zapomniałam, wyleciało mi kompletnie z głowy.
-Nie chcesz się oderwać? Wiesz mój tatuś baluje, gdzieś z twoją mamą, a ja nie lubię samotności - spytałam.
-Nie, muszę zostać, wiesz nie uśmiecha mi się dostać jedynki.
-Rozmawiałam z Uckerem - krzyknęłam głośno do telefonu, wiedziałam że to ją zachęci.
-Będę za 15 minut - jak słodko, to zawsze działa.
Tak jak mówiła, pojawiła się po 15 minutach, wleciała cala zdyszana.
-Dul przez Ciebie nie zdam - roześmiałam się. Podeszłam do barku wyjmując jakieś trunki, mojego starszego.
-To co do rozmowy należy się odpowiednio przygotować - pomachałam butelką, przed twarzą Anahi, głośno się śmiejąc. Nawet nie wiem kiedy, a obudziłam się rano u siebie w łóżku, obok mnie spała Anahi, a po podłodze walały sie puste butelki po trunkach. Sporo wczoraj wypiłyśmy za sporo. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek 9:40
-Kurwa - krzyknęłam głośno i zleciałam z łóżka, moja dzisiejsza równowaga nie należała do najlepszych.
-Dulce nie krzycz tak, głowa mi pęka.
-Ponad godzinę temu powinnyśmy być w szkole, jeszcze masz jakieś zmartwienia?
W błyskawicznym tempie doprowadziłyśmy się do jakiegoś porządku. Wbiegłyśmy na 4 lekcję, no i tym razem była to chemia. Może nie trafiłyśmy najszczęśliwiej biorąc pod uwagę, że babka od chemii była gorsza niż Ucker, a to na prawdę rzadkość.
-Czemu mnie to nie dziwi Panna Dawson i kolejne spóźnienie, jak tak dalej pójdzie to dostaniesz jakieś złote trofeum - zgryźliwy komentarz, więc odpowiedź musi być równie miła.
-Niech Pani się nie martwi postaram się o platynę, a swoją drogą Pani też przyda się trofeum - uśmiechnęłam się promiennie.
-Tak, a za co ?
-Za miano najbardziej zrzędliwej starej panny w całym kraju, upss wymsknęło mi się - zatkałam ręką buzie, a cała klasa wybuchła błogim śmiechem.
-Przesadziłaś młoda damo, do wychowawcy już - zrobiła się cała czerwona, wręcz wykrzyczała to do mnie.
-Głosik też ma Pani uroczy - skomentowałam wychodząc z klasy. To się Christopher ucieszy na mój, widok ale spokojnie jego też nie mam zamiaru oszczędzać. Dziś mam dzień wredoty, strzeżcie się narody zła Dulce wróciła. Wparowałam bez pukania do klasy, w której lekcje prowadził mój wychowawca. Bez słowa rzuciłam torebkę na pierwszą wolną ławkę i bez słowa usiadłam na niej.
-Chyba nie mamy teraz lekcji ? - spojrzał zdziwiony na mnie.
-No nie, ale wiesz może przyszłam na jakieś prywatne zajęcia? Jak mniemam udziela Pan takich.
-Słucham ? Uspokój się i powiedz w jakim celu wparowujesz mi na lekcję? - był dziś zły, ale nie taki po prostu zły, on był dziś bardziej zły niż zawsze.
-Cel? A czy muszę mieć cel, żeby popatrzeć na mojego ulubionego nauczyciela? - uśmiechnęłam się promiennie, cała klasa była cicho.
-Wyjdź jak nie masz nic ciekawszego do powiedzenia.
-Chciałabym wyjść, niestety nie mogę - udawałam niewiniątko, jak to na słodką Dulce przystało.
-W takim razie Ci pomogę. Przeczytajcie wiersz ze 204 strony i napiszcie jego interpretacje - podszedł do mnie i dosłownie wypchnął mnie z klasy.
-O co Ci do cholery chodzi ? - spytał przyciskając mnie do ściany.
-Mi? Zupełnie o nic - uśmiechnęłam się słodko, jak to na mnie przystało.
-Nie zgrywaj się, i mów kurwa czego chcesz - krzyknął.
-Ale spokojnie, pamiętaj że tutaj są kamery - upomniałam go, patrząc oczami w stronę obserwującego nas urządzenia.





Hej ! 
Przychodzę do was z nowym rozdziałem, nie bez powodu. Chciałam wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt !Życzę wam, abyście spędzili ten czas w gronie rodzinnym, żebyście byli szczęśliwi. Życzę wam dużo uśmiechu, mało smutków, dobrych przyjaciół, po prostu wszystkiego co najlepsze. Ten rozdział jest takim prezentem ode mnie dla was ! :) 
WESOŁYCH ŚWIĄT <3

piątek, 18 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 17

-Co Ty sobie wyobrażasz? - spytał spokojnie siedzą nadal na swoim miejscu. Nie odzywałam się, mazałam po kartce żeby się czymś zająć. Nagle Ucker wstał podszedł do drzwi i je zamknął. Głośno przełknęłam ślinę, bałam się. Teraz już nawet nie będę miała jak uciec, ponieważ kluczyk do drzwi wylądował w tylnej kieszeni spodni Christophera.
-Teraz się nie będziesz odzywać? Na lekcji miałaś wiele do powiedzenia - jaki on błyskotliwy, jednak moim celem było przesiedzieć całą przerwę w ciszy. Poczułam jak ktoś zrzuca moje nogi z krzesła i sam tam siada. Uniosłam wzrok i tak jak sądziłam, posadził tam swoje cztery litery nie kto inny jak Ucker.  Jedna jego lepka rączka podążyła do mojego uda, po którym zaczął delikatnie mnie miziać. Było to przyjemne, ale nie dawałam tego po sobie poznać.
-Dul o co Ci chodzi? Wyleciałaś wczoraj z mieszkania bez powodu - nie no on chyba sobie ze mnie żartuje. Bez powodu? Bez powodu to on zaraz może dostać ode mnie w zęby.
-Odezwij się do cholery - nerwowo zerwał się krzesła i teraz już stał opierając się o ławkę. Głośno oddychał co mogło znaczyć tylko tyle, że się wściekł. No i super niech się wścieka jakoś za bardzo mnie to nie rusza.
-Nie tak to inaczej Cię zmuszę do mówienia - myślałam, że postawi mi kolejną jedynkę, czy też uwagę ale nie tym razem. Złapał mnie dosyć mocno za rękę i doprowadził mnie do pozycji stojącej, co spowodowało, że stałam naprzeciw jego. Teraz i mój oddech znacznie przyspieszył. Zastanawiałam się co chce mi zrobić, nawet przez myśl przeszło mi, że oberwę ale szybko skarciłam się za to. Bez większych spekulacji wpił się w moje usta, całując je zachłannie. Na prawdę chciałam go odepchnąć, ale nie mogłam. Coś w środku mi nie pozwalało. Po chwili i ja oddawałam jego pocałunki, z moich oczu leciały łzy ale nie przerywałam naszej namiętnej sytuacji. Posadził mnie na swoim biurku, a sam stanął pomiędzy moimi nogami. Chciał ściągnąć moją koszulkę,  w tym momencie ocknęłam się przypominając sobie wczorajsze zdarzenie. Odepchnęłam go.
-Dość - podniosłam głos, a z moich oczu wyleciało z tysiąc łez.
-Ej co jest? Czemu płaczesz?
-Myślisz, że znalazłeś sobie tanią, a w sumie darmową dziwkę? Zabawkę, gdy nie ma Cię kto zaspokoić? Jesteś w wielkim błędzie - powiedziałam wszystko co ślina na język mi przyniosła, byłam z siebie dumna, że udało mi się to wydusić.
-Słońce o co Ci chodzi? - podszedł znów do mnie, ocierając łzy spływające po moim zaróżowionym policzku.
-Nie udawaj głupka - odepchnęłam go, tym samym schodząc z biurka.
-Tyle, że ja na prawdę nie mam pojęcia czemu  taka jesteś, chyba nie chodzi Ci o.... - w tym momencie się zaciął, wyglądał jakby wszystko składał sobie do kupy - ależ oczywiście Tobie chodzi o Amandę.
Brawo geniuszu masz zapewnioną statuetkę w kategorii myśliciel roku. Nadal nie miałam zamiaru wchodzić z nim w żadną konwersację. Stałam oparta o biurko z rękoma założonymi w geście złości. Zapadła niezręczna cisza, czyli coś czego po prostu nie cierpię.  Nie wytrzymałam, no dobra fakt jest taki, że jestem wielką gadułą więc zbyt długo nie wytrzymuje takiej krępującej ciszy.
-Mogę już wyjść - przeszłam obok niego, pchnęłam go lekko tak żeby nie czuł się zbyt pewnie. Podeszłam do drzwi, i czekałam jak z łaski swojej otworzy mi drzwi. Najgorszy był fakt, że to była długa przerwa więc raczej nie miałam co liczyć na ratunek w postaci dzwonka.
-Nie wyjaśniliśmy sobie wszystkiego Panno Dawson - jeju jak dawno tak do mnie nie mówił, szczerze to już nie robi to na mnie wrażenia.
-Nie mamy czego wyjaśniać, ja już skończyłam z Pana tematem - odwróciłam się do niego, tak że stałam przodem do drzwi wyczekując, aż w końcu je otworzy.
-Proszę Dul, porozmawiajmy - nie wierzyłam własnym uszom, już nie Panno Dawson? On się chyba nawraca. Dul tak słodko to brzmi, z jego ust.
-Nie będę z Tobą rozmawiać, a na pewno nie tutaj. Jak już tak bardzo Ci na tym zależy to przyjedź do mnie dziś wieczorem - stałam nadal tyłem, a on podszedł do drzwi i przekręcił kluczyk. Zostałam uwolniona, i chwała mu za to. Nie patrząc na niego nawet wyszłam jak najszybciej odszukując Anahi, gdybym tego nie zrobiła zapewne znalazłabym się na papierosie, a obiecałam sobie, że rzucę palenie. Dzielna Dula!
-Co Ty tyle z nim tam robiłaś ? - pierwsze pytanie jakie Anahi mogła zadać, to było bardzo prawdopodobne.
-Rozmawialiśmy, mówię bardzo poważnie - spojrzałam na nią mrożącym krew w żyła spojrzeniem, ale ją najwyraźniej to rozśmieszyło. Na szczęście blondyna nie ciągnęła tematu. Jak na dzień, w którym czegoś oczekuje minął bardzo szybko i nim się ogarnęłam był już wieczór i ktoś pukał do drzwi. Wyleciałam jak ze strzały w stronę drzwi, oczywiście wiedziałam kto za nimi stoi. Otworzyłam pewnie drzwi, wzięłam głęboki wdech, byłam w szoku.



