-Nie spałam - odparsknęłam zła.
-Widziałem, ale mniejsza z tym skończyłaś rozliczać rachunki z tego miesiąca - spytał nawet nie podnosząc głowy zza sterty papierków, którą trzymał w ręku.
-Nie - spojrzałam na papierki, których nawet nie ruszyłam, to pewnie przez moją malutką drzemkę.
-Taki pracownik jak Ty to skarb - powiedział zgryźliwe - skończ to, potrzebuje to mieć maksymalnie za 2 godziny - jaki on oficjalny, jednak widzę że ta firma jest dla niego ważna. Nie wiem czemu, ale wydoroślał. Koniec dogryzania sobie wzajemnie, rozliczę mu te papierki i niech da mi spokój. Całość nie zajęła mi więcej niż godzinę, po skończeniu wzięłam teczkę, w której starannie ułożyłam wszystkie dokumenty i podeszłam do biurka, przy którym siedział Ucker.
-Masz swoje rozliczenia - powiedziałam i podając mu je, nachyliłam się nad nim w całości eksponując mój dekolt. W takich momentach utwierdzam się w przekonaniu, że każdy mężczyzna to erotoman, no może Martin jest malutkim wyjątkiem.
-Dziękuje, Dul może pójdziemy na lunch? - no nie wierzę, taki ważny człowiek jak on, prezes firmy zaprasza mnie na lunch. Zaszczyt.
-Nie - ha ja nie dobra, mina Uckerka bezcenna. Wyglądał bardzo zabawnie, otworzone ze zdziwienia usta i słodkie oczka dziesięciolatka.
-Przecież i tak nie masz nic lepszego do roboty, a zjeść coś musisz - w sumie tym argumentem prawie przeciągnął mnie na swoją stronę, nie zdążyłam dziś zjeść śniadania, a mój brzuch domaga się posiłku. Nic się nie odzywając usiadłam na skrawku biurka i popatrzyłam na Christophera.
-To jak? - spytał i nerwowo przełknął ślinę.
-Pójdę z Tobą, ale nie myśl sobie nie wiadomo co, po prostu jestem głodna - szybko wytlumaczyłam mu, dlaczego zgodziłam się na pójście z nim. Podniosłam się z biurka i obciągnęłam spódniczkę w dół.
-To co idziemy?
-Już?
-No co taki zdziwiony, jestem głodna - mówiłam niczym dziecko, które targuje się z rodzicami.
-Dobrze w takim razie chodźmy - zamknął laptopa, wziął marynarkę i podszedł do odrzwi otwierając mi je. Szłam przed Uckerem pisząc sms do Martina. Napisałam mu, że znalazłam pracę, a rodzina przyjęła mnie niezwykle ciepło. Słyszałam jak cała damska część firmy zaczęła plotkować, cóż Ucker ma dość zazdrosne pracownice. Ale muszę je kiedyś uspokoić, że nie jestem zainteresowana ich szefem.
-Prosiłem Cię żebyś rzuciła te pracę - wrzeszczał po raz kolejny z tego samego powodu, przecież ja nie robię nic złego.
-Nie zrobię tego powtarzałam Ci to już tyle razy, to jest moja pasja, nie będę rezygnować z marzeń nawet dla Ciebie - krzyczałam jak opętana. Nie rozumiałam skoro mnie kocha to czemu stopniowo zaczyna mnie niszczyć. Zrezygnowałam dla niego z tylu rzeczy, uważałam że skoro jesteśmy już razem tak długi okres czasu oboje powinniśmy coś poświęcić. Ja poświęciłam śpiew i studia, ale z modelingu nie zrezygnuje.
-Skąd mogę wiedzieć, że nie pieprzysz się za zlecenia? - nie no teraz to przesadził podeszłam do niego i wymierzyłam mu policzek, nie jakiś zwykły. Włożyłam w niego najwięcej siły ile tylko potrafiłam.
-Świnia - skwitowałam i ze łzami w oczach wyszłam z domu. Nie wiedziałam, gdzie iść. Do hotelu? Nie było sensu. W moim domu siedział mój chłopak, który mnie poniża. Nogi poniosły mnie na pobliską plażę. Była okolica południa więc słońce mocno grzało, zdjęłam z siebie t-shirt i siedziałam w staniku oraz spodenkach. Wpatrywałam się w piękny błękit oceanu, morze było dziś nieprawdopodobnie spokojne. Nagle ktoś zasłonił mi słońce, przymrużyłam oczy i zobaczyłam Poncha.
-Co Ty tu robisz? - spytałam wstając wycierając z policzków łzy.
-Czemu płaczesz? Znowu przez tego idiotę? - on zawsze pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, nie powinno go tu być.
-Nie twoja sprawa, proszę Cię zostaw mnie samą - mówiłam odwracając się od niego plecami. Jednak do niego chyba nie za bardzo dotarły moje słowa.
-Ja nigdy nie pozwoliłbym Ci płakać - powiedział i przytulił mnie z tyłu, ustami lekko musnął moje ramię. Automatycznie odsunęłam się do niego odwracając się.
-Poncho mówiłam Ci już tyle razy, że nigdy nie będziemy razem zrozum w końcu i odpuść - sama nie wiedziałam dlaczego właściwie jestem dla niego taka niedostępna, a co jeśli on ma rację i z nim byłabym szczęśliwsza niż z Carlosem. Nie chce na razie o tym myśleć. Popatrzyłam ostatni raz w jego oczy i odeszłam zgarniając z piasku moją bluzkę.
-To co zamawiamy? - spytał z uśmiechem, w moim brzuchu wszystko się przewracało. Byłam niesamowicie głodna.
-Coś czym się najem - odpowiedziałam krótko, odkładając kartę wcześniej nawet do niej nie zaglądając.
-Nie wyglądasz na taką która jakoś szczególnie lubi zjeść - powiedział przeglądając kartę.
-Jeśli szukałeś wieszaku na ubrania to się pomyliłeś, ja lubię jeść - powiedziałam poprawiając usta błyszczykiem. Przyszedł kelner Christopher zamówił jakieś cuda, których nazwy nawet wypowiedzieć nie umiem.
-Tylko szybko - krzyknęłam jeszcze za kelnerem. Siedzieliśmy w milczeniu, po chwili dostaliśmy zamówienie. Jadłam jak jakaś opętana, ale to było pyszne. Trochę się ubrudziłam, chciałam sięgnąć po serwetki i w tym czasie to samo zrobił Ucker, nasze ręce spotkały się, a ja od razu uniosłam głowę i zatopiłam się w jego oczach. Byłam jak zahipnotyzowana, już dawno nie czułam się tak jak w tym momencie. To zwykła fascynacja, a bynajmniej tak mi się wydaję. Czułam jak pociera moją rękę swoim kciukiem, co chwila uśmiechając się do mnie. Jak pusta idiotka odwzajemniałam uśmiech. Ucker podniósł się z miejsca i ukucnął przy mnie, nadal nie puszczając mojej dłoni. Spojrzałam na niego zdziwiona zaczął przybliżać się do mnie, gdy był już na prawdę w niebezpiecznej odległości zadzwonił telefon. Potrząsnęłam głową i od razu wyrwałam się z tego w pewnym rodzaju transu. Nerwowo wyjęłam telefon, który znajdował się w moim staniku i odebrałam.
