niedziela, 28 czerwca 2015

Zakazany Owoc cz. 2 - Rozdział 8

-Słucham? To chyba jakiś żart? Ja kocham moją żonę i rodzinę, a to dziecko ma jakąś nadzwyczajnie wielką wyobraźnie - od razu odezwał się Ucker, widziałam że jest zły. Co mu się dziwić, jednak jakoś jego przekonania nie za bardzo do mnie dotarły, nadal miałam wątpliwości. Ostatnio nam się nie układało, a dzieci nie wymyślają sobie takich rzeczy.
-Ja też uważam, że to kompletna bzdura - powiedziałam udając pewność wierności mojego męża.
-Rozumiem, że to nie są miłe i zapewne prawdziwe słowa, ale to niestety nie usprawiedliwia zachowania państwa córki, musimy wyciągnąć jakieś konsekwencję chyba, że matka Sary będzie na tyle życzliwa iż puści płazem te przewinienie - wiedziałam, że ta wredna małpa się nie zgodzi popatrzyłam na nią, a ona uśmiechnęłam się w moją stronę.
-Ewentualnie mogę się zgodzić, tylko żeby to był ostatni raz - wzięła te swoje dziecko na ręce i wszyła kręcąc tą dużą dupą. Byłam zirytowana, nie wiedziałam dlaczego w ogóle się zgodziła. Spojrzałam na Uckera, który był wyraźnie zadowolony z takiego rozwoju sytuacji. wiedziałam że muszę z nim o tym porozmawiać. To dziwnie, nawet bardzo.
-Dobrze w takim razie do widzenia, i mam nadzieję że następnym razem zobaczymy się w milszych okolicznościach - podała nam rękę i wyszliśmy. Mała poszła ubrać się do szatni, a my czekaliśmy na nią przed budynkiem. Jak to Bell mówiła, ona jest już za duża abyśmy stali nad nią jak się ubiera.
-Co te dzieci wymyślają - podszedł do mnie Ucker, objął mnie i pocałował w szyję. Od razu wyrwałam się z jego objęć i obróciłam się w jego stronę patrząc zła.
-Co się stało myszko? - spytał jakimś uroczym tonem, całując mnie w czoło.
-To co mówiła ta dziewczynka....
-To bzdura, nigdy bym Cię nie zdradził - nawet nie dał mi dokończyć, przytulił mnie do siebie a ja już nie miałam siły na kolejną kłótnie. Tym bardziej nie tu, nie pod przedszkolem naszej córki. Stwierdziłam, że porozmawiam z nim o tym dziś wieczorem jak Bell pójdzie spać. Za chwilę mała wybiegła zadowolona z przedszkola i przytuliła się do mnie i Uckera.
-Kocham was, tak bardzo mocno. Ona po plostu mi zazdrości, bo ona nie ma tatusia i takiej supel lodzinki jak ja - krzyknęła zadowolona obdarowując mnie i Chrisa buziakiem w policzek. Dało mi to trochę do myślenia. Sara nie ma ojca, tutaj taka nagła zmiana zachowania jej mamy i ta zdrada rzekoma. Miałam jeszcze na prawdę sporo czasu do przemyśleń, bo Ucker zaproponował lody i plac zabaw. Oczywiście zostałam masowo przegłosowana, więc wpierw poszliśmy na lody. Jak zawsze ja jabłkowo - cytrynowe, a Ucker z małą truskawkowo czekoladowe. Zjedliśmy lody w dosyć miłej atmosferze, oczywiście buzia Bell się nie zamykała. Ona zawsze ma, aż za wiele do powiedzenia ale taki jej urok. Później mała pobiegła na plac zabaw, a ja z Uckerem siedziałam na ławce. Znaczy z nim się nie da normalnie usiąść, uniósł mnie i sprawił tak że siedziałam bokiem na jego kolanach. Przypominam, że jestem w spódniczce. Co chwilę składał pocałunki na moich ustach, a ręką jeździł po moim udzie do góry i do dołu, no cóz ja jemu się nie umiem po prostu oprzeć.
-To jest park, a nie agencja towarzyska - podeszła do nas jakaś starsza Pani, około miała może z 80 lat. Popatrzyłam na Uckera, a on na mnie wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.