Witam ! :) 

No więc przychodzę z rozdziałem, tylko dlatego że właśnie skończyłam pisać 21. Tego opowiadania, za wiele już nie zostało, generalnie po nim nie ma co się szybko spodziewać kolejnego. No, ale wracając do rzeczy ważniejszych. Pelasiu to nie dzięki Tobie rozdział, tak tylko wspominam (Morderca!!). 
Kolejny jak będzie minimum 5 komentarzy i jak skończę pisać tak do 24, muszę mieć trochę w zapasie, a ostatnio dosyć opornie mi to idzie. Dobra żegnam się już, do kolejnego :)

wtorek, 15 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 16

Z jednej strony czułam potrzebę wygadania się, ale z drugiej bałam się. Przecież ona może wszystko wygadać, albo co gorsza polecieć do dyrektorki. Czego oczywiście bym nie chciała. W mojej głowie panował istny chaos, dziesięć tysięcy głosów i każdy mówił co innego. Analizowałam każde za i przeciw. W końcu po długiej bitwie samej z sobą doszłam do wniosku, że w końcu muszę komuś zaufać.
-Obiecaj, że to zostanie między nami - uniosłam swoje zapłakane powieki i napotkałam się na jej spojrzenie. Było takie szczere. Właśnie w tej chwili zdałam sobie sprawę, że mogę jej zaufać.
-Oczywiście, że tak skarbie - przytuliła mnie mocno, do siebie. Nie wiem czemu, ale w tym momencie moje serce się rozpadło i zaczęłam płakać. Gdy już się uspokoiłam opowiedziałam jej o wszystkim, najlepsze było to, że Anahi po prostu słuchała. Nie wtrącała mi się w zdanie, nie oceniała - wysłuchała. Gdy skończyłam swoją jakże długą wypowiedź, spojrzałam na nią z łzami w oczach.
-Skarbeńku tak mi przykro, ale z niego dupek - powiedziała oburzona przytulając mnie do siebie. Nie spodziewałam się takiej reakcji, prędzej myślałam że wydrze się na mnie czy też wyśmieje, a tu takie miłe zaskoczenie.
-To moja wina, na prawdę - od razu zaprzeczyła i mnie pocieszała, kochana. Siedziałyśmy tak na prawdę do późna. Poznałam mamę Anahi, prze miła kobieta. Do tego bardzo atrakcyjna.
-Będę się już zbierać - wstałam z kanapy, zaczęłam się ubierać gdy w przedpokoju pojawiła się ta sympatyczna kobieta.
-Dulce już idziesz? Podwiozę Cię jest późno, nie będziesz sama szła w nocy - od razu wzięła swój płaszcz i kluczyki od samochodu.
-Nie trzeba, nie chcę robić kłopotu - odpowiedziałam grzecznie, jak nie na mnie przystało.
-Pojadę z wami - Anahi w przeciągu sekundy była gotowa do wyjścia. Nawet nie wiem kiedy, a staliśmy już pod moim domem, a raczej wielką wystawną rezydencją. Mama Anahi jak i sama ona chciały już jechać, ale przekonałam je żeby weszły na coś ciepłego do picia. Siedziałyśmy w kuchni popijając gorącą czekoladę i rozmawiając z Eli, gdy wszedł mój ojciec.
-Witam piękne Panie - stał jak wmurowany, podszedł nieśmiało do mamy Anahi i szarmancko pocałował ją w rękę. Na pierwszy rzut oka można uznać, że mu się spodobała. W efekcie gościnności mojego ojca ja i Anahi poszłyśmy na górę, a oni zostali na dole. Siedzieliśmy tak do późna, takiego na prawdę późna mniej więcej do północy. Pożegnałam się z Ann i od razu zasnęłam. Nie miałam siły, po dzisiejszym dniu byłam zmęczona psychicznie. 

Rano wstałam przygotowując się na dzisiejszy dzień w szkole. Nie chciałam spotkać Uckera, ale przy moich stopniach, zachowaniu pójście do szkoły było po prostu rzeczą konieczną. Nie chciałam wylecieć. Ubrałam obcisłe leginsy i do tego standardowo bokserkę z dekoltem. Nie chciałam się przesadnie stroić, po wczorajszym miałam dość. Włosy związałam w kucyk i mocno podkreśliłam oczy. Zerknęłam na plan pierwsza lekcja dziś to - matematyka.
-Super - wzięłam torbę z książkami i ruszyłam do szkoły. Przed budynkiem postanowiłam jeszcze zapalić papierosa, żeby trochę ukoić nerwy. Zadzwonił dzwonek, ale mi wcale nie spieszyło się do klasy.
-Dul chodź już i rzuć to cholerne palenie - podbiegła do mnie Anahi, wyciągając mi bezczelnie papierosa z buzi i przydeptując go. Weszłyśmy do klasy spóźnione.
-Panienka Dawson znów spóźnienie - nawet nie spojrzał na mnie, on od razu wiedział że to ja. Nie podnosząc wzroku wpisał mi spóźnienie, o Anahi na szczęście zapomniał. Usiadłam w pierwszej ławce. Dziś w ogóle nie miałam ochoty na naukę, no dobra nigdy nie mam na to ochoty ale dziś nawet nie zanosiło się na moje zgryźliwe komentarze. Siedziałam bazgrając jakieś bzdury w zeszycie.
-Ale na pewno Pani Dawson nam o tym przypomni - te słowa wyrwały mnie z zamyśleń. Mrugnęłam szybko oczami, w celu obudzenia się z transu, w którym się znajdowałam.
-Nie wydaję mi się - odpowiedziałam automatycznie wracając do swojego poprzedniego zajęcia. W tym momencie, nie chciałam na niego patrzeć, więc musiałam szybko go spławić, jak to na niego przystało łatwo nie odpuszczał.
-Albo odpowiesz albo będę zmuszony postawić Ci jedynkę - oblizałam nerwowo wargi, nie wiem czemu ale na jego słowa przypomniały mi się nasze szczęśliwsze chwilę. Szybko doprowadziłam swoje myśli na właściwą drogę, podniosłam się z miejsca tak, że patrzyłam mu prosto w oczy i wykrzyczałam:
-Takie jest Twoje życiowe rozwiązanie? Szantaż, albo to zrobisz albo poniesiesz konsekwencje? Jesteś żałosny, doskonale wiesz, że Ci nie odpowiem. Chcesz mnie pogrążyć i sprawić, że będę błagać na kolanach, żebyś nie wstawiał mi jedynki? Idź do tej swojej blond zdziry niech Cię zaspokoi, może będziesz mniej zrzędliwy !
-Zostań po lekcji - spokojnie wypowiedział te trzy słowa nawet nie zważając na moje krzyki i ich treść. Nie wiedziałam dlaczego go to w ogóle nie rusza, przecież powiedziałam to przy wszystkich. Anahi patrzyła na mnie wielkimi oczami, tak jakby brakowało jej powietrza. Chyba nie mogła uwierzyć w to co powiedziałam przed chwilą. Lekcja minęła bardzo szybko, co oczywiście było na moją nie korzyść. Wszyscy wyszli, a ja zostałam nawet nie podniosłam się z ławki. Nogi zarzuciłam na krzesło stojące obok i wygodnie się rozsiadłam, czekając na kolejną reprymendę od mojego wychowawcy, a przy tym mężczyzny który zawrócił mi w głowie.