-Słucham - powiedziałam drżącym głosem co chwila spoglądając na Uckera, który nadal trzymał moją rękę.
-Ale jak to możliwe? - spytałam, a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
-Zaraz tam będę - wstałam nerwowo, chowając telefon.
-Co się stało? - spytał zdziwiony. Nie odpowiedziałam mu nic tylko mocno wtuliłam się w jego ramiona, potrzebowałam teraz tego najbardziej. Kogoś kto mnie pocieszy i będzie przy mnie.
-Zabierz mnie tam - ciągle powtarzałam szlochając w ramionach jak by nie patrzeć mojego szefa.
-Ale gdzie? Co się stało? - pytał nie puszczając mnie nawet na chwilę.
To chyba najdłuższy rozdział tego opowiadania haha :) No ale wcale bym go nie wstawiła gdyby nie pewny targ dobity z M Marzenie :) Pisałam go tak długo, bo szedł strasznie opornie. No ale jest ;) Od razu mówię, że kolejny nie wcześniej niż w niedzielę, gdyż teraz wracam do szkoły po feriach a chce napisać coś na zapas :)
wtorek, 27 stycznia 2015
sobota, 24 stycznia 2015
Te Quedaras - Rozdział 12
Już od samego rana byłam wściekła, budzik dzwonił co oznaczało godzinę 6 rano. Za 2 godziny musze wstawić się w mojej nowej pracy. Fakt, że Ucker jest tam szefem dodatkowo mnie dobijał, w pewnym sensie bałam się, że stare uczucie znów powróci, a może ono już powróciło albo nigdy nie zniknęło. Nie wiem, teraz nie czas na takie rozmyślenia. Mam Martina i tego będę się trzymać. Wstałam z łóżka wyłączając ten cholerny alarm. Wzięłam prysznic. I teraz pojawił sie dylemat nie miałam pojęcia w co się ubrać. Czy bardziej przyzwoicie, a może jednak seksownie. Po dłuższej chwili wyjęłam z szafy białą dosyć obcisłą koszulę, a do tego czarna spódniczkę sięgającą do połowy uda. Wszystko dopełniały wysokie czarne szpilki. Jak zawsze zrobiłam mocny makijaż. Nie zdążyłam nic zjeść więc tylko napiłam się soku jabłkowego. Szybko przeczesałam włosy. Wyszłam i udałam się na autobus, praktycznie wbiegłam na przystanek, a w szpilkach nie jest to łatwe. Zdyszana kupiłam bilet u kierowcy, a na moje szczęście oczywiście musiałam stać, bo w tym kraju nie ma prawdziwego dżentelmena, który ustąpił by mi miejsca. Wysiadłam, cieszyłam się przynajmniej z faktu, że przystanek był pod samą firmą. Lekko zmęczona wjechałam windą na piętro od razu podeszła do mnie sekretarka, która w błyskawicznym tempie odprowadziła mnie pod gabinet Uckera.
-Pan prezes już na Panią czeka - aż mnie zemdliło ta paniusia na samo wspomnienie o Uckerze szczerzyła się jak głupia. Nie odpowiadając jej nic bez pukania wtargnęłam do gabinetu. Christopher siedział za biurkiem, widać że był zdenerwowany miał rozluźniony krawat i odpiętą koszulę muszę przyznać, że wyglądał niesamowicie. Dul o czym Ty myślisz! Przecież Martin wyglądał 100 razy lepiej.
-Pan prezes już na Panią czeka - aż mnie zemdliło ta paniusia na samo wspomnienie o Uckerze szczerzyła się jak głupia. Nie odpowiadając jej nic bez pukania wtargnęłam do gabinetu. Christopher siedział za biurkiem, widać że był zdenerwowany miał rozluźniony krawat i odpiętą koszulę muszę przyznać, że wyglądał niesamowicie. Dul o czym Ty myślisz! Przecież Martin wyglądał 100 razy lepiej.
-Mogę? - spytałam, a raczej stwierdziłam i usiadłam na fotelu naprzeciw biurka.
-Powiedz mi gdzie jest moje miejsce pracy i się zmywam - obojętnie spojrzałam w jego stronę.
-Tutaj - powiedział i wskazał biurko, które znajdowało się obok jego.
-Żartujesz prawda?
-Nie ja mówię bardzo poważnie.
-Jak ja mam pracować tutaj- wskazałam na te nieszczęsne biurko.
-Jesteś moją asystentką to chyba normalne, że musisz być blisko - a to cwaniak, nic się nie zmienił. Bez słowa wstałam i udałam się do mojego nowego ,,stanowiska". Czułam na sobie wzrok Uckera. Po jakiś dwóch godzinach gdzieś wyszedł. Siedziałam bezczynnie i strasznie się nudziłam. Nagle ktoś zaczął muskać mnie po szyi. Odwróciłam się i zobaczyłam Christophera nie wiem czemu ale od razu wpiłam się w jego słodkie usta. Teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo za nimi tęskniłam. Jak to na Uckera przystało szybko zaczął odpinać guziki mojej obcisłej koszuli. Po chwili zostałam tylko w czerwonym koronkowym staniku. Ja nie zostałam mu dłużna i także szybko pozbyłam się jego górnej części garderoby. Błądziłam rękoma po jego klatce piersiowej, którą przez te lata jeszcze bardziej wyćwiczył. Jego ręka rozpięła suwak od mojej spódnicy. Nawet nie wiem kiedy zostaliśmy kompletnie bez ubrań. Energicznym ruchem rzucił moje nagie ciało na biurko. Już miał we mnie wejść i...
-AAAAAA!!! - krzyknęłam przestraszona.
-Ładnie to tak spać w pracy - spytał Ucker, który stał nade mną z jakimiś papierami. On był całkowicie ubrany to był tylko sen, ale czemu akurat taki.
No to ostatni dodany tak szybko ;) Kolejny gdzies za tydzien no cos kolo tego ;)
No to ostatni dodany tak szybko ;) Kolejny gdzies za tydzien no cos kolo tego ;)
Te Quedaras - Rozdział 11
-Nie wiem, nie przypominam sobie pana - skłamałam ze spuszczoną głową, nerwowo ściskałam ręcę.
-Jestem pewny, że znam Cię - powiedział i wstał ze swojego miejsca po czym podszedł do mnie i usiadł na biurku, tym samym dokładnie świdrując moje ciało. Nic się już nie odzywałam, trudno wydało się, chociaż może dzięki temu dostane te pracę?
