piątek, 27 marca 2015

Te Quedaras - Rozdział 23

Dziś obudziłam się w lepszym humorze, mimo wszystko to mój ostatni dzień więc nie chce go spędził płacząc. Wstałam z łóżka, nie chciałam wstać ale kogoś ręka mi przeszkadzała, a mianowicie ręka Martina. Przyciskał mnie mocno do siebie, co powodowało że nie mogłam się podnieść.
-Martin puść mnie - szepnęłam cicho do jego ucha.
-Gdzie Ty się w ogóle wybierasz? - spytał całując moje policzki i schodząc ustami ku szyi.
-Do pracy - odpowiedziałam starając się go odepchnąć, co nie wychodziło mi najlepiej.
-Ej nie pójdziesz tam tym bardziej, że wiadomo kto tam pracuje z resztą jutro wyjeżdżamy - powiedział zły i usiadł na mnie okrakiem.
-I tak muszę dziś tam iść, wypowiedzenie samo się nie złoży dlatego też zejdź ze mnie. Pójdę tam jeszcze dziś przepracuje dzisiejszy dzień i odbiorę pensję - zepchnęłam w końcu Martina co nie było łatwe. Wbiegłam do łazienki zatrzaskując drzwi, jakoś nie chce mieć dodatkowych widzów jak będę brała prysznic. Szybko się umyłam i wyszłam po ciuchy jak już wspominałam zostawiłam jeszcze na dziś i jutro ciuchy, a reszta jest spakowana w walizkach. Założyłam białą koszulę, która opinała się nieco na moich piersiach, do tego wciągnęłam czarną krótką spódniczkę i włożyłam wysokie szpilki. Dokończyłam w błyskawicznym tempie szykowanie się i jak najszybciej wyszłam z domu, nie chciałam żeby Martin zobaczył mnie w takim stroju. Nie dość, że był sceptycznie nastawiony do mojego dzisiejszego pójścia do pracy to jeszcze jak by zobaczył te ciuchy, nie oszukujmy się wyglądałam seksownie i to nawet bardzo. Jak zawsze z głupim szczęściem w ostatniej chwili zdążyłam na autobus. Wbiegłam do niego zdyszana, oczywiście nie obyło się bez gwizdów jakiś pustych napaleńców. Droga do pracy minęła mi zaskakująco szybko i już po nie długiej chwili stałam przed pokaźnym budynkiem. Weszłam dużo mniej pewnie niż zawsze i czekałam na windę, na moje jak przypadło szczęście obok mnie po jakiejś sekundzie stanął Ucker. No i co mi przyszło nie dość, że pracować z nim w jednym gabinecie to jeszcze jechać z nim windą. O właśnie co do windy to zjawiła się jak za machnięciem magicznej różdżki. Jak na dżentelmena przystało Ucker przepuścił mnie, miałam nadzieję że jak wejdę drzwi od razu się zamkną i on nie zdąży wejść, ale tak się nie stało. Staliśmy po dwóch przeciwnych stronach windy co chwile zerkając na siebie. Gdy tylko drzwi się otworzyło wyszłam jak najszybciej i w tempie błyskawicznym podążyłam do ,,naszego" gabinetu. Siedziałam już z dobre 20 minut, a Uckera dalej nie było zastanawiałam się gdzie go wywiało. Wypełniałam jakiś raport swoją drogą, to ostatni raport który wypełniam w tej firmie i bum! Coś mi się zacięło, zaczęłam napieprzać w klawiaturę ale nic nie pomagało.
-Co ona Ci zrobiła? - teraz się pojawił jaśnie Pan, jak zawsze w odpowiednim momencie.
-Zacięło się cholerstwo - mówiłam zła dalej wyładowując się na tej biednej klawiaturze.
-Proszę i daj to zrobię - postawił na moim biurku śniadanie i kawę. Nachylił się nade mną nacisnął jakieś 2 klawisze i ponownie w magiczny sposób wszystko zaczęło działać. Dziś mamy chyba jakiś międzynarodowy dzień magii.
-Dziękuje nie trzeba było - no cóż nawet i ja muszę czasem temu tłumokowi za coś podziękować. Zdziwiło mnie to, że Ucker nawet nie wspomniał o zdarzeniach które miały miejsce 2 dni temu, ale może to i lepiej.
-Trzeba było, inaczej jak byś wypełniła ten raport do końca - spojrzał się na mnie i słodko uśmiechnął.
-Wiesz, że nie o to mi chodzi - zaczęłam znów wypełniać dokument. Po jakiś błogich 20 minutach ciszy Ucker musiał to przerwać.
-Dul co to do cholery jest? - krzyknął wściekły.

----------------------------------------------------------------------------------------
                                                      Hejo :)
Wiem, że rozdział jest cholernie krótki ale to dlatego że to już ostatnie rozdziały i nie chce żeby byłe jakieś mega długie. No więc zostały nam tylko 2 rozdziały + epilog i pożegnamy się z tym opkiem. Więc chce jeszcze dodać, że kolejny pojawi się jak skończę pisać 24 i 25 :)

niedziela, 22 marca 2015

Te Quedaras - Rozdział 22

Wstałam rano, leniwie przeciągnęłam się na łóżku. Przejechałam ręką na miejsce obok i było puste, czyli tak jak mogłam się spodziewać Martina już nie było. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to mała niebieska karteczka na pościeli. Wzięłam ją do ręki, przetarłam oczy i otworzyłam.
,,Dul pojechałem zabukować bilety na lot, a później do pracy- Martin"
Nie no teraz to jeszcze mnie dobił, myślałam że ten cały jego pomysł to zwykły chwilowy wymysł, jednak to prawda on na prawdę chce wyjechać i wziąć ten cholerny ślub. Moim zdaniem jest to małe, nie dużo przegięcie. Przecież wczoraj były zaręczyny, a już za tydzień ślub. Wstałam, nie wyczłapałam się z łóżka. Chciałam wyjść z pokoju, jednak w moją nogę coś się wbiło, usiadłam szybko na podłogę, jak się po chwili okazało było to szkło. Siedziałam zastanawiając się skąd ono się wzięło i wtedy mnie oświeciło. To pieprzone zdjęcie musiała się zbić szybka. Zaczęłam go nerwowo szukać, jak by nie było miało dla mnie jakąś wartość sentymentalną. Byłam już ostro poddenerwowane jego nigdzie, dosłownie nigdzie nie było. Po jakiś 20-30 minutach szukania poddałam się i zeszłam zrobić śniadanie, bo głód coraz bardziej mi doskwierał. Byłam sama nie mam pojęcia co się z tymi ludźmi dzieję, ciągle gdzieś ich nosi. Wychodzą rano wracają nawet nie wiem kiedy. Siedząc przy stole, powolnie przeżuwałam płatki. Tak wiem dosyć kreatywne śniadanie, jednak nie miałam ochoty na nic więcej. Nie pozmywałam po sobie i usiadłam przed telewizorem, włączyłam jakiś nudny teleturniej. Podkuliłam nogi pod brodę i przyglądałam się ślepo w ekran, moje oczy się zaszkliły. Po chwili już płynęły z nich łzy, byłam załamana. Perspektywa życia ustatkowanego u boku Martina mnie przerażała, nie chciałam być uwięziona do końca życia, a małżeństwo do tego prowadziło. Płakałam tak już z dobre 10 minut, wtedy otarłam oczy i zdałam sobie sprawie, że nie mogę się załamywać będzie dobrze, a jak mi się nie spodoba to po prostu wezmę rozwód.