Hejo ;) 
Jest kolejny, a kolejny po tym nie mam pojęcia kiedy haha. Może tak jak napiszę 20 i 21 wtedy wstawię kolejny, a wiecie jak to z moim pisaniem, więc trzymajcie kciuki :) Dobra no i oczywiście 5 komentarzy, uciekam, mam nadzieję że się podoba ;)

sobota, 12 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 15

-Cóż ktoś musi Cię nauczyć szacunku do nauczyciela - odpowiedział z czymś intrygującym w głosie. Wtedy przypomniało mi się, że to ja miałam mu dać nauczkę za to, że chciał mi bezczelnie i bez powodu obniżyć zachowanie. Cóż on miał nieco łatwiej, bo ubrana byłam tylko w krótką sukienkę. Zaczął wodzić ręką po moim udzie, sukcesywnie podwijając sukienkę do góry, jednak ja po złości opuszczałam ją w dół.
-To Ci nic nie da, twój los jest już przesądzony słonko - wyszeptał wprost do moich ust, na co zrobiło mi się ciepło. Jednak wcale nie miałam zamiaru odpuścić. To już postanowione - Ucker musi zapłacić za swoje winy! Nie obniża się zachowania, nie mi! No więc czas powoli w życie wcielić mój, jakże uroczy plan.
-Dobrze skoro i tak nie mam możliwości ocalenia - oblizałam usta i przygryzłam wargę. Czułam jak Ucker nerwowo nabierał powietrzę. Moja ręka zgrabnie ześlizgnęła się po jego torsie, aż do rozporka, który energicznie rozpięłam. Znalazłam chwilę nie uwagi i to teraz ja siedziałam na nim.
-Widzisz jak łatwo można Cię urobić, dziś z seksu nici - wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Jeszcze parę dni do tyłu nie sądziłam, że powiem coś takiego i to do własnego nauczyciela. Wtedy stało się coś co mogłam przewidzieć, ale jak to ja bezmyślna Dula - nie zrobiłam tego.
-I co teraz? - bez najmniejszego problemu przekręcił mnie tak, że to znów ja byłam na dole. Jego ręka w błyskawicznym tempie powędrowała do mojej bielizny. Teraz już nie bawił się w buzi czy podwijanie sukienki. Pod wpływem jego dotyku zaczęłam cicho pojękiwać, on chyba nie zdawał sobie sprawy ile przyjemności mi daje. Od środka co chwila zalewała mnie fala gorąca, coraz głośniej krzyczałam, a on tłumił to swoimi pocałunkami. Nie chciałam się już sprzeciwiać. Czekałam wręcz na moment, w którym nasze ciała połączą się w jedno, ale on go sukcesywnie opóźniał. Jedną ręką doprowadzał mnie do szaleństwa, a drugą trzymał moje ręcę nad głową, co sprawiło że nie miałam żadnej kontroli.
-Co tu się dzieję! - usłyszałam głośny krzyk, w tym momencie w przeciągu może paru sekund Christopher oderwał się ode mnie odwracając się. Ja wstałam i opuściłam sukienkę w dół. Byłam mocno zdezorientowana co się dzieję, nie miałam pojęcia kim jest osoba, która stoi przede mną. Spojrzałam na nią dokładnie analizując każdy skrawek jej ciała. Wysoka, a bynajmniej wyższa ode mnie. Blondynka, brązowe oczy, w miarę zgrabna, ale w sumie taki patyk. Kim ona do cholery jest?! Trochę się zdenerwowałam, no bo w końcu od kiedy obce osoby mogą sobie od tak wchodzić do kogoś do domu - no dobra bardzo się zdenerwowałam!
-A Pani kim jest? Z resztą mniejsza z tym. Kultura wymaga z tego co wiem, że się puka, a teraz tam masz drzwi! - krzyknęłam wymachując rękoma, które finalnie wskazały na drzwi.
-Nie przeszłyśmy na Ty, Panno Kulturalna. Jestem dziewczyną Christophera - na te słowa wmurowało mnie w podłogę. Czułam się jakbym zapadała się w jakąś otchłań, gdyby to było możliwe zapewne spadłabym razem z tą podłogą wprost na parter. Co to ma znaczyć, że jest jego dziewczyną? W moim oczach automatycznie pojawiły się łzy. Co ja sobie w ogóle myślałam? Młody, przystojny nauczyciel będzie sam? On tylko chciał zaliczyć kolejną (zapewne) naiwną uczennicę. A ja wierzyłam w jakiś głębszy sens naszej relacji.
-Tak to, by wiele wyjaśniało - przełknęłam ciężko ślinę, zrobiło mi się trochę słabo. Czułam jak brakuje mi powietrza, a w gardle staje wielka gula. Najbardziej bolał mnie fakt, że on nic nie powiedział. Stał jak kukiełka wpatrując się w całą scenę. Jeżeli myślał, że się na nią rzucę, zrobię awanturę czy coś w tym stylu, to się grubo mylił.
-Ja może już pójdę - wzięłam torebkę z książkami i jak najszybciej wyszłam z mieszkania, tego pedofila. No bo jak inaczej mogę go nazwać?! On mnie uwiódł i wykorzystał! Szłam ulicami, po policzkach spływały mi czarne smugi makijażu. Nie wiedziałam dokąd iść, byłam pewna tylko tego, że nie wrócę do domu. Nie teraz, wyjęłam komórkę i zaczęłam szperać po kontaktach. Nikogo do kogo mogłabym zadzwonić, w pewnej chwili mój palec zatrzymał się na kontakcie, na którym zdjęciu widniała sympatyczna buzia, z burzą blond loków. Niepewnie wcisnęłam ,,zadzwoń". Po nie całych 20 sekundach, odebrała jak zawsze radosna i pozytywna:
-No hej Dul, co tam u Ciebie ?
-Nie nic, przepraszam nie powinnam dzwonić - szybko się rozłączyłam pociągając nosem. Po chwili na wyświetlaczu mojego telefonu pojawiło się połączenie, to była Any. Nie wiem czemu, nie chciałam jej obarczać moimi problemami, ale odebrałam. Chęć wygadania się komuś, była silniejsza.
-Duluś skarbie co się stało? Czemu płaczesz? - zadała te dwa pytania w przeciągu może dziesięciu sekund. Nic nie odpowiedziałam, a na jej głos jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Misiu, chodź do mnie albo jak chcesz to ja przyjdę do Ciebie - mówiła jak nakręcona.
-Wyślij mi sms adres, nie długo będę - wymamrotałam i rozłączyłam się. Wiadomość od mojej kochanej blondyneczki dotarła w przeciągu sekundy. Na szczęście nie miałam do niej daleko, dlatego też przespacerowałam się przez park. Szłam pogrążona we własnych myślach, nie zwracając nawet uwagi na komentarze ludzi, którzy przechodzili obok mnie.
Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili duże drewniane drzwi otworzyły się.
-Duluś kochanie - Ann od razu uwiesiła mi się na szyi, wtedy kompletnie się rozpadłam. Czułam jak każda część mojego ciała gna w innym kierunku. Wprowadziła mnie do salonu, nie był on jakiś duży ale niezmiernie przytulny. Od tego domu, aż biło ciepło rodzinne. Nie tak jak u mnie wielki dom, z którego jedyna rzecz, która bije to kupa forsy.
-Co się stało? - spytała siadając przy mnie, podała mi kubek gorącej herbaty. Lekko się uspokoiłam, teraz w mojej głowie widnieje pytanie. Powiedzieć jej czy nie?