-Tak oczywiście, przepraszamy za nasze jakże niestosowne zachowanie - powiedziałam schodząc z kolan Uckera. Nie wiem jak mówiąc to powstrzymałam śmiech, było to chyba jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie przydarzyło mi się robić. Ta starsza kobieta jeszcze patrzyła na nas krzywo przez dłuższy czas. W końcu Bell odechciało się bez sensu bawić na placu zabaw i poszliśmy do domu. Mała już miała na dziś dosyć wrażeń więc szybko ją wykąpałam i poszła spać, nawet nie chciała kolacji. Nic dziwnego jak nawpychała się tych lodów. Gdy tylko Bell zasnęła, weszłam do wspólnej sypialni którą dzielę z Uckerem. Bez słowa poszłam się wykąpać, na siłę chciałam po prostu odwlec te rozmowę. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Zakazany Owoc cz. 2 - Rozdział 7



-Dobrze zaraz będziemy - szybko wciągnęłam na biodra spódniczkę, a Ucker patrzył zdziwiony.
-Co się patrzysz? Ubieraj się jedziemy - krzyczałam już nieźle poddenerwowana.
-Ej, ale co się stało? - jego spokój mnie tylko bardziej drażnił.
-Jedziemy do przedszkola Bell pobiła jakąś dziewczynkę mamy być zaraz - krzyczałam, wbiegłam do domu i wzięłam bluzkę po czym wciągnęłam ją. Była trochę wilgotna, ale zbyt dużo mnie to nie obchodziło. Wybiegłam z domu i stanęłam przy samochodzie, czekałam jak ten id.. znaczy jak Ucker się pospieszy. Co jak co, ale Bell nigdy w życiu nie pobiła by dziewczynki. W końcu się ruszył, ciągle go pospieszałam droga trwała wieki. Gdy znaleźliśmy się pod budynkiem, rozpięłam pasy i wręcz wybiegłam do przedszkola. Musiało to dosyć zabawnie wyglądać, a męska część miała na co popatrzeć. Ja w szpilkach, mini i bluzce z dużym dekoltem biegnąca jak szalona. Widziałam, gdzieś katem oka że Ucker był zły jak wszyscy mężczyźni wlepiali się we mnie. Trudno jemu przejdzie, a ja idę po moją córeczkę. Jestem pewna, że ta dziewucha musiała jej coś zrobić. Bez powodu by jej nie uderzyła. Ucker nie wiem jak, ale dogonił mnie i już po chwili oboje weszliśmy do gabinetu dyrektor. Na jednym z krzeseł siedziała ta dziewczynka z histeryzującą mamusią.