-Dul? Prawda ta sama co wyjechała 7 lat temu i mnie zostawiła? - w tym momencie czuję się jak zwykła zimna suka.
-Nie zostawiłam Cię, musiałam wyjechać, z resztą nie rozmawiajmy o tym, przyszłam tu w sprawie pracy - odpowiedziałam chłodno, jak na wyrafinowaną kobietę przystało. Słyszałam tylko jak Ucker głośno westchnął i usiadł na fotelu za biurkiem, wziął do ręki moje CV i dokładnie zaczął je analizować.
-Widzę, że przez te wszystkie lata ukrywałaś się w Hiszpanii? - spytał oschle, ciągle czytając papierek.
-Skończ temat i powiedz mi czy dostałam te pracę - odpysknęłam, wiem że to może nie najlepsze podejście żeby pyskować jak by nie było do swojego możliwe, iż przyszłego szefa, ale ja tak reaguję. Lata w Hiszpanii nauczyły mnie dbać o siebie.
-Tak zaczynasz od jutra - powiedział i oddał mi CV.
-A na jakim stanowisku? - spytałam, no cóż za szef daje mi pracę ale nie powie jako kto.
-Mojej osobistej sekretarki - powiedział z uśmiechem i otworzył mi drzwi. Byłam trochę zła, no ale zdobyć pracę w tych czasach nie jest łatwo więc nie protestowałam. Wstałam z miejsca i wyszłam. Dziś mam ostatni dzień wolności, bo od jutra zaczynam co najmniej 8 godzin dziennych tortur. Od razu poszłam do domu, założyłam na siebie strój kąpielowy, jakieś szorty i top. Stwierdziłam, że udam się na plażę tam powinnam się odprężyć. Po drodze weszłam do sklepu po jakieś picie i jedzenie. Miałam tam zamiar siedzieć cały dzień, a bez prowiantu było to nie możliwe. Na szczęście ani na plażę, ani do sklepu nie było daleko i już po chwili smażyłam się na cudownym słońcu. Zastanawiałam się co by powiedział Martin, gdyby dowiedział się, że pracuję w firmie faceta, z którym przeżyłam swój cudowny pierwszy raz. Tak muszę przyznać, że z nikim nie było mi tak dobrze jak z Uckerem. Ale to tylko stare dobre wspomnienia. Byłam strasznie rozgrzana i nagle poczułam na sobie zimne krople, zerwałam się gwałtownie z koca i kogo zobaczyłam? Moją ukochaną siostrę, która stała nade mną wraz ze swoim chłopakiem. Oczywiście Ann nie mogła powstrzymać się od śmiechu, moja mina musiała być dosyć zabawna. Ale jestem pewna, że gdyby można było zabijać wzrokiem Ann leżałaby już martwa.
-Odbiło Ci? - spytałam, a po chwili sama wybuchnęłam nie kontrolowanym śmiechem.
-Oj nie denerwuj się siostra - powiedziała i dała mi buziaka w policzek.
-Carlos pamiętasz to moja siostrzyczka ta cicha Duli - przedstawiła mnie ponownie swojemu chłopakowi. Swoją drogą to dziwne, że są tak długo razem.
-Już nie taka cicha - powiedział z uśmiechem i podał mi rękę po czym ją szarmancko pocałował. Uśmiechnęłam się i zaproponowałam, żeby się do mnie przyłączyli. Leżeliśmy tak dosyć długo, aż w końcu słońce zaczęło zachodzić. Leniwie podniosłam się z koca i zaczęłam ubierać, otrzepując się jednocześnie z piachu.
-Idziemy do jakiegoś klubu ? - zaproponowała moja siostrzyczka.
-Nie mogę jutro na 8 idę do pracy - powiedziałam smutno, kurde strasznie chciałam iść na jakąś imprezę, ale wiedziałam, że później nie dam rady wstać.
Pożegnałam się z Ann i Carlosem, udałam się do domu, porozmawiałam chwilę z mamą, wzięłam szybki prysznic opłukując się z resztek piachu i już po nie długiej chwili poszłam spać. Jutro czekał mnie pierwszy dzień horroru nazywanego też pracą.
No i jest znów dzień po dniu ;) Kolejny będzie parę minut po północy. No masz Ty erotomanie tak chodzi o Pelasie ktora jest napalona na Dul i Uckera razem haha.
-Jestem pewny, że znam Cię - powiedział i wstał ze swojego miejsca po czym podszedł do mnie i usiadł na biurku, tym samym dokładnie świdrując moje ciało. Nic się już nie odzywałam, trudno wydało się, chociaż może dzięki temu dostane te pracę?
-Dul? Prawda ta sama co wyjechała 7 lat temu i mnie zostawiła? - w tym momencie czuję się jak zwykła zimna suka.
-Nie zostawiłam Cię, musiałam wyjechać, z resztą nie rozmawiajmy o tym, przyszłam tu w sprawie pracy - odpowiedziałam chłodno, jak na wyrafinowaną kobietę przystało. Słyszałam tylko jak Ucker głośno westchnął i usiadł na fotelu za biurkiem, wziął do ręki moje CV i dokładnie zaczął je analizować.
-Widzę, że przez te wszystkie lata ukrywałaś się w Hiszpanii? - spytał oschle, ciągle czytając papierek.
-Skończ temat i powiedz mi czy dostałam te pracę - odpysknęłam, wiem że to może nie najlepsze podejście żeby pyskować jak by nie było do swojego możliwe, iż przyszłego szefa, ale ja tak reaguję. Lata w Hiszpanii nauczyły mnie dbać o siebie.
-Tak zaczynasz od jutra - powiedział i oddał mi CV.
-A na jakim stanowisku? - spytałam, no cóż za szef daje mi pracę ale nie powie jako kto.
-Mojej osobistej sekretarki - powiedział z uśmiechem i otworzył mi drzwi. Byłam trochę zła, no ale zdobyć pracę w tych czasach nie jest łatwo więc nie protestowałam. Wstałam z miejsca i wyszłam. Dziś mam ostatni dzień wolności, bo od jutra zaczynam co najmniej 8 godzin dziennych tortur. Od razu poszłam do domu, założyłam na siebie strój kąpielowy, jakieś szorty i top. Stwierdziłam, że udam się na plażę tam powinnam się odprężyć. Po drodze weszłam do sklepu po jakieś picie i jedzenie. Miałam tam zamiar siedzieć cały dzień, a bez prowiantu było to nie możliwe. Na szczęście ani na plażę, ani do sklepu nie było daleko i już po chwili smażyłam się na cudownym słońcu. Zastanawiałam się co by powiedział Martin, gdyby dowiedział się, że pracuję w firmie faceta, z którym przeżyłam swój cudowny pierwszy raz. Tak muszę przyznać, że z nikim nie było mi tak dobrze jak z Uckerem. Ale to tylko stare dobre wspomnienia. Byłam strasznie rozgrzana i nagle poczułam na sobie zimne krople, zerwałam się gwałtownie z koca i kogo zobaczyłam? Moją ukochaną siostrę, która stała nade mną wraz ze swoim chłopakiem. Oczywiście Ann nie mogła powstrzymać się od śmiechu, moja mina musiała być dosyć zabawna. Ale jestem pewna, że gdyby można było zabijać wzrokiem Ann leżałaby już martwa.