Wstałam szczęśliwa, ale tak szybko jak uśmiech pojawił się na mojej twarzy tak samo szybko zszedł. Nie było przy mnie Poncho, nigdzie dosłownie a na dodatek nie obudziłam się w jego ramionach, a w jego łóżku. Szybko i energicznie wstałam z łóżka i wybiegłam jak burza do salonu, tam też go nie było. Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać, tak płakać ten facet niszczy mnie od środka. W sumie nie tylko on, a co uczucie którym go darze. Po nie długiej chwili usłyszałam jak zamek w drzwiach przekręca się, a drzwi otwierają. Do środka wszedł tak po prostu z uśmiechem na ustach Ponchito. Od razu zauważył, że płakałam postawił siatki z zakupami na blacie w kuchni i podszedł do mnie powoli.
-Co się stało? - spytał lekko zdziwiony.
-My,,, Myślałam, że mnie zostawiłeś i wyszedłeś tak po prostu - mówiłam, a łzy spływały coraz szybciej z moich oczu.
-Ej poszedłem tylko po zakupy, nie mieliśmy nic do zjedzenia nie zostawię Cię - powiedział przecierając kciukiem moje mokre policzki.
-Nigdy?
-Będziesz na mnie skazana do końca życia - uśmiechnął się.
-Czy to znaczy no wiesz? - spytałam cicho i niepewnie.
-To może zapytam, Anahi czy w końcu po tych 7 latach zechciałabyś być moją kobietą?
-Tak - krzyknęłam uradowana i rzuciłam mu się na szyje, jak najszybciej w przeciągu paru sekund zatopiłam się w jego wargach zapominając o wszystkim wkoło.

Na siedzeniu przed telewizorem spędziłam cały dzień, no co w końcu była niedziela nie miałam nic lepszego do roboty. Według moich skomplikowanych obliczeń jutro jest poniedziałek co oznacza ostatni dzień w pracy i koniec. We wtorek wylatujemy do Brazylii. Nie mam zamiaru nikogo o tym informować, a na pewno nie Uckera czy Ann. Jej zostawię tylko zaproszenie na ślub dla niej, mamy i ojca. A Ucker no cóż chyba postąpię tak jak parę lat do tyłu zostawię mu tylko karteczkę z tym co chciałabym powiedzieć mu, ale nie mogę. Weszłam na górę do pokoju i wyjęłam z szafy walizki. Dopiero co je rozpakowywałam, a już muszę się pakować to nie ma sensu. Otworzyłam je i zaczęłam wrzucać po kolei ciuchy, gdy je już zapakowałam wzięłam się za drobne rzeczy. Znów to robiłam, uciekałam od problemów wiedziałam jak to wszystkich zaboli, w szczególności Anahi i Uckera. Mniejsza z tym trzeba myśleć przyszłościowo, a ja to właśnie robiłam. Zapakowałam wszystko co potrzebowałam oprócz ciuchów na jutro do pracy i jakiegoś wygodnego zestawu na lot. Schowałam walizki pod łóżkiem, żeby nikt przypadkiem ich nie zobaczył to miała być tajemnica. Poszłam się wykąpać i położyłam do łóżka, nie czekałam już na Martina, nie chciałam czekać to był dla mnie ciężki dzień. Ciągle przypominałam sobie wszystkie momenty z mojego życia, jakie przytrafiły mi się w tym domu, mieście, kraju. Pogrążona w tych wspomnieniach po prostu zasnęłam. Rano musiałam wstać, czekał mnie kolejny a zarazem ostatni dzień w pracy co wiązało się też z ostatnim spotkaniem z Uckerem.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
                                                              Hejo!!
Witam was z kolejnym nudnym rozdziałem tak szybko, jak obiecałam ! :) Mówię nudny, bo ten jest dosłownie o niczym. Mam nadzieję, że mimo wszystko jakoś znośnie się go przeczytało i za bardzo was nie zmęczył :) Kolejny no będzie kiedyś hahahah :* Do następnego !! :)

piątek, 20 marca 2015

Te Quedaras - Rozdział 21

-Co tu się dzieję ? - krzyknął, właściwie to wrzasnął tak to jest lepsze określenie.
-Martin to nie tak jak myślisz - odwróciłam się ocierając usta i patrząc przerażonym wzrokiem na Martina, a Ucker? Ten głąb stał i się cieszył ta sytuacja mu odpowiadała.
-Ostrzegałem Cię - powiedział i odepchnął mnie w bok, a na Uckera rzucił się z pięściami. Nie wiedziałam co robić, oni toczyli jakąś dziką wojnę.
-Uspokójcie się ! - krzyknęłam ale to nic nie dawało, nie wiedziałam który bardziej oberwał. Widziałam tylko krew na twarzy Uckera i Martina. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać, byłam bezsilna. Zadawali sobie coraz więcej mocniejszych ciosów. Wiedziałam, że to moja wina, przeze mnie biją się mężczyźni, którzy nie znają się. Po jakiś 5 minutach przestali się okładać i stanęli na przeciw siebie. To była moja ostatnia okazja, żeby ich powstrzymać inaczej by się pozabijali.
-Stop - krzyknęłam stając pomiędzy nimi. Ucker miał rozciętą wargę, ale z Martinem było gorzej rozcięta warga, łuk brwiowy i bóg wie jeden co jeszcze.
-Wychodzę, ale pamiętaj to co Ci dziś powiedziałem - wyminął mnie i  jeszcze szturchnął Martina. Zostałam sama z nim, czułam się głupio, no fakt jak miałam się czuć mój chłopak nakrył mnie całującą się z moim  byłym, a tak żeby było zabawniej to jeszcze nie dawno zapewniałam go że to już przedawniona miłość. Brawo Dul w skali głupoty od 1-10 otrzymałam 11. Czy ja zawsze muszę komplikować sobie życie, mniejsza z tym czuję że czeka mnie dosyć poważna rozmowa z Martinem, ale nie będę się wychylać niech on pierwszy coś powie.


-Ten film jest dosyć śmieszny.
-Ja tak nie uważam - powiedziałam zakrywając oczy, on był na prawdę straszny a Poncho się śmiał.
-Mogę się no wiesz - miotałam się w słowach, ale on zrozumiał i od razu przygarnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego ramiona, teraz czułam się cudownie. Przez te wszystkie lata tego mi brakowało, mogłam być szczęśliwa już tak dawno, a ja głupia tak długo zwlekałam. Siedzieliśmy tak razem do późna, nawet nie wiem kiedy a zasnęliśmy w swoich ramionach, znaczy Poncho zasnął a ja ciągle przyglądałam się mu. Wyglądał bardzo słodko, lekko musnęłam jego usta swoimi i wtuliłam się w niego. Po chwili i ja zasnęłam.