-Mamusia, tatuś - krzyknęła Bell przytulając się do mnie i do Uckera. Byłam dosyć zdziwiona ona nigdy tak nie reagowała. Owszem cieszyła się, ale nie aż do takiego stopnia.
-Proszę usiąść - powiedziała dosyć surowym tonem dyrektorka. W sumie to się jej przestraszyłam, zawsze była taką miłą krnąbrną kobietą w okularach, a tu proszę - zupełnie inna osoba.
-No więc co się takiego stało? - spytał od niechcenia Ucker, on to zawsze wie co powiedzieć.
-Nie widzi Pan? Państwa córka pobiła Sarę - wskazała palcem na dziewczynkę w potarganych włosach, przylegającą szczelnie do swojej super mamuśki.
-Przepraszam ale Isabell bez powodu, by nie wszczynała bójki - powiedziałam grzecznie spoglądając na moją słodką córkę. Powinnam być na nią zła, ale jakoś nie miałam serca jak patrzyła na mnie tymi swoimi oczętami.
-Nie widzisz co ten twój wredny bachor zrobił mojej córeczce - krzyknęła do tej pory cicho siedząca kobieta. Może to i lepiej, że milczała, bo po jej słowach i dosyć piskliwym głosie ciśnienie podskoczyło mi chyba do granic normy.
-Moja córka nie jest bachorem, a to pewnie twój dzieciak zaczął. Nic dziwnego jak ma taką mamusię, to i dziecko pewnie nie jest normalne - odgryzłam się.
-Jeszcze jedno słowo -stwierdziła głośno oddychając.
-To co uderzysz mnie? Widzi Pani ona też mnie prowokuje, dokładnie pewnie tak samo było z naszymi córkami - mówiłam triumfalnie, no co tak musiało być ja akurat nie widzę innej opcji.
-Nie jesteśmy tu po to, aby się kłócić tylko wyjaśnić zaistniałą sytuację. No więc Isabell, dlaczego uderzyłaś koleżankę ? - ta dyrektorka to ma jednak stalowe nerwy ja to już bym pewnie dawno na takiej posadzie wylądowała w wariatkowie.
-No bo, Sara ona...
-Isabell co ona? - poganiała ją, a ja widziałam że to nie może przejść mojemu skarbowi przez gardło.
-Ona powiedziała, że mój tatuś zdradza moją mamusię i kocha się z innymi paniami - jak to usłyszałam serce podeszło mi do gardła. Spojrzałam na Christophera i małą, ręce zaczęły mi się pocić. Byłam zdenerwowana, teraz chciałam tylko się dowiedzieć czy to prawda. 
 --------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    