Witam ! 
Jak widzicie przychodzę do was z niezbyt pozytywnym rozdziałem, ale możecie mi to wybaczyć, no nie ? :D Haha, no kolejny rozdział cóż na pewno musi być 5 komentarzy, i generalnie im ich więcej, tym ja mam motywacje i piszę kolejne rozdziały i wtedy mam ich więcej, i wtedy dodaje szybciej kolejny. Mój tok rozumowania :) Dobra no to do kolejnego :)

wtorek, 8 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 14

Lekcja minęła zaskakująco szybko, co chwila zerkałam na zgrabny tyłek mojego wychowawcy. W końcu całą lekcję przestał pod tablicą zapisując kolejne pojęcia, cóż apetyczny widok. Od razu przed moimi oczami pojawiły się widoki z ostatnich dwóch dni. Odruchowo przygryzłam wargę i zamknęłam oczy rozkoszując się wspomnieniami. Nawet nie wiem kiedy, a zadzwonił dzwonek i cała klasa wyszła, a ja zostałam tu sama. No dobra nie całkiem sama, w klasie został też Christopher.
-Wiesz, że powinienem obniżyć Ci zachowanie - podszedł do drzwi zamykając je od środka, w zamku zostawił klucz aby nikt z zewnątrz nie mógł ich otworzyć.
-Nie rozumiem za co - rozsiadłam się na krześle i założyłam nogę na nogę.
-Nie udawaj, najpierw docinki nauczycielowi i ten strój. Nie uważasz, że jest on trochę nie odpowiedni do szkoły - wzrok wbił wprost w moje idealnie wyeksponowane nogi.
-Nie podoba Ci się ? - wstałam podchodząc do drzwi, chciałam się trochę podroczyć że wychodzę, ale nie miałam w cale takiego zamiaru.
-Wiem co kombinujesz - w przeciągu sekundy znalazł się przy mnie, przycisnął mnie mocno do ściany przez co miałam wrażenie iż brakuje mi oddechu. Jedną swoją ręką, usadowił moje ręce nad głową. Wpił się mocno w moje usta, jeszcze nigdy nie był tak agresywny. Jednak nie powiem, bardzo mi się to podoba. Jego język wręcz wtargnął do moich ust i toczył namiętną walkę. Ledwo co łapałam oddech w krótkich przerwach między pocałunkami. Na biodrach czułam wybrzuszała męskość mojego wychowawcy, a więc tak na niego działa tylko całowanie mnie. Nie wiem jak ale udało mi się odsunąć go od siebie.
-Nie tutaj profesorku, jestem w szkole nie chce mieć obniżonego zachowania - obsunęłam niżej sukienkę tak aby zasłaniała nieco więcej nóg.
-Nie rób mi tego, jestem twoim wychowawcą i obiecuję że nie obniże Ci zachowania - jaki z niego desperat, ale nie dzisiaj będzie po mojemu.
-Nie, nie nie Uckerku. Dziś robimy tak jak ja chce, mam jeszcze 5 godzin z czego ostatnią z Tobą przypominam Ci, iż to wf. Więc po ostatniej godzinie spotkamy się za rogiem, przyjedziesz po mnie i pojedziemy do Ciebie - wodziłam palcem po jego torsie.
-A nie możemy do Ciebie ? - zapytał, a raczej wydyszał wprost do moich ust.
-Nie u mnie jest Eli i tata, chciałbyś stracić pracę ? - odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
-Niekoniecznie - skrzywił się na perspektywę bycia bezrobotnym nauczycielem.
-W takim razie widzimy się już nie długo - cmoknęłam go w policzek, szybko podbiegłam do ławki. Zgarnęłam moje rzeczy i torbę, przekręciłam kluczyk i wyszłam z sali zostawiając Uckera samego. Cóż biedny musi ochłonąć, działam na niego no cóż...bardzo.
Wszystkie lekcje tak cholernie mi się dłużyły, jednak dziś stało się coś niesamowicie dziwnego, a mianowicie cały dzień przesiedziałam z Anahi. Rozmawiałyśmy o wszystkim ona zwierzała się mi, a ja jej. Zawsze mówiłam, że przyjaźń nie jest mi do niczego potrzebna jednak Anahi ona..... ona była inna. Taka normalna, nie była zapatrzoną idiotką. Nie miała przed oczyma tylko czubka swojego nosa. Otworzyłam się przed nią do takiego stopnia, że opowiedziałam jej o wypadku mojej mamy, o tym że to moja wina, a bynajmniej o tym że tak uważam. Ona powiedziała mi o tym jak jej ojciec porzucił jej mamę i teraz ledwo co dają sobie radę. Obie wpadłyśmy na świetny pomysł, a mianowicie postanowiłyśmy umówić naszych rodziców na jakąś kolacje.
-Any chodź do nas - krzyczał jakiś pustak z korytarza.
-Valeria nie mam teraz czasu, odczep się na razie - woo blondi odmówiła swoją paczce. Nie wierzę.
-Może idź do nich, widać że nie wiedzą co bez Ciebie zrobić. Ależ oni zdesperowani, zupełnie jakby bez Ciebie żyć by nie mogli - zaśmiałam się, za co Anyśka (skąd to określenie?) dała mi ze swojej mizernej piąstki w rękę.
-Teraz mam jeszcze jedną przyjaciółkę no i chyba nawet sama myśli - teraz to ona się zaśmiała i przytuliła mnie, przez chwilę  siedziałam jak wmurowana w ławkę ale po chwili też ją objęłam. Kurczę teraz zdaję sobie sprawę jak fajnie mieć przyjaciółkę, kumpelę, siostrę. Jeden dzień, a tak ją polubiłam to u mnie niespotykane. Jednak jednego jestem pewna, na pewno nie polubię tej Vale coś tam, jest tak głupia no i ślini się na widok Uckera, czyli przekracza granicę bezwzględną. W końcu ostatnia godzina wf. Wchodzimy do szatni no i cóż czas się przebrać, ja znów postawiłam na swoim.  Żeby chociaż troszeczkę zadziałać na Uckera, zmodyfikowałam nieco swój domyślny strój do wf. W tej szkole dostaje się strój, są to krótkie dresowe spodenki i bluzka na ramiączka. Nie zrobiłam zbyt dużo, ale bluzeczkę no cóż skróciłam tak, że odsłaniała mi cały brzuch plus do tego szybko sprawiłam sobie większy dekolt. Szatnia była już pusta miałam wychodzić, gdy niespodziewanie w drzwiach pojawiła się ta idiotka Valeria, czy jak jej tam. Akurat w zwyczaju nie mam zapamiętywać imion takich wszy.
-Odczep się od Anahi - krzyknęła i śmiesznie zaczęła poruszać palcem, coś w stylu no, no, no haha. Myślałam, że wybuchnę jej śmiechem prosto w twarz ale powstrzymałam sie.
-O nie już jasne przepraszam, a tak serio masz problemy z głową ? Rzucali Cię o krawężnik jak byłaś mała? - jak zawsze objawiła się milutka strona mnie.
-Od Christophera też trzymaj się z daleka - teraz położyła mnie na łopatki.
-Idź się zbadaj, dopóki jesteś młoda a teraz wybacz takie karaluchy jak Ty tylko nadają się do zdeptania - odepchnęłam ją umożliwiając sobie wyjście z szatni. Poszłam wprost na bieżnie, na której znajdowała się już reszta damskiej części.
-Panno Dawson nie jest to odpowiedni strój na zajęcia, wpisuję Ci uwagę przy czym również twoje zachowanie ulega pogorszeniu - nie wierzyłam własnym uszom, co on w ogóle wygaduje. Mam to gdzieś zobaczymy później, czy nadal będzie taki chętny do obniżania mi zachowania.
-A swoją drogą nie widziałaś, gdzieś Panny Lopez ? - oo pyta o te zdzirę.
-Nie oglądam się za takimi szmatami.... ups wymsknęło mi się - zaśmiałam się. Widziałam, że Ucker już nie chce prowadzić dyskusji, dlatego też przemilczał temat. Wo to mój pierwszy wf, na który przybyłam. No, ale mniejsza o to, cała lekcja nie była jakaś tragiczna. Skończyła się w miarę szybko i nim się obejrzałam stałam pod szkołą z Any.
-Dobra ja już muszę lecieć, do jutra - chciałam po prostu się pożegnać, ale Ann przytuliła mnie bardzo mocno.
-Dziękuje Ci za wszystko - cmoknęłam mnie w policzek, posłałam jej ciepły uśmiech i odeszłam. Poszłam w umówione miejsce i już po chwili zjawił się tam mój wychowawca. Wsiadłam do auta, dyskretnie się rozglądając czy nikt nie  widzi.
-Witam - powiedziałam dosyć sympatycznie, jednak on patrzył przed siebie nawet mi nie odpowiadając. No chamstwo w całkowitym wydaniu. Całą drogę do jego mieszkania spędziliśmy w ciszy, nawet trochę się bałam bo jechaliśmy na prawdę długo. A może on chce mnie gdzieś wywieźć ? Jej, takie stwierdzenia jeszcze bardziej pogłębiają mój strach. Po chwili już znaleźliśmy się pod dużym blokowiskiem, nie było jakieś ekskluzywne ale takie ładne. Weszliśmy do windy, nacisnął guzik i wjechaliśmy na 4 piętro. Dokładnie 4 piętro, mieszkanie nr. 46. Jego wnętrze było urządzone gustownie, a zarazem nowocześnie. Na wejściu znajdował się mały przedpokój, podłoga była wyłożona cała w panelach aż po sam salon. Ściany były kawowe, idealnie dobrane do białych mebli. Na ścianie wisiał wielki plazmowy telewizor. Salon był połączony z kuchnią. Śliczny marmurowy aneks kuchenny. Na prawdę jest tutaj cudownie.
-Ładnie tu masz - powiedziałam cicho rozglądając się dookoła. Nie wiem nawet kiedy, a Ucker rzucił się na mnie. Leżałam teraz pod nim, a moje oczy były wielkości pięciozłotówek.
-Co, co Ty robisz? - spytałam, a raczej wydyszałam.