-Nic nie powiesz? - to milczenie mnie dobija.
-Co to miało znaczyć? - spytał spokojnym tonem głosu przyglądając się mi.
-To nic nie znaczyło, przyszedł i sobie na wyobrażał nie wiadomo co. Zaskoczył mnie, no a resztę historii już znasz bo przyszedłeś - nikomu kłamstwo nie wychodzi tak świetnie jak mi.
-Duli nie możesz tu zostać.
-Słucham? - spytałam zdziwiona, a zarazem rozbawiona. Wtedy stało się coś dziwnego, złego. Martin wyjął małe pudełeczko z kieszeni swojej marynarki i ukląkł przede mną. Złapał za rękę.
-Dulce czy zostaniesz moją żoną? - spytał patrząc w moje oczy.
-Martin ja, ja nie mogę - miałam straszne wyrzuty sumienia zdradziłam go, okłamywałam i co najgorsze nie kochałam.
-Ale czemu?
-Musisz coś wiedzieć, ja nie jestem do końca szczera w stosunku do Ciebie. Martin ja Cię zdradziłam i to z Uckerem - czułam jak kamień spadł mi z serca.
-Wiem, ale to nie ważne wybaczam Ci, chce tylko żebyś od teraz na zawsze była tylko moja - jego słowa zdumiały mnie, zdradziłam go on o tym wie i co? Tak po prostu wybacza, czy on musi być na prawdę aż tak idealny.
-To jak wyjdziesz za mnie i zostaniesz Panią Gomez?
-Tak - wydukałam z siebie, a on na mój palec wsunął pierścionek z białego złota.
-To w takim razie za 3 dni wylatujemy do Brazylii, zostawimy te wszystkie złe historię z Meksyku i zaczniemy nowe lepsze życie - teraz to mnie wmurowało, miałam być jego żoną a nie niewolnicą.
-Jak to do Brazylii tu jest dobrze - mówiłam siadając na fotelu.
-Dul wylatujemy już postanowione za 3 dni mamy lot, a za tydzień ślub - to jakiś żart, nie dość że wszystko zaplanował to jeszcze tak szybko. Nie odezwałam się już, przytaknęłam z bladym uśmiechem.  Reszta wieczoru minęła dosyć napięcie, ja tylko ciągle przytakiwałam ale myślami byłam przy Uckerze.
-----------------------------------------------------------------------------------------
                                                              HEJ !
Dziś jest tak cudowny dzień, że aż postanowiłam wstawić nowy rozdział ! Pierwszy dzień wiosny i taka piękna pogoda <3 Matko, aż nie wiem czy kolejny nie będzie jakoś szybciej, albo wiem obiecuję że jak go od razu napiszę to go wstawię :) Pelasiu pilnuj mnie :*

czwartek, 12 marca 2015

Te Quedaras - Rozdział 20

-Mogłabyś przynieść mi najpierw coś do picia?
-Przecież przyniosłam Ci - powiedziałam, wskazując na lampkę wina którą postawiłam na stoliku.
-Dul jestem samochodem.
-No i co z tego - powiedziałam wzruszając ramionami.
-Nie będę mógł prowadzić, a może Tobie właśnie o to chodzi żebym został do śniadania? - spytał z głupim uśmieszkiem.
-Idiota, zaraz wracam - powiedziałam rzucając mu mordercze spojrzenie. Zeszłam na dół i wzięłam szklankę po czym nalałam mu soku jabłkowego, wiem że to może dziecinne ale po złości naplułam mu do szklanki. Weszłam na górę, a on nadal siedział na łóżku tak jakby w ogóle nie drgnął.
-Proszę twoje picie - powiedziałam podawając mu napój z dodatkiem.
-Dziękuje - wziął łyka, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-No teraz możesz mi powiedzieć o czym chcesz porozmawiać? - trochę niecierpliwiłam, mimo że miałam dużo czasu do powrotu Martina to denerwowałam się, że wpadnie tu i bęedzie awantura.
-O nas - te na pozór normalne dwa słowa wmurowały mnie w podłogę.
-Ucker, ale nas nie ma i tak na prawdę nigdy nie było - próbowałam mu wytłumaczyć jak najspokojniej.
-Owszem byliśmy i jesteśmy, przecież mnie kochasz - powiedział odstawiając szklankę, wstał i podszedł do mnie łapiąc mnie za ramiona.
-Nigdy nas nie było - powtórzyłam cicho, spuszczając głowę.
-Nie kłam, kochasz mnie ! - powiedział dużo głośniej i potrząsnął mnie za ramiona.
-Nie kocham Cię, nigdy nie kochałam - mówiłam wpatrując się w martwy punkt na podłodze.
-To po co trzymasz to zdjęcie - odszedł na chwilę ode mnie i wziął zdjęcie, które leżało w koncie, no tak prawda już dawno powinnam się go pozbyć.
-To jest mój stary pokój i nie zdążyłam jeszcze wszystkiego wyrzucić - tłumaczyłam się jak małe dziecko, a podobno tylko winny się tłumaczy.
-To dlaczego poszłaś ze mną do łóżka ? - spytał z wyrzutem, czułam że wciąż wpatruje się we mnie, a ja stałam ze spuszczoną głową, nie chciałam na niego patrzeć. Tym bardziej, że w moich oczach już stanęły łzy.
-Byłam samotna, nie było przy mnie Martina - kłamałam jak z nut. Ostatnio to wychodzi mi najlepiej.
- I tak wiem, że mnie kochasz - jaki on uparty nie wiem w ogóle po co ze mną rozmawia skoro i tak wie swoje.
-Nie masz na to dowodów i nigdy nie będziesz miał - teraz to ja podniosłam głos.
-Nie mam to patrz - mocno pociągnął mnie do siebie za ramiona, zdziwiłam się i podniosłam głowę ku górze i to był mój błąd, bo błyskawicznie wpił się w moje usta. Dosłownie miażdżył je swoimi, a najdziwniejsze było że wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. On był lekko agresywny, a mi to się jeszcze bardziej podobało, nakręcał mnie.


W tym tygodniu jestem tu już chyba 10 raz, ale trudno jeśli to ma pomóc mi odzyskać Poncho to mogę przychodzić tutaj co godzinę. Jak zawsze podeszłam pod jego drzwi i zapukałam, w ręku miałam film, pop corn i cole. Po chwili otworzył mi Poncho, jak zawsze na jego twarzy pokazał się dziwny grymas.
-Anahi po co tu przychodzisz chyba wyraziłem się jasno? - spytał zły, ale wydaję mi się, a nawet jestem pewna że ta złość była udawana. Nie mówiąc nic prześlizgnęłam się do jego domu pod ręką, którą trzymał na futrynie.
-Horror czy komedia ? - spytałam wymachując mu przed oczami filmami.
-Ann wyjdź proszę - powiedział nadal stojąc przy otwartych oczach.
-Ooo groźne nastawienie czyli horror - mówiłam z uśmiechem i wzięłam się za przygotowanie pop cornu, nalałam coli do jednego wielkiego kubka i znalazłam gdzieś 2 słomki.
-Nie odpuścisz? - spytał nadal stojąc przy tych drzwiach, nie odezwałam się tylko kiwnęłam triumfalnie głową.
-Dobra to Ty zrób do końca przekąski, a ja włączę film i jeszcze załatwię coś do przegryzienia - nareszcie odpuścił sobie te wszystkie opory.