sobota, 13 czerwca 2015

Zakazany Owoc cz.2 - Rozdział 6



Stał przy zlewie więc ja ze względu na to, iż jestem dosyć drobną i małą osobą wślizgnęłam się pomiędzy jego, a zlew. A on nadal zmywał, no ja to nie wiem co nagle zgasł mu męski instynkt. Jeździłam rękoma po jego plecach, a na szyi i ustach zostawiałam pocałunki. A ten znowu nic, stoi i zawzięcie zmywa. Ja to nie wiem czy to jest jego jakieś hobby. Przerwał dopiero wtedy, gdy moje ręce zaczęły powoli zsuwać jego dresy, złapał mnie za nadgarstki.
-A, co Ty robisz? - spytał z uśmiechem.
-Nie mów, że nie chcesz - powiedziałam patrząc prosto w jego oczy. Przecież to jasne, że Ucker zawsze był, jest i będzie napalony. Co jak co ale to się w nim nie zmieniło. Ja już ten nie mogłam wytrzymać, jak by nie było nie kochaliśmy się tyle czasu.
-Miałem pozmywać - spojrzał na zlew.
-Później ja to zrobię -stanęłam na palcach i musnęłam jego wargi, długo nie musiałam czekać a i on całował moje usta i zjeżdżał do szyi. Swoje mokre ręce położył mi na plecach, a że Ucker jest takim geniuszem że myję naczynia w zimnej wodzie to po moich plecach przeszedł dreszcz.
-Widzisz jak na Ciebie działam - powiedział i wziął się do roboty. A mianowicie posadził mnie na blacie i stanął pomiędzy moimi nogami. Przypominam, że miałam spódniczkę  więc  widać było mi całe majtki. Ucker całował raz moje usta, raz szyję. Jego ręcę wcisnęły się pod mój obcisły top i jeździł rękoma po brzuchu. Nie długo później zostałam pozbawiona bluzki i siedziałam w samym staniku, tak dorównując kroku Uckerowi który był w samych spodniach.
-Serio w kuchni? - spytałam jak Ucker z wielką fascynacją całował moją szyję, wtedy oderwał się  i spojrzał na mnie.
-Dul, przypominam Ci, że robiliśmy to chyba w każdym możliwym miejscu w tym domu - wtedy się roześmiałam, przypomniałam sobie te wszystkie sytuację. Jedynym miejscem, którego jeszcze nie ochrzciliśmy był basen.
-Nie wszystkie, a basen? - spojrzałam z uśmiechem. Było to głupie posunięcie, był środek dnia a wiedziałam że Ucker nie przepuści takowej okazji. Już po chwili wziął mnie na ręce, a ja oplotłam nogi wkoło jego talii. Nawet na chwilę nie odrywaliśmy się od siebie, nasze usta były ciągle złączone. Szliśmy w stronę basenu, dobrze że mieliśmy wysoki płot i krzaki, bo nie chciałabym żeby któryś ze wścibskich sąsiadów coś zobaczył. Ucker już chciał wchodzić do basenu, ale w ostatniej chwili krzyknęłam.
-Wejdź sam, ja muszę wyjąć telefon - z niechęcią puścił mnie, a sam wszedł. Wyjęłam telefon i zaczęłam zsuwać z bioder krótką spódniczkę. Mój mąż uważnie się przyglądał co trochę mnie śmieszyło, wyglądał jak dziecko które pierwszy raz jest na karuzeli. Już byłam na pierwszym schodku do basenu, gdy zaczął dzwonić telefon.
-Oj chodź nie odbieraj - mówił już dosyć zniecierpliwiony Ucker, chciałam iść ale coś mnie niepokoiło. Czułam, że muszę odebrać.
-To zajmie tylko chwileczkę -podbiegłam do telefonu, który leżał na trawie.
-Dzień dobry - po drugiej stronie usłyszałam coś co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi.