-Odbiło Ci? - spytałam, a po chwili sama wybuchnęłam nie kontrolowanym śmiechem.
-Oj nie denerwuj się siostra - powiedziała i dała mi buziaka w policzek.
-Carlos pamiętasz to moja siostrzyczka ta cicha Duli - przedstawiła mnie ponownie swojemu chłopakowi. Swoją drogą to dziwne, że są tak długo razem.
-Już nie taka cicha - powiedział z uśmiechem i podał mi rękę po czym ją szarmancko pocałował. Uśmiechnęłam się i zaproponowałam, żeby się do mnie przyłączyli. Leżeliśmy tak dosyć długo, aż w końcu słońce zaczęło zachodzić. Leniwie podniosłam się z koca i zaczęłam ubierać, otrzepując się jednocześnie z piachu.
-Idziemy do jakiegoś klubu ? - zaproponowała moja siostrzyczka.
-Nie mogę jutro na 8 idę do pracy - powiedziałam smutno, kurde strasznie chciałam iść na jakąś imprezę, ale wiedziałam, że później nie dam rady wstać.
Pożegnałam się z Ann i Carlosem, udałam się do domu, porozmawiałam chwilę z mamą, wzięłam szybki prysznic opłukując się z resztek piachu i już po nie długiej chwili poszłam spać. Jutro czekał mnie pierwszy dzień horroru nazywanego też pracą.
No i jest znów dzień po dniu ;) Kolejny będzie parę minut po północy. No masz Ty erotomanie tak chodzi o Pelasie ktora jest napalona na Dul i Uckera razem haha.
piątek, 23 stycznia 2015
Te Quedaras - Rozdział 10
-Z jakim Uckerem? - spytałam z udawanym zdziwieniem.
-Nie zgrywaj się Dul doskonale wiesz o kogo mi chodzi - czemu ona musi mnie tak dobrze znać.
-To temat zakończony i to już bardzo dawno temu - powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech.
-Nie wierzę - wpierała mi na siłę.
-Jestem z Martinem szczęśliwa i na tym zakończmy temat miłości - stwierdziłam. Reszte wieczoru spędziłyśmy na rozmowach. Nawet nie zorientowałam się kiedy, a zasnęłyśmy razem u mnie na łóżku. Wstałam dosyć wcześniej An jeszcze spała, dlatego poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel i ubrałam się. Jak wyszłam to moja siostra dalej smacznie spała, no tak An zawsze była wielkim śpiochem. Zeszłam na dół, na stole było przygotowane śniadanie i kartka, na której mama informowała nas, że poszła do pracy. Poszłam obudzić An. Po 20 minutach siedziałyśmy przy stole i jadłyśmy przygotowany posiłek.
-Co dziś będziesz robić? - spytałam popijając kawę.
-Mam sesję - powiedziała uśmiechnięta jedząc już chyba 3 kanapkę.
-No tak w końcu jesteś modelką - stwierdziłam ze śmiechem.
-A Ty?
-Ja idę poszukać pracy w jakimś biurze.
-Jako seksowna sekretarka, a może asystentka - za to moja siostra oberwała rogalikiem.
-Dobra ja już lecę, bo za 30 minut mam make up - powiedziała biorąc torebkę i już po chwili jej nie było. Zostałam sama, stwierdziłam iż muszę jakoś wyglądać skoro idę na rozmowę o pracę. Wcisnęłam na siebie krótką, obcisłą, czarną sukienkę do tego mocny makijaż, włosy zakręciłam lokówką. Włożyłam na nogi wysokie szpilki, prysnęłam się perfumami. Przed wyjściem poprawiłam się jeszcze. Wzięłam torebkę i CV po czym ruszyłam do firmy, w której wcześniej umówiłam spotkanie. Szłam i zastanawiałam się czy dostanę te pracę. Byłam pewna jednego, jeśli szefem jest mężczyzna pracę mam jak w banku. Na szczęście do pracy było dosyć blisko i już po niespełna pół godziny stałam przed dużym budynkiem. Pewnym krokiem weszłam do środka. Od razu udałam się do sympatycznie wyglądającej kobiety, która stała w recepcji.
-Dzień dobry była umówiona dziś na spotkanie z szefem w sprawię pracy - nie zdążyłam dokończyć, bo przerwała mi ta kobieta.
-Tak szef już na Panią czeka w swoim gabinecie, to tam prosto i na prawo duże brązowe drzwi - powiedziała jak do jakiejś ułomnej osoby. Podziękowałam z uśmiechem i udałam się w stronę gabinetu tego buraka. Zapukałam i weszłam do środka. Za biurkiem siedział przystojny mężczyzna mniej więcej w moim wieku.
-Proszę usiąść - gdy usłyszałam jego głos zamarłam nie wierzyłam, że to mógł być on. Usiadłam, a moja pewność co do jego tożsamości potwierdziła się od razu jak spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi brązowymi oczami. Nie odzywałam się nic czekałam jak on coś mi powie.
-Przepraszam czy mógłbym zobaczyć Pani CV? - spytał wyrywając mnie z transu.
-Tak proszę - powiedziałam podając mu papierek. Nie mogłam wierzyć, nic się nie zmienił ten sam uśmiech głos i to spojrzenie. Gdy przeczytał moje CV był w szoku.
-My się znamy prawda? - spytał drżącym, a zarazem zdziwionym głosem.
-Nie zgrywaj się Dul doskonale wiesz o kogo mi chodzi - czemu ona musi mnie tak dobrze znać.
-To temat zakończony i to już bardzo dawno temu - powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech.
-Nie wierzę - wpierała mi na siłę.
-Jestem z Martinem szczęśliwa i na tym zakończmy temat miłości - stwierdziłam. Reszte wieczoru spędziłyśmy na rozmowach. Nawet nie zorientowałam się kiedy, a zasnęłyśmy razem u mnie na łóżku. Wstałam dosyć wcześniej An jeszcze spała, dlatego poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel i ubrałam się. Jak wyszłam to moja siostra dalej smacznie spała, no tak An zawsze była wielkim śpiochem. Zeszłam na dół, na stole było przygotowane śniadanie i kartka, na której mama informowała nas, że poszła do pracy. Poszłam obudzić An. Po 20 minutach siedziałyśmy przy stole i jadłyśmy przygotowany posiłek.
-Co dziś będziesz robić? - spytałam popijając kawę.