-Dalej uważasz, że mnie nie kochasz ? - powiedział w przerwie między pocałunkami. Nic się nie odezwałam czekałam tylko na kolejne ruchy Uckera. Pobudził mnie i to mocno, teraz byłam gotowa oddać mu się ponownie. To było bardzo dziwne, nikt tak na mnie nie działa. Wzięłam głęboki wdech i tym razem to ja wpiłam się w jego usta, ręce zarzuciłam mu na szyi lekko podskoczyłam i owinęłam swoje nogi wkoło jego talii. Niespodziewanie odstawił mnie na podłogę i przerwał pocałunki, spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem wyczekując co zrobi.
-Powtórzę dalej uważasz, że mnie nie kochasz? - nasze spojrzenia się spotkały, a ja oniemiałam. Bo tak właściwie co miałam mu powiedzieć, tak Ucker kocham Cię do szaleństwa.
-To co miało tutaj miejsce nie powinno się zdarzyć, przepraszam - powiedziałam i chciałam odejść, ale jego ręka mi to uniemożliwiła ponownie przyciągnął nie do siebie i pocałował. Czułam, że chce po prostu na siłę wycisnąć ze mnie te 2 słowa, a najgorsze jest to że coraz lepiej mu to wychodziło. Ponownie się całowaliśmy i wtedy usłyszałam za sobą głos, a moje ciało zastygło w bezruchu.



----------------------------------------------------------------------------------------------
                                                   Hejo :)
Obiecałam i jest ! Widzisz Pelasiu nie okłamałam Cię.
Mam nadzieje, że się podoba rozdział i muszę dodać od razu, że nie wiem czy dam radę dodać jutro, bo jeszcze nie jest skończony więc kolejny może mieć mały poślizg z czasem. Ale na pewno będzie ! :) Do następnego !

piątek, 6 marca 2015

Te Quedaras - Rozdział 19

-Dul odezwiesz się? - wyrwała mnie z obmyśleń Ann.
-Tak, przepraszam trochę odpłynęłam - powiedziałam spoglądając na nią z wysilonym uśmiechem.
-To jak w końcu z tym Uckerem? - matko po kim ona jest taka natarczywa.
-Dobra powiem Ci, ale obiecaj że to nie wyjdzie poza ten pokój - postanowiłam, że powiem jej prawdę w sumie nie mam po co kłamać, nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic.
-Obiecuję - powiedziała zadowolona i ze szczęścia, aż podskoczyła na łóżku. Wzięłam jeden głęboki wdech i opowiedziałam jej o wszystkich zdarzeniach, które miały miejsce między mną, a Uckerem.
-....no i na koniec wysłał tego sms - tak właśnie zakończyłam moją opowieść, a Ann siedziała z otwartą buzią. Wyczekiwałam na jaką kolwiek odpowiedź, nie miałam pojęcia jak zareaguje.
-Nic nie powiesz? - spytałam już mniej pewnym głosem, niż przedtem.
-Jestem w szoku, że po tym wszystkim co miało między wami miejsce tak po prostu zostawiłaś go i poszłaś sobie z Martinem, a no właśnie jeszcze na domiar złego okłamujesz i jego, Dul to podłe - tego bałam się najbardziej, wiedziałam że Ann powie mi całą prawdę, a od nikogo ona tak nie boli jak właśnie od niej, od osoby która zna mnie najlepiej.
-Ja sama nie wiem jak to wszystko się stało, po prostu jak nie było tu Martina to uczucie do Uckera nie wiem czy to możliwe ale się... - nie wiedziałam, za bardzo jak właściwie ująć to w zdaniu, ale na szczęście moja kochana siostrzyczka mnie wyręczyła.
-Odrodziło, znów zapalił się w Tobie płomień miłości, płoniesz z pożądania gdy widzisz Uckera ? - no i jak zawsze jej trafne określenia.
-Coś w ten deseń - powiedziałam przytakując.
-Mogę zostać u Ciebie w pokoju, jakoś nie chce wracać tam, wiesz biorąc pod uwagę że Martin no jak by to ująć jest lekko napalony - powiedziałam przez śmiech.
-No jasne, że tak chodź tutaj - powiedziała wskakując pod kołdrę i poklepując ręką wolne miejsce na materacu. Długo rozmawiałyśmy, dokładnie jak za starych czasów. Brakowało mi jej, tych dobrych rad i ogólnie poczucia że mam kogoś komu mogę się zwierzyć. Po dłuższym czasie obie zasnęłyśmy, nawet nie wiem która z nas pierwsza odpłynęła. Jutro czekał mnie dosyć ciężki dzień w końcu muszę iść do pracy i zmierzyć się z Uckerem.