------------------------------------------------------------------------------------
                                                            Hej :)
Witam po długim czasie, nie mam dostępu praktycznie w ogóle do internetu. Teraz mam moment i dodaje, a u was postaram jak najszybciej nadrobić :)

piątek, 22 maja 2015

Zakazany Owoc cz.2 - Rozdział 5

Obudziłam się w swoim łóżku, czułam się fatalnie. Miałam wrażenie jakby cały świat kołował, a ja leżała na jakimś cholernie zimnym podłożu. Trzęsłam się sama, poczułam że ktoś trzyma mnie za rękę. Zlękłam się, zobaczyłam Uckera który trzyma mnie za rękę i co chwilę w nią całuje. Od razu wyrwałam się, odepchnęłam go i wstałam co nie było dobrym posunięciem, bo tak szybko jak wstałam, upadłam. Wszystko wirowało mi w głowię, nic dziwnego nie dawno mocno się w nią uderzyłam. Szczypały mnie policzku, miałam zeschnięte wargi które cholernie piekły, a na policzkach widniały zeschnięte łzy.
-Kochanie przepraszam, ja nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio - puścił moją rękę, oparł swoje łokcie na kolanach, a twarz schował w dłoniach. Nie wiem czemu, ale automatycznie moja złość przeszła. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, widziałam że nie chce tego robić. On ma jakieś problemy i ewidentnie sobie z nimi nie radzi. Jestem jego żoną i muszę go wspierać, nie mogę go zostawić tak po prostu.
-Nic się nie stało - powiedziałam zsuwając się, usiadłam obok niego i objęłam go ramieniem.
-Jak to nic się nie stało? Dulce ja Cię skrzywdziłem, wręcz zmieszałem z błotem, całą twarz masz w siniakach a Ty mówisz, że nic się nie stało? - spytał spokojnym tonem, spojrzał na mnie a w jego oczach widniały łzy. Automatycznie i moje oczy się zaszkliły.
-Wiem, że nie chciałeś tego zrobić. Z resztą ej jesteśmy małżeństwem nie zawsze jest kolorowo i z górki, przejdziemy przez to razem - powiedziałam i na twarzy ukazał mi się lekki wysilony uśmiech.
-Na prawdę? Nie zostawisz mnie, nie zgłosisz na policję? - pytał zdziwiony.
-Nawet przez myśl mi to nie przeszło - łzy spłynęły z moich oczu, ale z jednej strony tliła się we mnie nadzieja, że to się skończy i będzie znów dobrze. Ucker objął mnie i tak w swoich ramionach siedzieliśmy około godzinę. Ucker postanowił nie iść dziś do pracy, co bardzo mnie zdziwiło. Jak by nie patrzeć on jest pracoholikiem więc jego małe wagary to cud. Ja poszłam się wykąpać, potrzebowałam trochę relaksu, a w tym czasie mój mąż robił śniadanie. Po dosyć długiej kąpieli wyszłam z wanny i spojrzałam w lustro no cóż już po raz kolejny muszę maskować ślady uderzeń. Najgorzej było z wargą, bo policzki szybko zakryłam korektorem. Po dłuższych staraniach wyszło mi perfekcyjnie. Dziś było dosyć ciepło dlatego założyłam krótką spódniczkę i obcisły czarny top. Z kuchni dobiegały już bardzo smakowite zapachy, dlatego tylko spryskałam się perfumami i szybko poszłam do kuchni. Na stole były świeże bułki, masełko, sok, herbata jakaś wędlina i jajecznica. Aż od razu zachciało mi się jeść, ale zanim zjem. Podeszłam do Uckera usiadłam mu na kolanach i obdarowałam go soczystym buziakiem.
-Dziękuje - wstałam i usiadłam na przeciwko niego, był trochę zdezorientowany. No dobra był bardzo zdezorientowany.
-Smacznego - uśmiechnęłam się i nałożyłam sobie jajecznice. Ucker chyba nie spodziewał się, że będę w tak dobrym humorze, ale nie będę przecież załamywać się i płakać. To nie byłoby dobre rozwiązanie, nie dość że podłamałabym się to jeszcze dodatkowo i jego. Po zjedzonym śniadaniu wstałam i miałam zamiar posprzątać, jednak automatycznie obok mnie znalazł się Ucker i wyrwał mi z rąk talerze.
-Ja to zrobię - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam jego słodki uśmiech. Właśnie tak powinno być już zawsze, takie poranki mi się podobają. Jak już nie obudzę się z tym cholernym bólem następnego dnia to będzie idealnie. Usiadłam i patrzyłam jak Ucker myję naczynia, trzeba przyznać że wyglądał bardzo seksownie. W końcu stał tam w samych spodniach od dresu. Stanęłam za nim i objęłam go, jeżdżąc rękoma po jego klatce piersiowej.
-Kochanie, a może byśmy dziś odebrali Bell razem z przedszkola? Jestem pewna, że się ucieszy - spytałam, a zarazem wspięłam się na palcach i musnęłam jego szyje ustami.
-Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł - odpowiedział z nadzwyczajnym spokojem, jednak nadal stał przy zlewie nawet się nie odwrócił, chyba chciał mnie podenerwować, no ale ok trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