Hejo :) 
Przychodzę z nowym, o dziwo nie wymuszonym rozdziałem ! Co nie oszukujmy się, że jest cudem mając taką czytelniczkę jak Pelasiuk hahah. No, ale wracając do ogółów, nie będę się rozpisywać więc krótko i na temat 5 komentarzy rozdział, no i generalnie im więcej jest komów tym szybciej pojawia się rozdział :)

sobota, 5 grudnia 2015

Rendirme En Tu Amor - 13

Odwróciłam się w tempie błyskawicznym w kierunku osoby, która wyrwała nas z naszych miłosnych poczynań.
-Eli co Ty tu robisz? - spytałam zdezorientowana wpatrując się w nią jak głupia.
-Mieszkam i pracuje, ale raczej mogłabym zapytać się Ciebie co Ty tutaj robisz i to z tym mężczyzną ?
-Cóż ja tutaj mieszkam, a to jest mój... - zacięłam się, nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Nie wiedziałam czy powiedzieć chłopak, a może nauczyciel? Każdy jeden pomysł był tak absurdalny, że aż głupi. Z opresji uratował mnie Ucker.
-Witam, jestem jej nowym chłopakiem - przywitał się i posłał Eli jeden z tych swoich zniewalających uśmiechów. Jak to usłyszałam myślałam, że się zadławię własną śliną.
-Chło..chło...chłopakiem ? - powiedziałam udając, że dławię się. Christopher podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, na moich ustach złożył delikatny pocałunek.
-Idź na górę - szepnęłam mu do ucha, a on o dziwo mnie posłuchał. Zostałam sama z Eli, która wpatrywała się we mnie wielkimi oczami.
-Nie powiesz tacie proszę ? - podeszłam do niej patrząc na nią oczami psiaka.
-Dul wiesz, że nie lubię go okłamywać, to mój szef - patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, bylebym jej odpuściła. Jednak nie tym razem, mój ojciec byłby wściekły gdyby się dowiedział, że jego córeczka przespała się ze swoim nauczycielem. Tak znając wtyki mojego ojca, dowiedziałby się kim jest Ucker.
-Ostatni raz to się zdarzyło ?
-Obiecuję - ucałowałam ją w oba policzki i pobiegłam na górę. Wleciałam do pokoju i trzasnęłam z całej siły drzwiami.
-Wydaję mi się, że jesteś zła - siedział na łóżku i mówił a w jego głosie, wyraźnie słyszałam poważne rozbawienie.
-Myślisz, jestem twoim chłopakiem tak ? - krzyknęłam i rzuciłam w niego leżącą na szafce koło drzwi latarką. Rzuciłam się na niego z pięściami, niczym wojowniczka ze sparty. Okładałam go w sumie nawet nie wiem ile, aczkolwiek w mgnieniu oka znalazł się na mnie. Ciężar jego ciała był spory, jak na tak małą istotę jak ja.
-Czyli rozumiem, że wszystkim mężczyzną pozwalasz na takie rzeczy - złożył na moich ustach pocałunek, no właśnie i co on robi ? Zadaje mi pytanie, oczekuje odpowiedzi której przecież przez jego poczynania nie mogę mu dać. Jego ręka gwałtownie wślizgnęła się pode mnie i złapał mocno za mój pośladek. Jęknęłam cicho do jego ust. Chyba nie muszę tłumaczyć co stało się później, no ale w krótkim streszczeniu. Pozbyliśmy się resztek ubrań i ponownie staliśmy się jednością, a późeniej razem doznaliśmy spełnienia.
-To jak każdy twój kolega, czy znajomy może liczyć na taki numerek mała? - uwielbiam jak tak do mnie mówi.
-No jasne.
-Żartujesz sobie ze mnie ? - jego wzrok spoważniał i kawałek odsunął się ode mnie. Na to wybuchłam niekontrolowanym śmiechem co było jednoznaczne, z tym że po prostu żartowałam. Bardzo szybko minęła nam reszta dnia, nawet nie wiem kiedy a żegnałam się z Uckerem.
-Musisz iść ? - spytałam słodko, opierając się o próg drzwi. Musiałam wyglądać niezmiernie seksownie w końcu miałam na sobie krótką koszulkę i majtki. Jakoś nie było czasu, aby ubrać się w bardziej zakryte ubranie. Pokiwał głową po czym jeszcze przyciągnął mnie do siebie i wkradł się językiem wprost do moich ust, ręką zjechał do pośladka.
-Cześć mała - poszedł, matko nie sądziłam że będzie mi tak ciężko się z nim rozstać. Przecież spędziliśmy razem 2 dni. Po jego wyjściu Eli zasypała mnie tysiącem pytań, na które żmudnie jej odpowiadałam. Siedziałyśmy jedząc pop corn i oglądając jakiś badziewny film, gdy w drzwiach domu stanął mój ojciec. Wrócił wcześniej byłam dziś w tak dobrym nastroju, że wstałam i rzuciłam mu się ze szczęścia na szyję.
-Cześć tatusiu.
-Hej kochanie, jaka Ty dziś szczęśliwa - wiedziałam, że to zwęszy. Chociaż nie było to jakieś trudne, biorąc pod uwagę że zazwyczaj burknę mu jakieś cześć i zamykam się w pokoju. Spędziłam dziś jeszcze z tatą sporo czasu, a później jak najszybciej pognałam do pokoju. Chciałam już wstać, obudzić się i iść do szkoły. Zasnęłam w mgnieniu oka.
Rano wstałam jak nigdy energicznie, zadowolona i w ogóle taka żywsza.  Ubrałam się dziś inaczej, bardziej wyzywająco. Założyłam krótką czarną sukienkę z wycięciem na plecach, a na nogi włożyłam czarne połyskujące balerinki. Szpilki do szkoły, nie były najlepszym rozwiązaniem, a przecież trampek nie założę. Zleciałam na dół cała w skowronkach, jak zawsze na stole stało śniadanie. Jedyne co było inne to fakt, że mój tata siedział i czekał żeby zjeść ze mną śniadanie. Eli jak zawsze krzątała się po kuchni i przygotowała różne pyszności.
-Cześć tato, a Ty jeszcze w domu ?
-Chcę z Tobą zjeść śniadanie - uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam uśmiech i usiadłam naprzeciw jego.
-Dobrze Ci w takich kręconych włosach, ale czy makijaż nie jest za mocny do szkoły - wo zauważył, że zakręciłam włosy. Jestem z niego dumna.
-Jest jak w sam raz - ponownie się uśmiechnęłam w ogóle dziś było mi ciężko wygnać uśmiech z mojej twarzy. Zjadłam, ładnie się pożegnałam i jak strzała wybiłam do szkoły. Po drodze przy wejściu spotkałam Anahi siedziała sama, smutna. Nie wiem czy to było spowodowane moim dobrym humorem czy przejawem człowieczeństwa ale podeszłam do niej.
-Problemy w zamku? - usiadłam obok niej.
-Nie mam ochoty na twoje docinki.
-Przepraszam taka moja natura, nie wyglądasz najlepiej coś się stało ? - zaczęłam się na prawdę martwić, nie wiem czemu w końcu ona była dla mnie nikim. Ale widok jej smutne dołował mnie.
-Na prawdę Cię to obchodzi ? - kiwnęłam głową, żeby dodać jej trochę odwagi.
-Moja mama nie ma pieniędzy, nie radzimy sobie, a ja już nie wyrabiam. Chodzę do szkoły, wracam idę do pracy, a później po nocach robię prace domowe. Nie wiem czemu Ci to mówię, ale nie powiem o tym nikomu więcej. Chociaż znając Ciebie zaraz rozgadasz to całej szkole, śmiało biegnij - machnęła ręką, a po chwili ponownie schowała twarz w dłoniach. Odruchowo przytuliłam ją.
-Nie martw się, pomogę Ci - wyszeptałam cicho.
-Ciekawe jak - spytała nie odrywając się ode mnie.
-Zobaczysz, a teraz nie płacz już proszę - rozmawiałyśmy jeszcze długo, przez co spóźniłyśmy się na pierwszą lekcję - hiszpański.
-Rozumiem Panienka Dawson spóźniona, ale Ty panno Jones ? - przeniósł wzrok na nas, miałam tak cholerną ochotę się uśmiechnąć, ale nie mogłam, nie tutaj, nie w klasie gdzie jest cała klasa. Anahi wycedziła ciche przepraszam i udała się do ławki, ja musiałam oczywiście coś dodać.
-Stwierdziłam, że jest Pan tak stary że nie dojdzie Pan do sali, zanim my tu dotrzemy. Przepraszam przeliczyłam twój reumatyzm - uśmiechnęłam się zgryźliwie podchodząc do pierwszej ławki.
-Ktoś pozwolił Ci usiąść ? - wstałam nie tracąc z twarzy tego głupiego uśmiechu. Powtórka z rozrywki, oparłam się o parapet, uwydatniając moje atuty. Mowa oczywiście o nogach, piersiach i tych pośladkach, które mój nauczyciel lubi. Słyszałam jak głośno przełyka ślinę.
-Teraz możesz usiąść.