Wstałam rano oczywiście obudziłam się w łóżku Ann, jej już nie było obok mnie leżała tylko mała różowa karteczka domyśliłam się, że należy ona do Anahi, róż to jej kolorek :
,,Wyszłam dziś wcześniej, próbuje odzyskać Poncha, dziękuje za wczoraj - Anahi"
Dla takich chwil warto żyć, czuję się potrzebna i w sumie to nawet jestem zdania, że bez problemowo dałabym sobie radę bez facetów. Chociaż co tam z nimi życie jest ciekawsze. Leniwie jak co ranek wstałam z łóżka i dosłownie poczłapałam do swojej sypialni. Ku mojemu zdziwieniu nie było tam już Martina, zapewne obraził się czy coś w tym stylu. Wzięłam szybki prysznic i standardowo ubrałam się dosyć no co tu dużo mówić wyzywającą. Krótka sukienka sięgająca mniej więcej do połowy ud, idealnie obciskała moje ciało, założyłam do tego wysokie szpilki i biały sweterek. Parę dodatków, które były niezbędne i wszystko jak zawsze wyglądało cudownie. Włosy lekko pofalowane i dosyć mocny makijaż. Zeszłam na dół i ku mojemu zdziwieniu na stole stał świeżo wyciśnięty sok, bułki i masa pyszności. Szybkim krokiem podeszłam w stronę stołu i usiadłam myślałam, że Martin po prostu zrobił śniadanie i poszedł jednak po chwili na przeciwko mnie dosiadł się  i on.
-Przepraszam za wczoraj Ann mnie potrzebowała - mówiłam smarując masłem bułkę.
-Rozumiem miałem nadzieję, że wrócisz później no ale nie mogę Ci mieć tego za złe - dlaczego on musi być taki idealny, bez wad, rozumie każdy mój powód dla którego go zostawiam.
-To co dziś robisz? - spytałam popijając sok.
-Dziś mam tutaj interesy więc wrócę pewnie koło północy, ale jak chcesz to możesz na mnie poczekać - powiedział z uśmiechem podchodząc do mnie, odgarnął włosy i złożył na mojej szyi pocałunek.
-Zawsze tak się ubierasz do pracy - spytał patrząc mi prosto w dosyć duży dekolt.
-Tak zawsze, ale spokojnie nie masz o co się martwić - powiedziałam wstając i oplatając swoje ręce wkoło szyi Martina.
-No, a teraz szybki buziak i uciekam do pracy - powiedziałam składając krótki pocałunek na jego usta. Na szczęście droga do pracy minęła mi bez większych rewelacji co od jakiegoś czasu graniczne było z cudem, zawsze coś się działo.
Moja pewność siebie trochę zmalała, gdy weszłam do biura i byłam w windzie. Pod firmą już widziałam samochód Uckera. Bardzo powoli udałam się do gabinetu no i jak się nie myliłam Ucker już siedział za biurkiem i przeglądał papiery. Dziś wyglądał nie co inaczej, idealnie wyprasowaną koszulę zastąpił zwykłą koszulką, a spodnie od garnituru dżinsami. Muszę przyznać, że tak wyglądał jeszcze lepiej niż w pierwszym wydaniu. Usiadłam przy biurku i bez słowa włączyłam komputer.
-5 minut spóźnienia - w pewnym momencie odezwał się i jaśnie Pan.
-Cóż za miłe powitanie - powiedziałam nie spuszczając wzroku z monitora.
-Nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać - no i teraz jak zawsze Ucker wypalił z jakimś mądrym pytaniem.
-Na pewno nie tutaj - wydawało mi się, że taka odpowiedź była najbardziej rozsądna ale po chwili zwątpiłam.
-W takim razie idziemy do Ciebie po pracy i tam porozmawiamy.
-Czemu akurat do mnie ? - spytałam zdziwiona.
-Mam dobre wspomnienia z tamtym miejscem z resztą chyba nie byłabyś zadowolona, gdyby twój chłopak zobaczył nas razem w miejscu publicznym - z jednej strony miał rację, ale z drugiej on sie ze mną po prostu drażnił.
-Niech Ci będzie - przytaknęłam dla świętego spokoju. Niestety albo stety dzisiejszy dzień minął zaskakująco szybko i nawet nie zorientowałam się kiedy, a siedziałam w samochodzie Uckera, a już za moment on siedział w moim pokoju na łóżku, a ja przygotowywałam coś do picia. Nawet przez chwilę przeszło mi przez myśl, żeby dorzucić mu coś na sen i odwieźć go do domu. Ale to nie był mój najmądrzejszy pomysł. Zaniosłam mu jakieś czerwone wino, tak kolejny mój mądry pomysł przecież on prowadzi.
-O czym chcesz pomówić ? - spytałam jak gdyby nigdy nic się nie stało i wzięłam łyka wina.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                                Hej :)
Tak jak planowany w piątek :) Mam nadzieję, że się podoba no i że nie jest jakiś tragiczny :) Więc do następnego piątku !! :)

piątek, 27 lutego 2015

Te Quedaras - Rozdział 18

-To zapewne jest zdjęcie - ja i moje jakże mądre odpowiedzi, przecież logiczne że to było zdjęcie.
-Serio? Co Ty nie powiesz, ja się pytam o to co na nim jest ! - krzyknął zły, jak zawsze wpadał w furie o nic. Nie miałam zamiaru mu na to odpowiadać.
-To Ty i ten twój szefunio, od razu wiedziałem że coś was łączy - no tak ja geniusz Dul, zaprosiłam mojego byłego chłopaka do swojego domu, swojego pokoju, gdzie mam zdjęcia jak całuję się z Uckerem przed laty.
-To zdjęcie jest sprzed wielu, wielu lat więc nie ma o co robić szumu - jak zawsze wypaliłam z mądrą wymówką.
-To po co je trzymasz ! - ponownie krzyknął co już zaczęło mnie powoli irytować, nie lubię jak ktoś mnie kontroluje, a co dopiero jak jest aż tak natarczywy.
-Wróciłam tu dopiero i nie zdążyłam go wyrzucić, to mój pokój sprzed 7 lat, a wtedy Ucker był dla mnie kimś ważnym, a teraz to już tylko nie miłe wspomnienie - kłamałam jak z nut, co jak co ale w tym jestem dobra.
-Wyrzucę to w wolnej chwili - powiedziałam i zabrałam zdjęcie z jego ręki. Rzuciłam, gdzieś w kąt no, bo jak by nie patrzeć nie chciałam go wyrzucać, a jego musiałam jakoś spławić.
-Widzimy się pierwszy raz od dawna i chcesz się kłócić - powiedziałam z uśmiechem, zarzucając ręce na jego szyję.
-Masz rację są ciekawsze rzeczy do roboty - powiedział odwzajemniając uśmiech. Objął mnie i przyciągnął do siebie. W błyskawicznym tempie wpił się w moje uta. Całował z takim stęsknieniem, było to niezmiernie przyjemne.
-Kochanie ja idę się wykąpać - powiedziałam między pocałunkami.
-Pójdziemy razem - jak zawsze ma świetne pomysły, tylko że ja wcale nie miałam ochoty na jakie kolwiek zbliżenia dziś. Ja nadal żyłam wczorajszym wieczorem, który spędziłam z Uckerem.
-Jestem zmęczona, chce żeby to była szybciutka kąpiel - próbowałam się wymigać, ale doskonale wiem, że na niego i tak to nie zadziała. Spojrzał na mnie tymi swoimi lazurowymi oczami, no nie mogłam odmówić mu wspólnej kąpieli.
-Idź nalej wodę i pamiętaj ma być dużo piany - powiedziałam śmiejąc się. Wyjmując ręcznik z szafy, usłyszałam dźwięk telefonu. Podeszłam i zobaczyłam sms, treść zszokowała mnie :
,,A jednak wiem, że kiedy on cię rozbiera myślisz o mnie, jakim grzechem jest szaleństwo trwania przy nim chociaż nasze uczucie jest oczywiste, ta miłość tak potężna boisz się zatracenia przy mnie - Ucker" - pierwsza moja myśl czy on w ogóle myśli? Szybko otrzeźwiał. Przecież tego sms, mógł przeczytać Martin. Od razu mój humor ponownie spadł na piękny poziom 0. Przeczytałam tego sms jeszcze raz i szybko usunęłam. Rzuciłam telefon do torebki, zabrałam ręczniki i poszłam do łazienki. W całym pomieszczeniu unosił się cudowny zapach kokosowego płynu do kąpieli i małych zapachowych świeczek.
-Widzę, że się postarałeś - powiedziałam, odkładając ciuchy do spania i ręczniki.
-Dla Ciebie wszystko - w błyskawicznym tempie znalazł się za mną. Oplótł swoje ręce wokół mojej talii, a na szyi złożył pocałunek. Odwróciłam się do niego obdarowując uśmiechem.
-Tęskniłem - po tych słowach wtopił się w moje usta. Jego ręce co raz bardziej przyciągały mnie do siebie. Nawet nie miałam chwili, żeby złapać jakiś porządny wdech. Dosłownie miażdżył moje usta swoimi. Gdy zdjął ze mnie ubrania i zostałam w samej bieliźnie włączył mi się automatyczny hamulec, a całe myślenie skierowane było ku sms, który dostałam od Uckera. Teraz zdałam sobie sprawę, że miał rację z tym co pisał. Gdy stoję tu przed Martinem, a on pozbawia mnie garderoby nie myślę wcale o nim tylko o Uckerze i ostatniej nocy. Z natłoku myśli wyrwała mnie chłodna ręka Martina, która powędrowała wprost do zapięcia od mojego biustonosza.
-Nie ! - krzyknęłam, odsuwając się szybko od niego.
-Nie chcesz? - spytał przybliżając się do mnie oraz ponownie przytulając mnie. Wszystko było by dobrze, gdyby nie ten cholerny sms od Uckera.
-Nie bądź zły, ale chce się sama wykąpać i iść spać rano wstaje do pracy - powiedziałam odpychając go i otwierając drzwi, dając mu tym samym do zrozumienia żeby wyszedł. Nie odezwał spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem i wyszedł. Zsunęłam z siebie resztki ubioru i weszłam do ciepłej wody. Tego było mi trzeba, chwila spokoju relaksu, moment w którym nikt nic ode mnie nie oczekuje. Zamknęłam oczy, a pierwsza osoba którą zobaczyłam to Ucker. Kurde on stanowczo za często pojawia się w moich myślach, to nie powinno tak wyglądać. Teraz powinnam przechodzić miłosne uniesienia z moim chłopakiem. A tymczasem wygoniłam go i myślę o moim ex chłopaku, a teraz także kochanku? 