-------------------------------------------------------------------
                                                 MIŁEGO CZYTANIA ! :)

środa, 20 maja 2015

Zakazany Owoc cz. 2 - Rozdział 4

Zaczęli rzucać jakieś teksty na podryw co było śmieszne, więc miałyśmy niezły ubaw, wtedy do stolika podszedł wściekły Ucker.
-Tak się relaksujesz jak dziecko jest w przedszkolu?! - krzyknął i automatycznie oczy wszystkich ludzi skierowane były na nasz stolik.
-Nie kochani Ci panowie nie rozumieją jak im się odmawia - powiedziałam nadal dosyć rozbawiona. Anahi za to siedziała jak wmurowana.
-Idziemy do domu - krzyknął nadal wściekły, nie powiem zaczęłam się teraz martwić.
-Anahi odbierzesz dziś małą, a ja ją jutro wezmę z przedszkola wiesz Ucker jest zły nie chce, żeby się na niej wyładował - powiedziałam po cichu wstając, Ann tylko kiwnęła potwierdzająco głową. Ucker szarpnął mnie za rękę, trochę się bałam ale wiedziałam, że przecież nie skrzywdzi mnie. Dojechaliśmy do domu w błyskawicznym tempie nic dziwnego Ucker gnał jak jakiś szaleniec. Nie odzywał się do mnie, ale ja też nie próbowałam złapać z nim jakiegoś tematu.
-Zostań tu dopóki nie wrócę z pracy - wprowadził mnie do domu i zamknął za mną drzwi, a no i zabrał mi kluczę. Krótko mówiąc zostałam uwięziona we własnym domu. Lepiej być nie mogło. Dobrze chociaż, że Anahi odbiera Bell nie chcę, żeby była przy tym jak Ucker będzie odgrywał swoją scenę zazdrości. Po co ma mała słuchać, darcia się. A ona lubi spędzać czas z Anahi, jej też to raczej nie przeszkadza. Uważa, że Bellita to jej maleństwo. Trochę się wynudziłam czekając na jaśnie księcia, ale przez ten czas zjadłam coś, zrobiłam pranie. Dobrze, że chociaż dostałam te piękne pozwolenie wyjścia do ogrodu. W końcu wrócił i Ucker. Przyszedł nadal taki wnerwiony.
-Zupę masz na kuchni podgrzej sobie - powiedziałam przerzucając kanały. On to jednak zignorował i podszedł do mnie szybko.
-Gdzie i z kim do cholery byłaś dziś? Ja ciężko pracuje, a Ty się puszczasz na prawo i lewo jak tania dziwka - krzyczał i szarpał mnie za ramiona. Od razu oczy zaszkliły mi się.
-Ucker ja przepraszam naprawdę byłam z Any - mówiłam, a z moich oczu leciały łzy. Ponownie byłam w tej sytuacji, stałam się kobietą poniżaną przez własnego męża? Znów to się działo, dobrze że Bell była u Any nie chciałam, żeby na to patrzyła zacisnęłam powieki i wtedy poczułam mocny cios. Automatycznie w ustach zebrała mi się krew, która spływała z rozciętej wargi. Nie wiedziałam co się dzieję z moim mężem, przecież to nie on, gdzie ten czuły, kochający mężczyzna. To pytanie zadawałam sobie coraz częściej.
-Jak możesz, co ja Ci zrobiłam? - mówiłam płacząc. Musiałam wyglądać żałośnie rozcięta warga, pół twarzy we krwi i łzy spływające po policzkach, które mocno piekły.
-Zdradzasz mnie, ze mną się nie chcesz kochać ale z innymi to nie masz problemu - krzyczał jak w jakimś amoku.
-Nigdy Cię nie zdradziłam, ale jak widzę jak mnie traktujesz to żałuje, że tego nie robiłam - nie wiem skąd znalazłam w sobie tyle siły, że krzyknęłam na niego. Już po chwili przekonałam się, że to był nie mały błąd od razu wyrwałam tym razem trochę mocniej i centralnie w policzek. Chciałam walczyć, wiedziałam że się nie poddam.
-Cholerny damski bokser, taki odważny że bijesz kobiety - ja jestem pod wrażaniem tego co mówiłam jak stawiałam mu czoła.
-Uważaj na słowa, bo może to się dla Ciebie skończyć - popchnął mnie tak, że uderzyłam głową w futrynę i powoli po niej zjechałam. Nie wiem co się stało, bo straciłam przytomność.




--------------------------------------------------------------------------
                                                           Hejo ! :)
No więc ja się tu rozpisywać może za bardzo nie będę, bo czuję że nie będą tu zbyt miłe komentarze no cóż:D Szczególnie od mojego ukochanego (ukochanej ale to nie pasuje hah) Pelasiuka i od cudownej M Marzenie hahah :) Dobra koniec podlizywania do kolejnego :)