-Mam sesję - powiedziała uśmiechnięta jedząc już chyba 3 kanapkę.
-No tak w końcu jesteś modelką - stwierdziłam ze śmiechem.
-A Ty?
-Ja idę poszukać pracy w jakimś biurze.
-Jako seksowna sekretarka, a może asystentka - za to moja siostra oberwała rogalikiem.
-Dobra ja już lecę, bo za 30 minut mam make up - powiedziała biorąc torebkę i już po chwili jej nie było. Zostałam sama, stwierdziłam iż muszę jakoś wyglądać skoro idę na rozmowę o pracę. Wcisnęłam na siebie krótką, obcisłą, czarną sukienkę do tego mocny makijaż, włosy zakręciłam lokówką. Włożyłam na nogi wysokie szpilki, prysnęłam się perfumami. Przed wyjściem poprawiłam się jeszcze. Wzięłam torebkę i CV po czym ruszyłam do firmy, w której wcześniej umówiłam spotkanie. Szłam i zastanawiałam się czy dostanę te pracę. Byłam pewna jednego, jeśli szefem jest mężczyzna pracę mam jak w banku. Na szczęście do pracy było dosyć blisko i już po niespełna pół godziny stałam przed dużym budynkiem. Pewnym krokiem weszłam do środka. Od razu udałam się do sympatycznie wyglądającej kobiety, która stała w recepcji.
-Dzień dobry była umówiona dziś na spotkanie z szefem w sprawię pracy - nie zdążyłam dokończyć, bo przerwała mi ta kobieta.
-Tak szef już na Panią czeka w swoim gabinecie, to tam prosto i na prawo duże brązowe drzwi - powiedziała jak do jakiejś ułomnej osoby. Podziękowałam z uśmiechem i udałam się w stronę gabinetu tego buraka. Zapukałam i weszłam do środka. Za biurkiem siedział przystojny mężczyzna mniej więcej w moim wieku.
-Proszę usiąść - gdy usłyszałam jego głos zamarłam nie wierzyłam, że to mógł być on. Usiadłam, a moja pewność co do jego tożsamości potwierdziła się od razu jak spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi brązowymi oczami. Nie odzywałam się nic czekałam jak on coś mi powie.
-Przepraszam czy mógłbym zobaczyć Pani CV? - spytał wyrywając mnie z transu.
-Tak proszę - powiedziałam podając mu papierek. Nie mogłam wierzyć, nic się nie zmienił ten sam uśmiech głos i to spojrzenie. Gdy przeczytał moje CV był w szoku.
-My się znamy prawda? - spytał drżącym, a zarazem zdziwionym głosem.
czwartek, 22 stycznia 2015
Te Quedaras - Rozdział 9
-Jakoś nie bardzo - powiedziała z grymasem na twarzy, wybuchłam śmiechem.
-An to ja Duli, twoja siostra- w tym momencie An zrobiła wielkie oczy i otworzyła buzie ze zdziwienia.
-To naprawdę Ty? - spytała jak by nie dowierzała.
-Tak, to jak przytulisz mnie, wpuścisz do środka czy mam już sobie iść? -spytałam z ironią, a ona rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać. Co chwilę powtarzała jak bardzo za mną tęskniła, jak brakowało mojej osoby w domu i jak bardzo mnie kocha. To było cudowne uczucie spotkać się z najbliższą osobą po tylu latach. Stałyśmy w progu z dobre 5 minut, aż do drzwi podeszła starsza kobieta, oczywiście chodzi o moją mamę.
-An kto to przyszedł ? - pytała z zaciekawieniem.
-Mamo Duli wróciła - odpowiedziała moja siostra, po czym automatycznie poczułam jak moja mama obejmuję mnie mocno, a moja bluzka zaczęła robić się wilgotna od łez matki i siostry. Po naszym czułym powitaniu weszłam do domu. Usiadłyśmy w salonie.
-A, gdzie tata? - spytałam pełna entuzjazmu.
-Jeszcze w pracy, wyobrażam sobie jego minę jak wróci - odpowiedziała mi An. Mama już siedziała w kuchni przygotowując obiad i coś do picia.
-Mogę się tu zatrzymać? - spytałam podchodząc do kuchni (mieliśmy kuchnie łączoną z salonem).
-Kochanie jeszcze pytasz, to twój dom, a pokój czeka na Ciebie nawet nie ruszony - powiedziała radośnie mama, podeszła do mnie i pocałowała w policzek po czym wróciła do swoich zajęć. Wzięłam walizki i wgramoliłam się na piętro. Gdy otworzyłam drzwi przeżyłam szok, wszystko było dokładnie takie samo jak 7 lat temu, każdy jeden przedmiot. Nawet szafy były otwarte tak jak je zostawiłam. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zaczęłam rozpakowywać rzeczy, wyjęlam ciuchy i dekoracje. Na sam koniec została mi ramka z tym zdjęciem, mimo upływu tylu lat nie umiałam go wyrzucić. Wracając do Meksyku miałam cichą nadzieję spotkać Christophera. Byłam szczęśliwa z Martinem, jednak czułam potrzebę spotkać Uckera ostatni raz. Z uśmiechem patrzyłam na zdjęcie, przejechałam po nim opuszkami palcy i od razu przypomniał mi się dzień, w którym je zrobiliśmy. Tak to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Wskoczyłam na rękę i włożyłam zdjęcie pod poduszkę. Skończyłam rozpakowywanie i walizki wsadziłam pod łóżko. Usłyszałam krzyk mamy, wołała na obiad. Szybko zbiegłam po schodach i zobaczyłam mojego tatę. Energicznie rzuciłam mu się na szyję mocno wtulając.
-Tato nawet nie wiesz jak tęskniłam - mówiłam, a mój ojciec coraz mocniej przytulał mnie do siebie.
-Czemu się nie odzywałaś przez tyle lat? - spytał z lekkim wyrzutem.
-Przepraszam, musiałam ułożyć sobie wszystko - powiedziałam i obdarowałam mojego ojca buziakiem w policzek.
-Wypiękniałaś - powiedział z uśmiechem.
-Siadajmy do stołu - krzyknęła mama. Strasznie brakowało mi tej rodzinnej atmosfery, obiadów mamy. Z Martinem zazwyczaj jedliśmy na mieście. Po obiedzie długo opowiadałam mamie, tacie i An o studiach i rzeczach, które robiłam przez te 7 lat. Jednak nie wspomniałam im jeszcze o Martinie, nie chce żeby na razie wiedzieli, a przynajmniej mama i tata. Wieczorem, gdy zostałam sama w pokoju zaczęłam szperać po moich wcześniejszych skrytkach. Znalazłam mój pamiętnik, który był starannie schowany z tyłu łóżka w szczelinie. Już nie pamiętałam co tam bazgrałam więc usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. Pierwsze strony były z dosyć nie miłego okresu, jednak później natknęłam się na te kartkę, gdzie opisywałam mój pierwszy raz z Christopherem. Wszędzie były jakieś serduszka czy dopiski. Na mojej twarzy ponownie dziś pojawił się uśmiech. Moje czytanie przerwała mi An, która przyszła do pokoju z gorącą czekoladą.