Witam ! :) 
Po dłuższej przerwie pojawił się rozdział ! Jak to mówią 13 pechowy, ale chyba nie w tym przypadku no nie ? :D Wracając do tego czemu, tutaj tak długo nic się nie pojawiało :D Przez to spotkanie z Dulce, po prostu nie mogłam nic zrobić, racjonalnie myśleć. Te emocje nadal są we mnie, i ciężko po takim przeżyciu wrócić do żywych. W sumie to ja nadal żyję tym dniem, w końcu po tylu latach spełniło się moje największe marzenie ! Mam nadzieję, że rozumiecie i nie jesteście jakoś źli :) 5 Komentarzy = rozdział :)

wtorek, 24 listopada 2015

Renidrime En Tu Amor - 12

Całowaliśmy się coraz bardziej namiętnie, jego język toczył z moim grę namiętności. Czułam jak między nami atmosfera staje się coraz gęstsza, w tle słyszałam tylko nasze płytkie oddechy. Nagle Ucker oderwał się ode mnie, patrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem, a on odszedł ode mnie. Odkręcił kurek z ciepłą wodę i wlał do wanny olejek o zapachu kokosa i czekolady. Po chwili wanna była pełna pachnącej wody i piany.
-Mała  trzeba Cię wykąpać - powiedział, a w sumie zmysłowo wymruczał do mojego ucha. Nie wiem jak on to robi, ale samymi słowami potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa.
-Poradzę sobie sama - wybełkotałam niezbyt wyraźnie. Jednak on nie bardzo miał zamiar mnie słuchać. Podszedł do mnie i złapał za dół od mojej bluzki. Nie wiem czemu, ale błyskawicznie podniosłam ręce do góry umożliwiając mu zdjęcie mojej obcisłej bluzki. Oczywiście nie próżnował i od razu się tym zajął. Jego ręka powędrowała do zapięcia mojego stanika, ale nie tak szybo.
-Ja też chce Cię rozebrać - położyłam dłonie na jego koszuli i zaczęłam rozpinać guzik, po guziku. Trwało to może parę sekund, a już po chwili widziałam jego cudownie wyrzeźbioną klatkę. Wyglądał cudownie, złożyłam na jego klatce ścieżkę pocałunków.
-Mała spokojnie, masz jeszcze na sobie za dużo rzeczy - w błyskawicznym tempie rozpiął moje spodenki, a one luźno opadły z moich bioder na ziemie. Stałam przed nim w samej bieliźnie, koronkowa i czerwona czyli taka jak na mężczyzn podobno najbardziej działa.
-Nie patrz się tak, zboczeńcu - trzepnęłam go w ramię, a on się roześmiał. Jego oczy dosłownie analizowały każdy skrawek mojego ciała po kawałku. Teraz ja położyłam na jego zapięciu od spodni ręce i szybko je zdjęłam. Gwałtownym ruchem wpił się w moje usta, na moje myślenie chciał tylko odwrócić moją uwagę od swojej ręki która sprytnym szybkim ruchem znalazła się na plecach przy moim zapięciu od stanika.
-Trzeba się pospieszyć, bo woda nam wystygnie - pod jego szybkim i zręcznym ruchem, zapięcie od stanika puściło, a ja stałam przed nim pół naga. Jego oczy od razu zleciały w dół, patrzył na mnie jak dziecko na nową zabawkę, oczy mu się świeciły jak iskierki.
-Nie patrz tak - moje policzki automatycznie się zarumieniły, spuściłam głowę.
-Ej nie wstydź, się jesteś cudowną i piękną kobietą - uniósł mój podbródek, spojrzał w oczy i delikatnie musnął usta. Dosłownie się rozpływałam, a jeszcze przecież nic mi nie zrobił. Jego ręka powędrowała do mojej piersi, zaczął ją delikatnie i z wyczuciem ugniatać, co chwila ciągnąć za brodawkę. Cicho jęczałam, do jego ust. Nie wiem czemu, ale moja ręka powędrowała w kierunku jest bokserek, od razu poczułam jego męskość. Chciałam wedrzeć się pod jego bokserki, ale złapał mnie za rękę, przez co również skończył pieścić moją pierś.
-Nie rób tego - klepnął mnie lekko w pupę, co nie powiem strasznie mnie zdziwiło, ale podobało mi się. Nie wiem nawet kiedy, a zostałam kompletnie naga. Stałam na przeciwko niego dosłownie tak jak mnie Bóg stworzył. Teraz całował mnie, a ręką delikatnie wodził po moim ciele, aż w końcu dotarł do mojej kobiecości. Zaczął wykonywać szybkie, okrężne ruchy doprowadzając mnie do szaleństwa. Niespodziewanie wsunął we mnie szybko palec, a potem drugi. Zaczęłam jęczeć coraz głośniej, nie chciałam tak dojść, dlatego nie wiem jak ale udało mi się wydyszeć.
-Wykąpmy się już - odsunęłam się od niego, tym samym powodując że jego palce wydostały się z mojego wnętrza. Patrzyłam na niego pociemniałymi oczami. Ponownie nie wiem jak, ale zdjęłam mu bokserki, a on podał mi rękę i pomógł wejść do cieplutkiej wody. Pachniała cudownie, dobrze że mam wielką wannę, w której bez problemu zmieściliśmy się oboje. Usiadł za mną, a ja starałam się zachować jak największą odległość od niego, wstydziłam się. Gdybym usiadła obok niego, zapewne ocierałabym się o jego przyrodzenie. Byłoby to niezmiernie przyjemne, ale również niezmiernie krępujące. Poczułam jak wciera w moje plecy żel kakaowy, lekko masował plecy, co chwila przechodząc do piersi, które ugniatał. Złapał mnie za biodra i mocno przysunął w swoją stronę, co spowodowało że leżałam na jego klatce piersiowej, a on miał cudowny dostęp do każdego