niedziela, 17 maja 2015

Zakazany Owoc cz. 2 - Rozdział 3

Wtedy jakby spod ziemi wyrósł mój mąż. On zawsze wybiera sobie cudowne chwilę. Przekręcił mnie w swoją stronę, tak że leżeliśmy twarzą w twarz. Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem, oczywiście wiedziałam o co mu chodzi, jednak nie miałam ochoty na żadne czułości. To, że spędziliśmy dziś miły dzień to nie jest przepustka do sexu ze mną.
-Kochanie, a może byśmy no wiesz - położył rękę na moim biodrze i mocno przysunął do siebie, zanim zdążyłam mu odpowiedzieć całował mnie zachłannie. Usiadł na mnie okrakiem zdzierając moją bluzkę.
-Ucker, poczekaj - zepchnęłam go z siebie, usiadłam na przeciwko niego w staniku i spodenkach, spojrzał na mnie a ja się uśmiechnęłam.
-Chce popływać - powiedziałam słodko.
-Co chcesz?
-Popływać, no przecież mamy basen w ogródku a ja chcę teraz w nim popływać - wstałam i udałam się do drzwi. Wyszłam, ale on chyba nie podzielił mojego entuzjazmu i został w domu. W sumie to nawet i lepiej, udało mi się odwlec te jakże nie piękną scenę, która teraz pewnie by się działa. Nie powiem, bo miałam ochotę ale on nie może myśleć, że kupi mnie kolacją i kinem. Muszę go trochę przetestować. Zsunęłam z bioder spodenki, widziałam jak Ucker wygląda przez okno, głupek i podglądacz. Ale mniejsza o większość, weszłam do basenu i od razu tego pożałowałam, woda była lodowata. Jednak nie mogłam od razu wyjść, on patrzył i pewnie później miałby ze mnie niezły ubaw. Zacisnęłam z zimna zęby i zaczęłam powoli pływać. Po chwili zrobiło się już cieplej, nie wiem może byłam w tym basenie z godzinę i wyszłam, bo już skóra mi odmiękła. Oczywiście wcześniej nie pomyślałam, żeby wziąć jakiś ręcznik więc taka mokra i zmarznięta weszłam do domu, od razu szybko pobiegłam do pokoju, zmieniłam bieliznę i owinęłam się ręcznikiem, oczywiście założyłam też jakieś cieplejsze ciuchy. Wskoczyłam pod kołdrę.
-Jaka Ty zimna - wzdrygnął się Ucker.
-Lepiej mnie przytul, chce zasnąć żeby było mi ciepło - wtuliłam się w niego, a on mnie objął. Czułam się świetnie, od dawna tak nie było. Miałam nadzieję, że to nie runie jak domek z kart.

Rano wstałam, oczywiście Ucker jeszcze spał, tylko ja w tym domu miałam pobudkę o 6 rano. Musiałam zrobić śniadanie, i w ogóle wszystko przygotować. Wstałam o dziwo, nie złapała mnie żadna zaraza po wczorajszym. Zrobiłam śniadanie, uprasowałam Uckera koszule tak jakoś minęła mi godzina. Obudziłam Bell, która była nie zwykle szczęśliwa, trzymało to ją już od wczoraj. Ucker też wstał w dużo lepszym humorze niż ostatnio. Zjedliśmy śniadanie i tym razem wszyscy rozmawialiśmy, a nie tylko mała. Odprowadziłam Bell do przedszkola, Ucker pojechał do pracy a ja udałam się na zakupy, oczywiście z Ann. Tylko na takie większe, wiem ostatnio dosyć często na nie chodzę ale teraz chciałam kupić trochę więcej rzeczy. Z Anahi nie da się zrobić małych zakupów, więc jak obchodziłyśmy już połowę sklepów to zgłodniałyśmy. Poszłyśmy do jakiejś knajpki, która tam była i zamówiłyśmy jedzenie.Po chwili dosiadło się do nas dwóch mężczyzn, trzeba przyznać że byli przystojni no ale niestety ja już mam tego jedynego. Zaczęli rzucać jakieś teksty na podryw co było śmieszne, więc miałyśmy niezły ubaw, wtedy do stolika podszedł wściekły Ucker.

---------------------------------------------------------------------------
                                                           Jo ! :)
No więc mamy już rozdział 3 mam nadzieję, że się podoba. Wiem, że ten jest dosyć  nudny ale czasem muszą się pojawiać i takie rozdziały :) Do Kolejnego ;)