Chodziłam po meksyku trzeba przyznać, że nocą wygląda jeszcze piękniej niż za dnia. Nie chcialam wracać do domu, teraz uświadamiałam sobie jak wiele krzywd zrobiłam Poncho przez te wszystkie lata, on starał się o mnie a ja go odrzucałam tak jak on teraz mnie. Jednak ja nie miałam zamiaru się poddawać, powędrowałam pewnym krokiem pod same drzwi Poncho i pewnie zapukałam i czekałam jak mi otworzy.
-Idę - słyszałam jak krzyczy. Otworzył drzwi i moim oczom ukazał się Ponchito w samym ręczniku, kropelki wody, które leciały z mokrych włosów, spływały po jego klatce piersiowej. Wyglądał obłędnie.
-Mówiłem Ci już coś - powiedział i już chciał zamknąć drzwi, jednak w ostatniej chwili złapałam je.
-Dlaczego? Dlaczego taki jesteś, przecież przeprosiłam i chciałam spróbować - powiedziałam wpatrując się wprost w jego oczy.
-Ale ja już nie chce - w błyskawicznym tempie zamknął drzwi, a w moich oczach pojawiły się łzy, w takich momentach człowiek zdaję sobie sprawę jak wiele stracił. Nie chciałam już znów pukać i płaszczyć się przed Alfonso błagając żeby dał nam szansę, dlatego odeszłam. Zamówiłam taksówkę do domu.

Leżałam w tej wannie z godzinę, ale teraz woda robi się zimna i niestety czas już wyjść. Dokładnie osuszyłam się ręcznikiem i włożyłam na siebie spodenki i top do spania. Jak wyszłam Martin leżał w krótkich spodenkach na łóżku i przeglądał coś w laptopie. Co jak co, ale trzeba mu przyznać, że wyglądał bardzo apetycznie. Na sam jego widok, na moją twarz wrócił delikatny uśmiech. Weszłam na łóżku i usiadłam wpatrując się w niego, byłam ciekawa jak szybko odłoży ten komputer.
-Gniewasz się? - spytałam kładąc głowę na jego ramieniu.
-Troszeczkę - powiedział zamykając laptopa. Odłożył go na szafkę, która stoi przy łóżku i przytulił mnie do siebie. Mocno wtuliłam się w jego ramiona, a on pocałował mnie w głowę. Uniosłam głowę i przywarłam swoimi ustami do jego. Z głowy wyleciał mi Ucker. Teraz leżałam pod nim, a on całował moje usta nawet na chwilę się od nich nie odrywając. Jego ręce powędrowały pod moją koszulkę. Zaczął gładzić moją skórę opuszkami palców co powodowało delikatne dreszcze przechodzące przez moje ciało.  W szybkim tempie pozbył się moich spodenek, leżałam w samej bluzce i majtkach.
-Dul możemy porozm... przepraszam - w drzwiach stanęła zapłakana Anahi.
-Jasne - powiedziałam odrywając się od Martina.
-Nie ja nie chce przeszkadzać - powiedziała zamykając drzwi.
-Za chwilę do ciebie przyjdę - powiedziałam zanim zdążyła zamknąć do końca.
-Przepraszam, muszę iść ona nie płaczę bez powodu - mówiłam zakładając spodenki.
-Nie gniewaj się - dałam mu buziaka i zeskoczyłam z łóżka. Jak najszybciej udałam się do pokoju Ann, ona wyglądała naprawdę marnie. Weszłam bez pukania i zastałam ją na łóżku, głowę miała schowaną w poduszkach i płakała.
-Kochanie co się stało? - spytałam siadając na łóżku obok niej i pocierając ramię, w celu dodanie otuchy.
-Zerwałam z Carlosem - powiedziała, a właściwie wydukała przez płacz.
-Przykro mi - spojrzałam na nią, jednak czułam że to nie dlatego jest załamana.
-Ale ja się zakochałam - po tych słowach jeszcze bardziej się rozpłakała.
-To czemu z nim zerwałaś? - już nic nie rozumiem, kocha go ale z nim zrywa.
-W Poncho - teraz jej płacz, można porównać do dźwięków wydalanych przez jakieś dzikie zwierzęta.
-Ja już nic nie rozumiem, kochasz Poncho który ciągle do Ciebie podbija ale nie jesteś z nim i płaczesz ? - spytałam
-Zerwałam z Carlosem i wykorzystałam do tego Poncha, a jak chciałam z nim spróbować to on mnie odrzucił i to już 2 razy - dopiero teraz wszystko zaczęło układać mi się w głowie.
-Postaraj się o niego.
-Przecież przeprosiłam i nawet mu kolacje zrobiłam - powiedziała ocierając oczy.
-Ann, on chce Cię przetestować nie rozumiesz?
-Nie - odpowiedziała robiąc strasznie śmieszną minę.
-Chce zobaczyć czy zależy Ci na nim i czy mógłby stworzyć z Tobą coś poważnego, dziewczyno on biegał za Tobą 7 lat - potrząsnęłam ją, a na jej twarzy zawidniał delikatny uśmiech.
-Masz rację - krzyknęła już szczęśliwa i mocno mnie przytuliła.
-Dul, a ten chłopak to Martin? - spytała odklejając się ode mnie.
-Tak - odpowiedziałam dosyć obojętnie.
-A co z Uckerem? - skąd jej to pytanie przyszło do głowy, przecież nie mówiłam jej tym że z nim pracuje, ani o tym że spędziliśmy razem jedną noc. Trochę się zmieszałam i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Mam okłamać własną siostrę? Ale może to będzie lepsze niż prawda.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                                  HEJ ! :)
Dziś dodaje wcześniej, a nie wieczorem jak widzicie rozdział jest krótszy, ale nie mogą być ciągle takie długie haha :) No mam nadzieję, że się podoba :) AAA !! No i bym zapomniała o najważniejszym treść sms Uckera to jest po prostu kawałek piosenki Dulce i Juliona- ,,Lagrimas"
Po prostu świetnie mi pasowało i nie mogłam się powstrzymać :) ! Do następnego ! :)