skrawka mojego ciała. Jedna ręka ugniatała piersi, a druga sprytnie podążała przez brzuch, podbrzusze, aż do mojego skarbu. Zaczął mnie masować, przez co wdychałam powietrze coraz bardziej łapczywie. Wsuwał we mnie dwa palce, robił to coraz szybciej przez co doprowadzał mnie do obłędu, kiedy byłam już u szczytu wytrzymałości odwróciłam się i szybko usiadłam na nim okrakiem, nadziewając się na jego przyrodzenie. Poruszałam się szybko, byłam tak spragniona jego, że po prostu nie mogłam się nim nacieszyć. Nie wiedziałam czy to tylko przez to, że dawno nie miałam żadnego partnera czy dlatego że mimo wszystko zaczynałam coś do niego czuć. Po długiej chwili poczułam, że zbliża się fala gorąca, która już po momencie zalała całe moje ciało. Byłam zdyszana i zmęczona, ale on najwidoczniej nie miał jeszcze dosyć, przekręciliśmy się  tak że teraz to on był na górze. Od razu wszedł we mnie, na co zareagowałam głośnym jękiem. Jego pchnięcia były szybkie i gwałtowne, muszę przyznać że podobało mi się i to bardzo. Byłam w takiej ekstazie, że wbiłam mocno paznokcie w jego plecy. Musiałam się podtrzymywać to na jego plecach, to na brzegach od wanny tylko po to żeby z rozkoszy nie wpaść pod wodę. Nie wiem ile to trwało, ale naprawdę długo byłam wykończona, a za razem spełniona. W dniu dzisiejszym chyba przeszłam, rekordową ilość orgazmów.
-Może już wyjdziemy, woda jest zimna - spytałam po czym zaczęłam dziko się śmiać. Ucker wyszedł pierwszy, bez skrępowania stał i czekał na mnie.
-No odwróć się i daj mi ręcznik - krzyknęłam, udając złość.
-Serio? Jak chcesz ręcznik to po niego wyjść - byłam dosłownie oburzona, wściekła energicznie podniosłam się i wyszłam z wanny. Zanim zdążyłam dojść do wieszaka z ręcznikami Ucker złapał mnie i zakleszczył w swoich ramionach.
-Byłaś cudowna mała - szepnął mi do ucha, a moja złość w sekundę odeszła w nie pamięć.
-Ty również mały - parsknęłam śmiechem prosto w jego twarz. W sekundę stał się poważny, ale po chwili i on nie wytrzymał i walnął nie opanowanym śmiechem. Trzymał mnie nagą w ramionach, a mi robiło się zimno przez co na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Nie wiem, kiedy ale poczułam na sobie niesamowite ciepło, otworzyłam oczy i byłam okryta puchowym szlafrokiem.
-Chodźmy spać - powiedziałam cicho, otulając się jeszcze bardziej ręcznikiem.
-Już?
-Tak jestem zmęczona - leżeliśmy na łóżku, głowę miałam na jego klatce, a nogę przerzuciłam przez jego nogę. Byłam strasznie zmęczona, co chwilę ziewałam ale nie mogłam zasnąć, chciałam się nacieszyć jego obecnością.
-Dobrze Ci było? - myślałam, że już śpi a tymczasem on wyskakuje z takim pytaniem. Podniosłam głowę i pocałowałam go delikatnie w usta.
-Taka odpowiedź Ci wystarczy? - w mgnieniu oka, ponownie leżał na mnie. Po raz kolejny dziś doszło do zbliżenia między nami. Po wszystkim leżeliśmy, wtuleni w siebie, a on ręką gładził moje plecy.
-Taka mi wystarczy - pocałował mnie w głowę. Zaspokojona i szczęśliwa zasnęłam.
Gdy rano się obudziłam Ucker nadal spał, był taki słodki. Już nie przypominał groźnego nauczyciela, którego pamiętałam z pierwszego dnia szkoły. Kto by pomyślał, że będę spać i nie tylko w jednym łóżku, i w sumie w jednej wannie z moim wychowawcą. Delikatnie wyślizgnęłam się z jego objęć, co nie było łatwe bo byłam dosłownie zakleszczona w jego ramionach. Z podłogi wzięłam jego białą koszulę, która jeszcze wczoraj była idealnie wyprasowana. Założyłam ją i zeszłam na dół. Dziś jest niedziela więc Eli nie ma, wraca dopiero jutro od swojej rodziny ze wsi. Zawsze na weekendy tam jeździ. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam jajka, bekon, sok. Usmażyłam je i bekon, do szklanki nalałam soku. Chciałam jeszcze zrobić herbaty ale wtedy poczułam na swoich biodrach czyiś uścisk, tą osobą oczywiście był Ucker. Odgarnął moje włosy i zaczął delikatnie całować moją szyję.
-Mmmm jak ładnie pachnie - szepnął do mojego ucha. Odwróciłam się z promiennym uśmiechem.
-Widzisz uczę się gotować, a to cud. Czuj się zaszczycony siadaj - wskazałam na wysokie krzesło barowe.
-Wyglądasz cudownie, seksownie, mam ochotę Cię zerżnąć tutaj na tym blacie - klepnął w blat, a ja podskoczyłam delikatnie. Moje policzki zrobiły się czerwone.
-Smacznego - wybełkotałam, w moich ustach aż zaschło. Po śniadaniu wstałam i chciałam zabrać się do zmywania naczyń, wtedy Ucker podszedł do mnie i przytulił. Złożył na moich ustach pocałunek i wtedy usłyszeliśmy:
-Co tutaj się dzieje?



Hejo :) 
Witam wszystkich w kolejnym rozdziale. No więc kolejnego nie macie się co spodziewać, wcześniej niż w niedzielę, powód? Jutro jest u mnie Pelasiuk !!!! A w czwartek jedziemy już do KRK, no i w piątek najważniejszy dzień w moim życiu - SPOTKANIE Z DULĄ !! <3 Standradowo 5 komentarzy, no i mam nadzieję że się podoba :D