piątek, 15 maja 2015

Zakazany Owoc cz. 2 - Rozdział 2

Poczułam jak ktoś gładzi mnie po policzku, to był ten sam policzek w który wczoraj oberwałam. Otworzyłam szybko oczy i ujrzałam mojego męża, a może powinnam powiedzieć oprawcę. Szybko usiadłam i odskoczyłam na drugi koniec sofy. Byłam przestraszona.
-Nic nie zrobiłam - mówiłam, a do moich oczu zaczęły napływać łzy, podkurczyłam nogi pod brodę i zaczęłam się lekko kołysać.
-Kochanie - usiadł obok mnie i przygarnął do siebie, normalnie pewnie bym się wyrwała ale za bardzo się bałam. Trzęsłam się w jego ramionach, to było straszne.
-Przepraszam, ja nie wiem co we mnie wstąpiło - powiedział odsuwając mnie od siebie i gładząc palcem mój posiniaczony policzek.
-Proszę wybacz mi - patrzył na mnie tym swoim wzrokiem, jak mogłam mu nie wybaczyć przecież kocham go, a chwila słabości może zdarzyć się każdemu.
-Obiecujesz, że to nigdy się nie powtórzy? - spojrzałam mu w oczy.
-Jasne, że tak - lekko pocałował mnie, a ja poczułam się jakbym wygrała na loterii ponownie szczęście u boku mojego mężczyzny. Uwierzyłam mu.
-To ja pójdę się ogarnąć nie chce, żeby Pani w przedszkolu Bell widziała mnie z takim siniakiem - chciałam wstać, ale złapał mnie za rękę i ponownie strach mnie sparaliżował.
-Czekaj idź się ogarnąć, ale ja zaprowadzę Bell do przedszkola i odbiorę ją więc masz dzień dla siebie - uśmiechnął się do mnie, a ja przytaknęłam i pobiegłam do łazienki. Trzeba przyznać wyglądałam wyjątkowo żałośnie, włosy rozczochrane w każdą stronę, wielki siniak na policzku i leciutko rozcięta warga. Tego ostatniego to nawet nie czułam. Pierwsze co to wzięłam długą kąpiel, po wyjściu wysuszyłam i rozczesałam włosy, które wróciły do ładu. Na koniec zostawiłam najtrudniejsze czyli makijaż, to było niezłym wyzwaniem biorąc pod uwagę tego siniaka. Gdy wszystko już było idealnie zatuszowane, ubrałam się i poszłam na zakupy. W końcu mam jeden dzień dla siebie więc chce go w pełni wykorzystać. Obeszłam masę sklepów, a kupiłam tylko parę spodni, trochę bluzek i strój kąpielowy. Wróciłam do domu koło 15, więc według moich obliczeń za 1,5 godziny wracał Ucker wraz z Bell. Postanowiłam przygotować jakiś obiad, dlatego postawiłam na moje słynne spaghetti. Spokojnie przez ten czas nauczyłam się je gotować. Skoczyłam jeszcze na chwilę do sklepu, bo nie było makaronu. Czas zleciał mi błyskawicznie, nawet nie wiem kiedy a zobaczyłam przez okno jak do domu idzie uśmiechnięta Bell z równie szczęśliwym Uckerem. No tak mała nie jest przyzwyczajona, że odbiera ją tatuś.
-Jesteśmy - krzyknęła moja kochana córeczka od progu, od razu przybiegła i dała mi gigantycznego buziaka.
-No to leć z tatą myć ręce, a ja nakładam obiad - byłam ucieszona, wszystko zaczynało od nowa się układać. Siedzieliśmy wszyscy w ciszy i jedliśmy obiad, no dobra nie wszyscy siedzieliśmy w ciszy. Akurat Bell buzia się nie zamykała, ciągle opowiadała jak to było w przedszkolu, czego się nauczyła no i stwierdziłam, że to dziecko wie o wiele za dużo. Cały dzień spędziliśmy we trójkę. Ucker później zabrał nas do kina na jakąś bajkę. Bell była zachwycona, a ja no cóż spędziłam miłe chwilę z rodziną, było jak kiedyś trzymałam się za rękę z Uckerem co jakiś czas oboje obdarowywaliśmy się pocałunkami. Na koniec pojechaliśmy do restauracji, gdzie zjedliśmy kolację. Po powrocie do domu Bell była wykończona i padła. A ja poszłam się wykąpać, nie wiem gdzie się podział Ucker ale szczerze byłam zbyt zmęczona by o tym myśleć, nadmiar wrażeń. Ubrałam się w spodenki i krótki top trzeba przyznać, było upalnie. Położyłam się na bok i zamknęłam oczy. 

----------------------------------------------------------------------------
                                                              HEJO ! :)
Jak mnie nie było to teraz wróciłam, matko co się dzieję rozdziały codziennie haha. Mam dla was dobrą wiadomość, jeśli nadal będzie tak że dziennie będę pisała po jednym rozdziale to będą wstawiane codziennie albo co 2 dni, chyba że się zawieszę no to wtedy raz w tyg ;)