piątek, 20 lutego 2015

Te Quedaras - Rozdział 17

-Martin, a co Ty tu właściwie robisz?- byłam w szoku, a to były jedyne słowa które zdołałam z siebie wydusić.
-No ja kto co Dul, przyjechałem do swojej ukochanej - zatkało mnie jeszcze bardziej, była zdezorientowana, patrzyłam to na zdziwionego Uckera i na Martina, który szybko podszedł do mnie objął i pocałował. Stałam dosłownie jak jedna wielka kłoda, w mojej głowie przeplatało się tysiące myśli.
-To jak szef pozwoli wyrwać Ci się ze mną na lunch? - spytał spoglądając w stronę Uckera, który stał i nic się nie odzywał. Był taki nie obecny.
-Tak, daj mi 5 minut pójdę tylko do łazienki - powiedziałam wymijając ich obydwu, posłałam przy tym litościwe spojrzenie w kierunku jakby nie patrzeć mojego kochanka, z którym zdradziłam chłopaka. Bałam się zostawić ich samych, a wcale nie chciało mi się do toalety. Wyszłam i kucnęłam pod drzwami, byłam strasznie ciekawa czy Ucker wyda mnie i powie o naszej wspólnej nocy.
-Masz cudowną kobietę - usłyszałam słowa Uckera, wiedziałam że teraz się zacznie. Bałam się strasznie reakcji Martina, gdy dowie się o wydarzeniach wczorajszego wieczoru, oczywiście o ile Ucker miał zamiar go o tym poinformować.
-Tak, ale nawet nie próbuj się do niej zbliżać - no tak Martin jak zawsze zazdrosny, ale do tego po prostu można przywyknąć.
-Jesteśmy z Dul w bardzo bliskich relacjach - po jego słowach, po moim ciele przeszedł dreszcz. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleję.
-Nie zbliżaj się do niej, bo wybiję Ci te twoje białe ząbki. Zrozum, że Dulce jest moja i tylko moja, a żaden szefunio nie będzie się do niej przystawiał. Zobaczysz nie długo rzuci pracę u Ciebie i wróci ze mną do Brazylii, a Ty tylko obliżesz się smakiem - Martin mówił na tyle głośno, że słyszałam dokładnie każde jedne jego słowo. Stwierdziłam, że czas już tam wejść bo ich rozmowa może przynieść nie dobre efekty, dlatego też podniosłam się i jak gdyby nigdy nic weszłam. Spojrzałam w kierunku Uckera i się uśmiechnęłam.  W mojej głowie krążyło tyle myśli, byłam zła na Martina za słowa, które wypowiedział na mój temat. Traktował mnie jak przedmiot, który tak po prostu może spakować w walizkę i zabrać ze sobą, zupełnie jak ja nie miałabym nic do powiedzenia. Podeszłam do biurka i wyłączyłam komputer. Wyszłam z Martinem, byliśmy przy windzie i wtedy jakoś tak zupełnie przez przypadek przypomniałam sobie, że nie wzięłam torebki.
-Kochanie poczekaj na mnie na dole, ja pójdę tylko po torebkę.
-Pójdę z Tobą - wiedziałam, że to zaproponuje najchętniej nie odstępował by mnie na krok co czasem było dosyć męczące.
-Dam sobie radę - stwierdziłam z uśmiechem i cmoknęłam go w usta, jak to na niego przystało musiał przyciągnąć mnie mocniej do siebie co doprowadziło tylko do długiego namiętnego pocałunku. Podeszłam pod gabinet i wzięłam głęboki wdech. Jak otworzyłam drzwi doznałam małego szoku, nie spodziewałabym się tego co tam zastałam.
-Co Ty robisz? - spytałam podbiegając do Uckera, który przez te parę minut kończył pić butelkę jakiejś mocnej whisky. Był kompletnie zalany. Wiedziałam, że nie mogę go tutaj zostawić. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Martina. Wytłumaczyłam mu, gdzie mieszkam i poprosiłam żeby jechał tam się rozpakować, bo mi coś wypadło i muszę zostać w firmie, ku mojemu zdziwieniu od razu się zgodził i nie robił nie potrzebnych wyrzutów. Rozłączyłam się ponownie podchodząc do Uckera i wyrywając mu z ręki kolejną już szklankę z trunkiem.
-Uspokój się, picie Ci nic nie da - powiedziałam siląc się na podniesienie go z fotela. Chciałam przenieść, go na kanapę, żeby tam trochę się przespał. Po długich wysiłkach Ucker siedział na kanapie.
-Czemu się upiłeś ? - spytałam zła na niego.


Obudziłam się dosyć późno, od razu skierowałam się do salonu gdzie spał Poncho. Jednak nie było go już. Zastanawiałam się, gdzie może być, ale po chwili zorientowałam się że poszedł po prostu do pracy. Po chwili znalazłam potwierdzenie mojej tezy, znalazłam karteczkę, w której zostałam poinformowana że Poncho poszedł do pracy i jeśli chce wyjść to klucze leżą na blacie i mam zostawić je pod wycieraczką. Swoją drogą dosyć oryginalna ta jego skrytka nie była. Postanowiłam zaczekać na niego i spokojnie porozmawiać. Byłam smutna po tym jak mnie potraktował. Ubrałam się i szybko skoczyłam do sklepu, stwierdziłam że przygotuje coś typu przeprosinowego obiadu, bo jak się zorientowałam Poncho kończy pracę koło 17. Moje zdolności kulinarne są na prawdę dosyć spore, zawsze gotowałam z mamą taka moja mała pasja. Postanowiłam zrobić standardowe spaghetti. Najszybsze i najsmaczniejsze, chyba nie ma człowieka który nie lubił by makaronu z sosem. Wróciłam szybko do jego mieszkania, było mi ciężko gotować, bo nie miałam zupełnie pojęcia gdzie co leży. Swoją drogą jak na mężczyznę, który mieszka sam to Poncho bardzo dba o swoje mieszkanie. Jest czysto, nie brakuje w nim dosłownie nic. Te mieszkanie jest perfekcyjne, przytulne, bije od niego takie ciepło, ono po prostu idealnie oddaje osobowość Poncho. Wzięłam się za gotowanie, przystroiłam ładnie stół i na stole postawiłam świeże kwiatki, które także kupiłam. Teraz pozostało mi tylko czekać na powrót Poncha.