-Mogę? - spytała z uśmiechem, a ja skinęłam głową w geście zgody.
-Strasznie za Tobą tęskniłam - powiedziałam.
-Dobra nie ma rodziców to teraz możemy normalnie porozmawiać - po stwierdzeniu mojej siostry zaśmiałam się, jak zawsze bezpośrednia.
-Jesteś jeszcze z Carlosem? - spytałam zaciekawiona. Nie sądziłam, że odpowie pozytywnie w końcu to 7 lat.
-Tak - to był dla mnie szok.
-Gratuluje - odpowiedziałam biorąc łyka czekolady.
-Jednak po twojej minie nie widać, żebyś była jakoś szczególnie szczęśliwa z tego powodu - dodałam po chwili.
-Wiesz co Dul tak szczerze to ja z nim jestem chyba tylko z przyzwyczajenia, nasza miłość o ile kiedy kolwiek takowa miała miejsce już dawno się skończyła - mówiła mieszając łyżeczką czekoladę.
-Powinnaś pomyśleć nad rozstaniem - powiedziałam i potarłam jej ramię w celu dodanie otuchy.
-A Ty masz kogoś? - spytała, a na jej twarzy znów zagościł uśmiech.
-Tak - uśmiechnęłam się.
-Jak ma na imię? Ile jesteście razem? Jak wygląda? - cała An zadaje tysiące pytań na minutę.
-Spokojnie - powiedziałam przez śmiech. - Ma na imię Martin, jesteśmy razem od roku, a tu masz jego zdjęcie - powiedziałam podając jej mój telefon.
-No, no, no nic dziwnego on wygląda jak męski bóg - jak zawsze. Martin ciągle chwalony jest przez inne kobiety, przywykłam.
-A co z Uckerem? - tego pytania najbardziej bałam się usłyszeć z ust mojej siostry.
-An to ja Duli, twoja siostra- w tym momencie An zrobiła wielkie oczy i otworzyła buzie ze zdziwienia.
-To naprawdę Ty? - spytała jak by nie dowierzała.
-Tak, to jak przytulisz mnie, wpuścisz do środka czy mam już sobie iść? -spytałam z ironią, a ona rzuciła mi się na szyję i zaczęła płakać. Co chwilę powtarzała jak bardzo za mną tęskniła, jak brakowało mojej osoby w domu i jak bardzo mnie kocha. To było cudowne uczucie spotkać się z najbliższą osobą po tylu latach. Stałyśmy w progu z dobre 5 minut, aż do drzwi podeszła starsza kobieta, oczywiście chodzi o moją mamę.
-An kto to przyszedł ? - pytała z zaciekawieniem.
-Mamo Duli wróciła - odpowiedziała moja siostra, po czym automatycznie poczułam jak moja mama obejmuję mnie mocno, a moja bluzka zaczęła robić się wilgotna od łez matki i siostry. Po naszym czułym powitaniu weszłam do domu. Usiadłyśmy w salonie.
-A, gdzie tata? - spytałam pełna entuzjazmu.
-Jeszcze w pracy, wyobrażam sobie jego minę jak wróci - odpowiedziała mi An. Mama już siedziała w kuchni przygotowując obiad i coś do picia.
-Mogę się tu zatrzymać? - spytałam podchodząc do kuchni (mieliśmy kuchnie łączoną z salonem).
-Kochanie jeszcze pytasz, to twój dom, a pokój czeka na Ciebie nawet nie ruszony - powiedziała radośnie mama, podeszła do mnie i pocałowała w policzek po czym wróciła do swoich zajęć. Wzięłam walizki i wgramoliłam się na piętro. Gdy otworzyłam drzwi przeżyłam szok, wszystko było dokładnie takie samo jak 7 lat temu, każdy jeden przedmiot. Nawet szafy były otwarte tak jak je zostawiłam. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zaczęłam rozpakowywać rzeczy, wyjęlam ciuchy i dekoracje. Na sam koniec została mi ramka z tym zdjęciem, mimo upływu tylu lat nie umiałam go wyrzucić. Wracając do Meksyku miałam cichą nadzieję spotkać Christophera. Byłam szczęśliwa z Martinem, jednak czułam potrzebę spotkać Uckera ostatni raz. Z uśmiechem patrzyłam na zdjęcie, przejechałam po nim opuszkami palcy i od razu przypomniał mi się dzień, w którym je zrobiliśmy. Tak to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Wskoczyłam na rękę i włożyłam zdjęcie pod poduszkę. Skończyłam rozpakowywanie i walizki wsadziłam pod łóżko. Usłyszałam krzyk mamy, wołała na obiad. Szybko zbiegłam po schodach i zobaczyłam mojego tatę. Energicznie rzuciłam mu się na szyję mocno wtulając.
-Tato nawet nie wiesz jak tęskniłam - mówiłam, a mój ojciec coraz mocniej przytulał mnie do siebie.
-Czemu się nie odzywałaś przez tyle lat? - spytał z lekkim wyrzutem.
-Przepraszam, musiałam ułożyć sobie wszystko - powiedziałam i obdarowałam mojego ojca buziakiem w policzek.
-Wypiękniałaś - powiedział z uśmiechem.
-Siadajmy do stołu - krzyknęła mama. Strasznie brakowało mi tej rodzinnej atmosfery, obiadów mamy. Z Martinem zazwyczaj jedliśmy na mieście. Po obiedzie długo opowiadałam mamie, tacie i An o studiach i rzeczach, które robiłam przez te 7 lat. Jednak nie wspomniałam im jeszcze o Martinie, nie chce żeby na razie wiedzieli, a przynajmniej mama i tata. Wieczorem, gdy zostałam sama w pokoju zaczęłam szperać po moich wcześniejszych skrytkach. Znalazłam mój pamiętnik, który był starannie schowany z tyłu łóżka w szczelinie. Już nie pamiętałam co tam bazgrałam więc usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. Pierwsze strony były z dosyć nie miłego okresu, jednak później natknęłam się na te kartkę, gdzie opisywałam mój pierwszy raz z Christopherem. Wszędzie były jakieś serduszka czy dopiski. Na mojej twarzy ponownie dziś pojawił się uśmiech. Moje czytanie przerwała mi An, która przyszła do pokoju z gorącą czekoladą.
-Mogę? - spytała z uśmiechem, a ja skinęłam głową w geście zgody.
-Strasznie za Tobą tęskniłam - powiedziałam.
-Dobra nie ma rodziców to teraz możemy normalnie porozmawiać - po stwierdzeniu mojej siostry zaśmiałam się, jak zawsze bezpośrednia.