piątek, 20 listopada 2015

Rendirme En Tu Amor - 11

--Dulce--
Jechaliśmy już długi czas, w sumie to nawet nie wiem gdzie. W ogóle nie znałam tej okolicy, trochę się bałam że gdzieś mnie wywiezie i tam wykorzysta. W końcu dziś nie mówi praktycznie o niczym innym, a teraz miałby świetną okazję. Jednak wierzę, że jako nauczyciel ma jakieś zasady moralne. W końcu zza budynków zauważyłam wyłaniający się gdzieś wielki diabelski młyn, powoli zaczęłam domyślać się, że jedziemy do wesołego miasteczka. No tego bym się po nim nie spodziewała, ale bardzo się cieszę uwielbiam takie atrakcje. Podjechaliśmy pod bramę wejściową, a ja byłam jak zaczarowana, chciałam spróbować dosłownie wszystkiego. Kocham adrenalinę, i mam coraz większe wrażenie że zaczynam się zakochiwać nie tylko w tych pięknych widokach. Ucker, tak go właśnie nazywam otworzył mi drzwi i podał ręke pomagając wysiąść z auta, jaki on szarmancki. A swoją drogą jak na nauczyciela, to musi nieźle zarabiać skoro stać go na tak nowoczesne BMW. Podchodzimy do wejścia i jak to na mnie przystało wyleciałam z arcy mądrym pytaniem.
-Można tu płacić kartą? - na moje pytanie Ucker wybuchł błogim śmiechem, nigdy jeszcze nie widziałam go tak rozbawionego, muszę przyznać ma piękny uśmiech.
-Ja Cię tu zabrałem, ja stawiam i kochaniutka tutaj nie płaci się kartą - przy wejściu bilety sprzedawała atrakcyjna blondynka, na widok mojego towarzysza jej oczy zaczęły się świecić, a na usta wszedł wielki uśmiech. Co ona sobie wyobraża, odruchowo złapałam go za rękę mówiąc dobitnie.
-Kochanie weź ten bilet na wszystkie atrakcję, chce dziś spróbować wszystkiego - pierwsze słowo podkreśliłam bardzo wyraźnie, w sumie nawet nie wiem czemu skoro nie jesteśmy razem. Widziałam na jego twarzy ponownie uśmiech, nie wiem czemu w szkole nigdy się nie uśmiecha, przecież ma taki piękny uśmiech. Tak jak mówiłam kupił ten bilet i weszliśmy do środka za ręce.
-Mówisz, że chcesz spróbować wszystkiego - spytał stając przede mną, wpatrując się w moje oczy. Przytulił mnie i zagarnął do siebie wpijając się w moje usta tak bardzo spragnione jego.
-Tak - powiedziałam ocierając się lekko biodrami o jego przyrodzenie.
-Nie rób tego tutaj młoda damo, bo nie zdążysz już spróbować żadnych atrakcji - złapał mnie za biodra i odsunął od siebie, złożył na moich ustach jeszcze szybki pocałunek i poszliśmy w kierunku pierwszej atrakcji, którą był ten wielki diabelski młyn. Chwilę później byliśmy już na samej górze, powoli przesuwaliśmy się dalej podziwiając cudowne widoki.
-Tu jest piękne - spojrzałam na niego, on za to nie był zafascynowany widokami, ciągle patrzył wprost na moją rozbawioną twarz. Gdy zeszliśmy z młyna poszliśmy na coś bardziej ekscytującego, a mianowicie na kolejkę górską. Spojrzałam na jej wielki rozmiar i mocno ścisnęłam rękę Uckera.
-Ja chyba nie dam rady - przełknęłam głośno ślinę, robiąc krok w tył.
-Nie żartuj, chodź idziemy tam razem - pociągnął mnie za sobą. Wsiedliśmy do wagonika i jeden z pracowników parku przypiął nas dokładnie sprawdzając każde zabezpieczenie. Kolejka ruszyła delikatnie szarpiąc.
-Boję się - moje serce waliło jak szalone, podchodząc do gardła. Zaczęłam miarowo oddychać.
-Jestem z Tobą - złożył jeszcze na moich ustach pocałunek, i wtedy szybko bardzo szybko pognaliśmy na dół. Zaczęłam wrzeszczeć jak szalona, miałam wrażenie że wpadam w  tory a pasy odpinają się. Mocno ścisnęłam jego ręke, najgorzej było jak wjechaliśmy na pętle, a kolejka zatrzymała się i staliśmy do góry nogami. Wrzeszczałam chyba najbardziej z całej kolejki, Ucker patrzył na mnie z rozbawieniem.
-Nie śmiej się ze mnie - krzyknęłam, a on jeszcze bardziej się roześmiał. Po jakiś 5 minutach ta męczarnia dobiegła końca, gdy tylko zatrzymaliśmy się na dole wybiegłam dosłownie z tego wagonika i zaczęłam oddychać. Miałam wrażenie, że nie oddychałam przez całą te przejażdżkę.
-Jak Ci się podobało? - powiedział widocznie zadowolony, matko czy on się niczego nie boi?
-Nie widzisz jak mi się nogi trzęsą - pokazałam na nogi i zaczęłam nimi trząść. Podszedł do mnie i objął.
-Przecież wiesz, że nie dałbym Ci zrobić krzywdy, a skoro nogi Ci się trzęsą na kolejną atrakcję Cię zaniosę - wziął mnie na ręce, a ja wtuliłam się mocno w niego. Twarz miałam ukrytą w jego torsie i masowo wdychałam jego cudowny zapach. Gdy odstawił mnie na ziemie stanęliśmy przed wielkim domem strachów.
-O nie ja tam nie wejdę - chciałam iść w drugą stronę jednak ten przebiegły bydlak mnie złapał.
-Masz rację tu się wsiada do wagonika i jedzie - jego uśmiech chyba już szerszy być nie mógł.
-Dupek i bydlak - powiedziałam udając złość, założyłam ręce na piersi.
-Dupek mówisz? Teraz zobaczysz jaki ze mnie dupek - wziął mnie i przełożył przez ramię, tak że zwisałam na jego plecach. Uderzyłam go ręką parę razy w tyłek jednak to mi dużo nie pomagało. Dosłownie włożył mnie do tego wagonika, a ja byłam totalnie zdezorientowana. Teraz była nasza kolej do wjazdu tam, pracownik z uśmiechem patrzył na nas.
-Gotowi ? - Ucker kiwnął zadowolony, a ja krzyknęłam energiczne nie, jedna to już nic nie dało bo wjechaliśmy tam. Zrobiło się ciemno, nagle przed oczami wyskoczyła mi jakaś upiorna postać. Zaczęłam się drzeć, czułam jak po nogach dotykają mnie jakieś brudne łapy, nagle poczułam że ktoś łapie mnie za pierś. Jak się odwróciłam nie myliłam się to akurat był Ucker, wtuliłam się w niego i głośno krzyczałam. Ciągle wylatywały mi jakieś stwory, zjawy, pająki byłam przerażona. Chciałam, żeby się to skończył. Miałam zamknięte oczy, a mimo to krzyczałam.
-Hej mała już - powiedział pocierając kciukiem o moje policzki. Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że krzyczę już na zewnątrz. Wyszłam z wagonika powtarzając ciągle dwa słowa.
-NIGDY WIĘCEJ, NIGDY WIĘCEJ - ciągle to powtarzałam, nawet jak już stałam w objęciach jego ramion. Cały dzień spędziliśmy wchodząc na wszystkie możliwe atrakcje przez jakieś katapulty, karuzele, młyny. W końcu wieczorem wyszliśmy już z parku.
-Na  co masz teraz ochotę ? - spytał, w sumie dosłownie wymruczał mi do ucha.
-Jedźmy na zakupy, zrobię w domu coś do jedzenia i pójdziemy grzecznie spać - na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech.
-Punkt pierwszy i drugi podoba mi się, nad ostatnim trochę po negocjujemy - otworzył mi drzwi i wsiadłam do samochodu. Podjechaliśmy do supermarketu, który znajdował się blisko od mojego domu. Szliśmy wybierając poszczególne produkty. Po długim dniu byłam już w domu i gotowałam jakieś cuda. Nie wychodziło mi to najlepiej, dlatego finalnie zamówiliśmy pizze. To jest najlepsze rozwiązanie na głoda.
-Skończyliśmy jeść więc czas przejść do punktu : Grzecznie pójdziemy spać - mówiłam dumna ze swoich słów.
-Chociaż najpierw pójdę się wykąpać - wbiegłam szybko na górę do swojej sypialni, nim zdążyłam zamknąć za sobą drzwi do łazienki Ucker był już za mną.
-To co trzeba Cię umyć - pocałował mnie najpierw w policzki, później w czoło, nos i na koniec skierował swój pocałunek na moje lekko rozchylone usta.


Witam !
Jejusiu, ależ przeciągnęłam dodanie tego rozdziału, ostatni był TYDZIEŃ temu. Przepraszam was, a najlepsze jest to, że nie miałam żadnego powodu dla którego go nie dodawałam. To przez Pelasie, bo się nie upomniała ! Ha czuj się winna. No, ale wracając do rzeczy kluczowych, 5 komentarzy to kolejny rozdział we wtorek, żeby Pelasi się lepiej do mnie jechało w środę ! :D