-Ucker zadałam Cię pytanie! - powtórzyłam trochę głośniej, złapałam za jego podbródek zmuszając go tym samym do tego, aby spojrzał na mnie.
-Mogłabyś, mogłabyś - jąkał się co trochę mnie irytowało.
-Co mogłabym ? - spytałam nerwowo.
-Mogłabyś, no powtórzyć.
-Dlaczego się upiłeś? - powiedziałam powoli i wyraźnie, tak aby na pewno do niego dotarło.
-Bo, bo ja Cię kocham Dul, a Ty masz chłopaka i on chce mi Cię odebrać - mówił, a właściwie seplenił. Jego słowa mnie bolały, było mi smutno. Przecież podobno ludzie, którzy są pijani mówią prawdę, czy to w ogóle możliwe że po tylu latach on nadal mnie kochał, lepsze pytanie czy on kiedyś w ogóle mnie kochał. Siedziałam przy nim, a on tulił się do mnie niczym małe dziecko.
-Dlaczego nic mi nie odpowiesz, Dul czy Ty czy Ty mnie kochasz? - spytał, a z jego oczu poleciały łzy. Co ja mam mu odpowiedzieć? Nie dość, że jest pijany to jeszcze zadaje takie pytania.
-Jesteś pijany, nie wiesz co mówisz, zdrzemnij się - powiedziałam gładząc go ręką po policzku.
-Bo ja to Cię bardzo kocham - ponownie wyznał mi miłość, tylko że tym razem z mały dodatkiem. Nawet nie zorientowałam się kiedy a wpił się w moje usta. Całował mnie strasznie zachłannie. To dziwne, bo przy tym pocałunku nie przeszkadzał mi nawet odór alkoholu, który czuć było od Uckera.
-Czy to znaczy, że mnie kochasz? - spytał odrywając się od moich ust, ponownie przez niego byłam zdezorientowana co miałam mu powiedzieć? Nie kocham Cię, a ten pocałunek jakoś sam wyszedł, czy może tak kocham Cię. No litości.
-Idź spać, porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz - powiedziałam i po prostu położyłam go przykrywając marynarką. Odeszłam i usiadłam przy biurku nie chciałam siedzieć przy nim bo mogło by dojść do kolejnej wpadki w postaci buziaka, a tego bym nie chciała. Tak to mogłam mu się przyglądać.

Dochodziła godzina 17:30, a Poncha nadal nie było myślałam, że poszedł do kogoś bądź został po godzinach. Postanowiłam jeszcze raz podgrzać przygotowany wcześniej obiad. Gdy skończyłam wyłożyłam go na talerze, stwierdziłam że jeśli za 20 minut go nie będzie to po prostu wyjdę zostawiając mu ten cholerny klucz pod wycieraczką. Po jakiś 10 minutach mojego czekania usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. Jak się domyśliłam to był Poncho.
-Widzę, że Ann nawet nie może zostawić klucza pod wycieraczką - powiedział ściągając kurtkę i buty. Rzucił kluczę na szafkę, która stała przy wejściu.
-Co to? - powiedział wchodząc do salonu, spojrzał na ładnie przystrojony stół na pysznie wyglądające jedzenie i na mnie.
-Przeprosiny - powiedziałam nieśmiało.
-Pewnie jesteś głodny, ja w sumie też czekałam na Ciebie cały dzień to może zjedzmy - wydusiłam z siebie, siadając do stołu. On poszedł w moje ślady i także usiadł. Jedliśmy w ciszy, co chwila spoglądając na siebie.
-Smakowało ? - spytałam, gdy zobaczyłam że właśnie skończył jeść.
-Tak było pyszne - odpowiedział wstając i odkładając talerz do zmywarki.
-Poncho ja chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie - odpowiedziałam wstając i podchodząc do niego. Gdy się odwrócił staliśmy dosłownie twarzą w twarz.
-Nie gniewam się - odpowiedział patrząc prosto w moje oczy. Ucieszyły mnie jego słowa, po nich uśmiechnęłam się, stanęłam na palcach i musnęłam jego usta. Nie czekałam na reakcję tylko od razu chciałam pogłębić nasz pocałunek, jednak tego co zrobił nie spodziewałam się. Poncho odepchnął mnie od siebie.
-To, że się nie gniewam to nie znaczy że możesz znów się mną bawić - zabolały mnie jego słowa i to strasznie, były one niczym kołek prosto w serce.
-Ale ja chcę na prawdę stworzyć z Tobą poważny związek - chciałam go jakoś o tym zapewnić, bo na prawdę tak było.
-Przez 7 lat starałem się o twoje względy, a teraz jak zobaczyłem jaka jesteś na prawdę to uświadomiłem sobie, że straciłem na Ciebie tyle czasu - tego było za wiele w moich oczach pojawiły się łzy, które spływały jedna za drugą po moich policzkach.
-Chciałam Cię przeprosić, a Ty co nie doceniasz tego - odpowiedziałam patrząc mu wprost w oczy.
-Przecież powiedziałem, że się nie gniewam.
-Jesteś podły - mówiłam nie spuszczając z niego wzroku.
-I kto to mówi - spojrzał teraz i on na mnie, a w jego wzroku była masa pogardy dla mojej osoby. Nie chciałam już tego słuchać, ani patrzeć na niego dlatego oddałam mu kluczę, które miałam w kieszeni i wyszłam. Teraz dotarło do mnie jak wiele straciłam przez swoje głupie postanowienia i przez to, że byłam ślepa. Ślepa na miłość.

Spojrzałam na zegarek dochodziła godzina 19, wiedziałam ze muszę już iść do domu, ale Ucker nadal słodko spał. Nic dziwnego wypił praktycznie całą butelkę whisky i to w jakieś 10 minut. Napisałam mu kartkę, że poszłam do domu i mniej więcej streściłam co się dzisiaj stało, oczywiście nie wspomniałam mu o Martinie,  miałam nadzieję że alkohol wypali mu dziurę w pamięci z tego momentu. Zamknęłam jego gabinet na klucz, który później wsunęłam pod drzwiami żeby miał jak wyjść. Wszystkich w firmie poinformowałam, że Ucker już wyszedł dawno i wróci dopiero jutro rano, z racji tego że byłam jego asystentką to wszyscy uwierzyli bez większych wątpliwości. Udałam się na autobus, który po chwili podjechał. Pierwszy raz od dawna moja droga do domu minęła bez żadnych dodatkowych atrakcji w postaci burzy, czy spóźnienia na autobus. Weszłam do domu jak zawsze panowała tam błoga cisza. Mama u ojca siedziała, dobrze że już nie długo tata wraca do domu. Ann pewnie na jakiejś sesji, albo imprezie no cóż po niej można spodziewać się wszystkiego. Rzuciłam, gdzieś w kąt torebkę i udałam się wprost do mojej sypialni. Jedyne o czym dziś marzyłam to długa kąpiel. Wchodząc do pokoju standardowo rzuciłam moje szpilki na podłogę.
-Już jestem kochanie - powiedziałam podchodząc do Martina i przytulając go do siebie. Wtedy stało się coś dziwnego on mnie po prostu odepchnął.
-Ej co się stało? - spytałam zdziwiona jego zachowaniem.
-Co to jest? - tym razem to on spytał, był wściekły tak to dobre określenie. A mnie trochę wmurowało nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.


-------------------------------------------------------------------------------------------
                                                           Hejo ! :)
No więc muszę powiedzieć, że już nie chce zawieszać przeszło mi hahah :) Ogólnie mam pomysły, a nawet jak mi się chce to piszę więc jest już okej, moje załamanie pisemne poszło w nie pamięć :) No, a co do następnego to za tydzień, ale to już chyba standardzik :) Więc do kolejnego *-*