-Jesteś jeszcze z Carlosem? - spytałam zaciekawiona. Nie sądziłam, że odpowie pozytywnie w końcu to 7 lat.
-Tak - to był dla mnie szok.
-Gratuluje - odpowiedziałam biorąc łyka czekolady.
-Jednak po twojej minie nie widać, żebyś była jakoś szczególnie szczęśliwa z tego powodu - dodałam po chwili.
-Wiesz co Dul tak szczerze to ja z nim jestem chyba tylko z przyzwyczajenia, nasza miłość o ile kiedy kolwiek takowa miała miejsce już dawno się skończyła - mówiła mieszając łyżeczką czekoladę.
-Powinnaś pomyśleć nad rozstaniem - powiedziałam i potarłam jej ramię w celu dodanie otuchy.
-A Ty masz kogoś? - spytała, a na jej twarzy znów zagościł uśmiech.
-Tak - uśmiechnęłam się.
-Jak ma na imię? Ile jesteście razem? Jak wygląda? - cała An zadaje tysiące pytań na minutę.
-Spokojnie - powiedziałam przez śmiech. - Ma na imię Martin, jesteśmy razem od roku, a tu masz jego zdjęcie - powiedziałam podając jej mój telefon.
-No, no, no nic dziwnego on wygląda jak męski bóg - jak zawsze. Martin ciągle chwalony jest przez inne kobiety, przywykłam.
-A co z Uckerem? - tego pytania najbardziej bałam się usłyszeć z ust mojej siostry.
środa, 21 stycznia 2015
Te Quedaras - Rozdział 8
-Dulce jesteś pewna, że chcesz tam wracać? -
-Kochanie mówiłam Ci to już 1000 razy - powiedziałam i z uśmiechem wtuliłam się w Martina.
-Nie wiem czy wytrzymam bez twojego głosu, uśmiechu, ciała bez Ciebie - był taki słodki, mimo że minął już rok to w ogóle się nie zmieniał, był czuły romantyczny i taki kochany.
-Dasz radę, zawsze możesz mnie odwiedzić, znajdę dla Ciebie miejsce - powiedziałam i złożyłam na jego ustach pocałunek.
-Poczekaj zaraz wracam - powiedział i wyszedł przed moje mieszkanie. Tak pomimo iż jesteśmy razem już długi czas mieszkamy osobno, nie chciałam być osaczana. Dopakowywałam ostatnie rzeczy, gdy wrócił Martin. W ręku trzymał wielki bukiet róż i pudełeczko.
-Ojeju, a z jakiej to okazji? - spytałam zaskoczona.
-Dziś nasza rocznica - pamiętał. Nawet ja o tym zapomniała, totalnie wyleciało mi to z głowy.
-Przepraszam, że wyjeżdżam akurat dziś - powiedziałam ze spuszczoną głową, czułam się dosyć dziwnie, nie dość że zapomniałam o rocznicy to jeszcze zostawiam go tutaj samego.
-Otwórz - powiedział i podsunął mi do ręki małe czerwone pudełeczko. Wzięłam pakunek i otworzyłam, na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Jest piękny dziękuje -wsunęłam na palec srebrny pierścionek z jakimś brylantem. Położyłam kwiaty na sofę, zarzuciłam ręce na szyję Martina i wpiłam się w jego usta. On lekko uniósł mnie, a ja oplotłam nogi wokół jego talii. W ciągu paru sekund znaleźliśmy się w sypialni leżałam na łóżku, a Martin całował moją szyję. Wtedy zaczął dzwonić budzik w moim telefonie.
-Martin musimy jechać na lotnisko.
-Nie no akurat teraz? - spytał zawiedziony nie odrywając się od mojej szyi.
-Tak teraz, chodź - powiedziałam zrzucając go z siebie. Weszłam do salonu złapałam jedną najmniejszą walizkę i zeszłam do samochodu. Chwilę później, był przy mnie Martin. Droga na lotnisko strasznie szybko minęła. Nim się spostrzegłam stałam już przed wejściem do samolotu.
-Bardzo Cię Kocham - Martin mówił mi to chyba już po raz tysięczny, a ja tylko uśmiechałam się i coraz mocniej wtulałam w jego ramiona.
-Pasażerów na lot do Meksyku zapraszamy na pokład.
-Muszę już iść - powiedziałam, a moje oczy delikatnie się zaszkliły.
-Na pewno chcesz tam wracać? - spytał, widziałam że miał cichą nadzieję, że jednak zrezygnuję, ciężko mi się było z nim rozstawać. Miałam w gardle ogromną gule, nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, dlatego tylko kiwnęłam głową. Jeszcze raz mocno wtuliłam się w Martina i pocałowałam.
-Do zobaczenia - powiedziałam i łzy zaczęły spływać mimowolnie po moich policzkach. Nie obracając się weszłam do samolotu i zajęłam moje miejsce. Patrzyłam przez okno i machałam z uśmiechem do Martina, który stał na tarasie widokowym. W końcu usłyszałam, że pilot odpalił silniki. Zostaliśmy poproszeni o zapięcie pasów, wtedy jeszcze raz spojrzałam na mojego chłopaka, który machał mi przez szybę uśmiechnęłam się posłałam mu buziaka i zasłoniłam rolety w oknie. Lot minął mi bardzo dobrze, na lotnisku odebrałam bagaż i od razu złapałam taksówkę. Długo zastanawiałam się czy zatrzymać się w hotelu czy jechać do domu. Ostatecznie postanowiłam jechać do domu, byłam ciekawa jak ma się mama i tata no i oczywiście co u Any. Wiem, że pewnie jest na mnie zła, bo nie odzywałam się przez te 7 lat. Gdy byłam już pod drzwiami trochę się denerwowałam, jednak tu nic się nie zmieniło wszystko było takie jakie pamiętałam. Nie pewnie zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili drzwi się otworzyły, a w nich ujrzałam An.
-Słucham? - spytała, nie poznała mnie. Jednak ona nic się nie zmieniła, no może trochę wydoroślała.
-Nie poznajesz mnie? - spytałam z uśmiechem.
-Kochanie mówiłam Ci to już 1000 razy - powiedziałam i z uśmiechem wtuliłam się w Martina.
-Nie wiem czy wytrzymam bez twojego głosu, uśmiechu, ciała bez Ciebie - był taki słodki, mimo że minął już rok to w ogóle się nie zmieniał, był czuły romantyczny i taki kochany.
-Dasz radę, zawsze możesz mnie odwiedzić, znajdę dla Ciebie miejsce - powiedziałam i złożyłam na jego ustach pocałunek.
-Poczekaj zaraz wracam - powiedział i wyszedł przed moje mieszkanie. Tak pomimo iż jesteśmy razem już długi czas mieszkamy osobno, nie chciałam być osaczana. Dopakowywałam ostatnie rzeczy, gdy wrócił Martin. W ręku trzymał wielki bukiet róż i pudełeczko.
-Ojeju, a z jakiej to okazji? - spytałam zaskoczona.
-Dziś nasza rocznica - pamiętał. Nawet ja o tym zapomniała, totalnie wyleciało mi to z głowy.
-Przepraszam, że wyjeżdżam akurat dziś - powiedziałam ze spuszczoną głową, czułam się dosyć dziwnie, nie dość że zapomniałam o rocznicy to jeszcze zostawiam go tutaj samego.
-Otwórz - powiedział i podsunął mi do ręki małe czerwone pudełeczko. Wzięłam pakunek i otworzyłam, na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Jest piękny dziękuje -wsunęłam na palec srebrny pierścionek z jakimś brylantem. Położyłam kwiaty na sofę, zarzuciłam ręce na szyję Martina i wpiłam się w jego usta. On lekko uniósł mnie, a ja oplotłam nogi wokół jego talii. W ciągu paru sekund znaleźliśmy się w sypialni leżałam na łóżku, a Martin całował moją szyję. Wtedy zaczął dzwonić budzik w moim telefonie.
-Martin musimy jechać na lotnisko.
-Nie no akurat teraz? - spytał zawiedziony nie odrywając się od mojej szyi.
-Tak teraz, chodź - powiedziałam zrzucając go z siebie. Weszłam do salonu złapałam jedną najmniejszą walizkę i zeszłam do samochodu. Chwilę później, był przy mnie Martin. Droga na lotnisko strasznie szybko minęła. Nim się spostrzegłam stałam już przed wejściem do samolotu.
-Bardzo Cię Kocham - Martin mówił mi to chyba już po raz tysięczny, a ja tylko uśmiechałam się i coraz mocniej wtulałam w jego ramiona.
-Pasażerów na lot do Meksyku zapraszamy na pokład.
-Muszę już iść - powiedziałam, a moje oczy delikatnie się zaszkliły.
-Na pewno chcesz tam wracać? - spytał, widziałam że miał cichą nadzieję, że jednak zrezygnuję, ciężko mi się było z nim rozstawać. Miałam w gardle ogromną gule, nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, dlatego tylko kiwnęłam głową. Jeszcze raz mocno wtuliłam się w Martina i pocałowałam.
-Do zobaczenia - powiedziałam i łzy zaczęły spływać mimowolnie po moich policzkach. Nie obracając się weszłam do samolotu i zajęłam moje miejsce. Patrzyłam przez okno i machałam z uśmiechem do Martina, który stał na tarasie widokowym. W końcu usłyszałam, że pilot odpalił silniki. Zostaliśmy poproszeni o zapięcie pasów, wtedy jeszcze raz spojrzałam na mojego chłopaka, który machał mi przez szybę uśmiechnęłam się posłałam mu buziaka i zasłoniłam rolety w oknie. Lot minął mi bardzo dobrze, na lotnisku odebrałam bagaż i od razu złapałam taksówkę. Długo zastanawiałam się czy zatrzymać się w hotelu czy jechać do domu. Ostatecznie postanowiłam jechać do domu, byłam ciekawa jak ma się mama i tata no i oczywiście co u Any. Wiem, że pewnie jest na mnie zła, bo nie odzywałam się przez te 7 lat. Gdy byłam już pod drzwiami trochę się denerwowałam, jednak tu nic się nie zmieniło wszystko było takie jakie pamiętałam. Nie pewnie zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili drzwi się otworzyły, a w nich ujrzałam An.
-Słucham? - spytała, nie poznała mnie. Jednak ona nic się nie zmieniła, no może trochę wydoroślała.
-Nie poznajesz mnie? - spytałam z uśmiechem.
Podły szantażysta Pelasia właśnie wymusiła ten rozdział, mimo że bardzo źle się czuję. Masz i się ciesz. A ja dalej oglądam na dobre i na złe xd
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Te Quedaras - Opis Postaci 7 lat później
Dulce Savinon - teraz posługuje się tym drugim nazwiskiem. To 24 letnia dojrzała, wyrozumiała i rozsądna kobieta. Skończyła studia - księgowość i przedsiębiorstwo . Teraz ponownie wraca do rodziny, siostry do Meksyku. Po dawnej Dul nie został nawet ślad, teraz to pewna siebie kobieta, a nie nieśmiałą 17 latka. Jej wygląd też się bardzo zmienił, zaczęła dbać o siebie. Od roku związana jest z Martinem, jest szczęśliwa jednak w jej sercu nadal mieści się kolega ze szkolnych lat. Teraz wraca do swojego rodzinnego miasta i ma zamiar znaleźć tu pracę i zostać na stałe.
Christopher Casillas Von Uckermann - nadal przyjaźni się z Alfonso, jednak z Christianem zerwał wszelki kontakt. Trzeba mu przyznać, że trochę dojrzał może to ten wiek ale, nadal jest niesamowicie przystojny. Zapewne jest to spowodowane tym, że teraz prowadzi własną firmę. Oczywiście kupili mu ją rodzice. Ograniczył się trochę w kontaktach towarzyski, jednak nie znaczy to, że nie wyrywa żadnych panienek. Jedyne co zostało mu z dawnych lat, to ten urok i boskie spojrzenie.
Anahi Espinoza Savinon - ona została taka jak kiedyś, pogodna, wesoła i pozytywna dziewczyna no właściwie to już kobieta. Jest w stałym związku z Carlosem, nie jest z nim szczęśliwa tak jak kiedyś dla niej ten związek nie miał już sensu, ale wszystkim mówi co innego. Po wyjeździe Dulce ciężko było jej się pozbierać. Teraz pracuje ona jako modelka, zawsze o tym marzyła. Chodzi w najlepszych pokazach i pozuje dla najlepszych magazynów w meksyku.
Alfonso Herrera- on zmienił się diametralnie, po tym jak Any odrzuciła go 3 razy, załamał się. Na nogi pomógł mu się podnieść Ucker, który podał mu ręke i zatrudnił u siebie w firmie. Jest on zastępcą dyrektora (Uckera). Na bieżąco śledzi karierę Anahi, nie może darować sobie, że nie udało mu się zdobyć jej miłości. Jest sam, nie chce się z nikim wiązać.
Martin Gomez - chłopak Dulce, jest on ważnym biznesmenem w świecie mody. Ma 29 lat. Bardzo kocha Dul i wiąże z nią swoje plany na życie. Uważa, że z nikim nie może być szczęśliwszy. Gdy dowiaduję się o jej wyjeździe i powrocie do Meksyku nie jest zachwycony, ale szanuję jej decyzję.
Ten post zajął mi najwięcej czasu, bo dodawanie zdjęć na telefonie jest koszmarem xd
Ten post zajął mi najwięcej czasu, bo dodawanie zdjęć na telefonie jest koszmarem xd
Subskrybuj:
Posty (Atom)




